Święty Stanisław ze Szczepanowa- biskup


Polska historiografia wieków średnich jest dość często niejasna, oparta na hipotezach i zawiera wiele białych plam. Te białe plamy dawni kronikarze, dziejopisarze wypełniali bądź własną interpretacją, bądź legendami lub opierali się na przekazie ludowym. Bez wątpienia do postaci, których życie nie jest jasne do końca należy biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa. Dlatego opowieść ta będzie odwoływała się do faktów, jak i do legend jakimi obrósł święty męczennik.

stasiek 3

Przyjrzyjmy się zatem rodowodowi biskupa, który nakreślę na podstawie pism Jana Długosza, oraz żywotu świętego opracowanego jeszcze w XIX wieku przez księdza Piotra Pękalskiego. Wioska Szczepanów położona była niedaleko Bochni, jakieś siedem mil od stołecznego Krakowa. Właścicielem tamtejszych włości był niejaki Wielisław, osoba bogobojna, w sztuce wojennej zaprawiona, co ojczyznę przed Prusami bronił, za zonę pojął on panią z równie wysokiego rodu, niejaką- Bognę. Oboje, słynni w swej pobożności ufundowali w Szczepanowie kościół drewniany pod wezwaniem świętej Marii Magdaleny i sprawili do niego ołtarze i naczynia liturgiczne. Kościół nawiedzali dla modlitwy nie tylko w święta ale i w dni powszednie. Oboje byli już trzydzieści lat po ślubie, lecz nie mogli się doczekać potomka. Prosili więc niebiosa o cud bo młodzi już nie byli, modlili się, obdarowywali biednych, żebraków i sieroty. Aż nadszedł dzień 26 lipca 1030 roku. Bogna tego dnia doglądała dobytku, wracając z lasu, mijając w dębowym gaju studnię powiła syna. Ponoć nie miała żadnych bólów porodowych, ani ucisków jakie zazwyczaj towarzyszą narodzinom dziecka. Sama dziecko obmyła i zaniosła do domu. Rodzice syna ochrzcili imieniem Stanisław, a w podzięce za potomka ślubowali czystość małżeńską. Gdy Stanisław nauczywszy się wiary i pobożności osiągnął wiek stosowny, rodzice posłali go do Gniezna na słuchanie filozofii. Po czterech latach nauki w dawnej stolicy, pragnął się kształcić dalej i ku wielkiej radości ojca wyjechał na nauki do Paryża. Profesorowie byli zaskoczeni jego zdolnościami i inteligencją i chciano mu nadać tytuł doktora prawa i teologii, jednak Stanisław w swej skromności odmówił, twierdząc, że sama wiedza mu przydatna, a nie tytuły. Stanisław po siedmiu latach paryskiej edukacji wrócił do kraju. Rodziców jednak już nie zastał na tym świecie. Ukoiwszy ból po stracie najbliższych ruszył do Krakowa. Tu został sekretarzem ojca diecezji- biskupa Lamberta II Suły. Pasterz krakowski widząc pobożność i umiejętności Stanisława zachęcił go do przyjęcia święceń kapłańskich. Tenże biskup polecił go wkrótce na swoje miejsce. Kiedy listopadzie 1071 roku zmęczony pracą i wiekiem, zmarł ordynariusz krakowski, w roku następnym, dnia drugiego lutego zebrało się licznie duchowieństwo, kapituła i inni biskupi i za zgodą króla Bolesława- Stanisław został obrany na pasterza w stolicy.

I w tym miejscu przerwijmy opowieść XV wiecznego kronikarza by przyjrzeć się znanym i potwierdzonym faktom. Pierwszy życiorys biskupa Stanisława był spisany przez dominikanina Wincentego z Kielczy w dziele zatytułowanym „Żywot mniejszy świętego Stanisława”, powstał przed rokiem 1253 dla potrzeb procesu beatyfikacyjnego biskupa. Ów biograf nic nam nie mówi o rodowodzie, a tym bardziej o rodzicach biskupa zasłaniając się upływem czasu, który spowodował zapomnienie. Nie pisze o młodości świętego też Gall Anonim, który dzieje państwa polskiego spisał około 30 lat po śmierci świętego. Zatem okres jego młodości jest odzwierciedleniem jedynie legendy i opowieści ludowych. Rok narodzin jest jedynie domniemany, ale nieprawdą jest raczej pobieranie nauk na paryskiej wszechnicy, skoro najstarsza paryska uczelnia czyli Sorbona była erygowana w 1257 roku. Musiał być Stanisław zarówno kształcony jak i pobożny, musiał pochodzić też z możnego rodu skoro trafił najpierw do kancelarii biskupiej a potem na tron biskupi. Nikt z pospólstwa takich godności nie mógł wówczas osiągnąć. Wykształcenie mógł pobierać najprawdopodobniej w klasztorach lub na dworach u jakichś uczonych mnichów lub zakonników. W XI wieku nie istniał żaden system szkolnictwa, już na pewno szkolnictwa wyższego, a jedynymi uczonymi byli przeważnie zakonnicy. Mamy jeszcze jedną nieścisłość. Otóż prawem jaki miał polski władca, a nadanym już za czasów Mieszka I od papieża, było prawo inwestytury. Więc to nie żaden zjazd duchownych, czy synod obwołał Stanisława biskupem krakowskim, a władca świecki- książę Bolesław Szczodry, za papieską zgodą i zapewne poleceniem poprzednika.

Wróćmy do dalszych opowieści polskiego kronikarza. Stanisław po objęciu tronu biskupiego co rok diecezję swą odwiedzał, nawiedzał wiernych, usługiwał biednym, wspierał jałmużną. Jego dom był skromny i skromnie uposażony, służby posiadał niewiele, a wszyscy byli cnotliwi, bogobojni i pobożni. Suknie jego nie różniły się niczym od właściwej kapłanom odzieży.

Pojechał raz Stanisław do Brzeźnicy by tamtejszy kościół poświęcić. Niejaki Jan znany ze skąpstwa i srogiego umysłu, nie dość, że nie przyjął biskupa to obrzucił obelżywymi słowami i z wioski wypędził. Uszedł więc biskup pokornie mówiąc Janowi, że jeśli go nie wpuszcza do świątyni to prosi go by sam kościół pobłogosławił. Stanisław całą noc spędził w lesie na modlitwie i poście. Nazajutrz opamiętał się Jan i zaczął przepraszać i prosić o łaskę wybaczenia. Stanisław nie ujął się urazą i przyjąwszy Jana poświęcił świątynię, a występek w niepamięć puścił. Zaś miejsce, na którym nocował biskup zostało późniejszymi czasy upamiętnione świątynią fundowaną przez kardynała Oleśnickiego już po kanonizacji biskupa.

W 1073 roku zakupił Stanisław na potrzeby diecezji krakowskiej, od rycerza Piotra, wieś Piotrowin, leżąca w ziemi lubelskiej. Piotr umarł tego samego roku. Po trzech latach za namową księcia Bolesława o wieś upomnieli się wnukowie Piotra: Piotr, Jakub i Sulisław podważając sprzedaż, uznając ją jedynie za tymczasowe użyczenie. Co rok odbywały się sądy książęce, gdzie panujący rozstrzygał wszelkie zatargi. Bolesław szedł w zaparte i trzymając stronę spadkobierców Piotrowina i kazał wieś zwrócić. Jednak biskup utrzymywał, że wieś uczciwie zakupił na potrzeby wydatków diecezjalnych. Świadkowie, jakich Stanisław przedstawił przed księciem, zeznawali jednak przeciwko niemu będąc zastraszonymi przez Bolesława. Biskup nie poddał się i przyobiecał przedstawić za trzy dni koronnego świadka w sprawie w postaci zmarłego Piotrowina. Rzecz jasna został przez wszystkich wyśmiany. Trzy dni się modlił i pościł, prosząc niebiosa o pomoc. Trzeciego dnia udał się wraz z innymi na miejsce pochówku, kazał odkopać trumnę i otworzyć wieko. Modlił się nad doczesnymi szczątkami rycerza, aż ten za sprawą boską wstał z martwych i w procesji udał się przed sąd książęcy świadcząc za biskupem Stanisławem. Wszyscy nie pojmowali tego co się zdarzyło za sprawą gorliwej modlitwy Stanisława, ale ujrzawszy w tym moc boską odstąpili od jakichkolwiek pretensji. I znów biskup ukazał swą świętość i siłę modlitwy. Piotrowin został ponownie pochowany w swej mogile, a Stanisław kazał położyć tam kamień z wyrytym napisem: „tu leży Piotr dwa razy umarły, cud za chrześcijańskich czasów”.

Według Długosza, a potem zgodnie z interpretacją innych historyków, sytuacja polityczna w Polsce i relacje z biskupem przedstawiały się w sposób zmienny. Jak donosi Długosz i jego interpretatorzy stosunki między tymi dwiema postaciami miały dwojaki charakter i ewoluowały w czasie. W połowie XI stulecia władzę zwierzchnią w Polsce, objął po swym ojcu Kazimierzu Odnowicielu, książę Bolesław, którego Śmiałym nazwały polskie dzieje. Z początkiem swego panowania wsławił się Bolesław bohaterskimi czynami i wielkimi przymiotami serca. Wszystko, co przedsięwziął szło mu szczęśliwie i po jego myśli. Królewiczów węgierskich- Gejzę i Władysława ponownie osadził na tronie, po tym jak bezprawnie wygnał ich z rodzimego kraju Salomon. Po czym na tronie Kijowa i Rusi osadził księcia Zasława, wygnanego stamtąd przez Wszesława- księcia połockiego. Czynił to zbrojnie acz sprawiedliwie. Ojców Benedyktynów w mogile osadził i klasztor uposażył, arcybiskupstwo gnieźnieńskie odbudował. W swych czynach wojennych był odważny, sprawiedliwy i roztropny, jednak otaczał się pochlebcami, którzy go do nadużyć w Królestwie namawiali, a zwycięstwa jego serce mu pychą rozdymały. Nieczuły się stał na ucisk i biadanie ludu gminnego, nakładał wysokie podatki i do ucisku doprowadzał. Zaś przytłumiwszy w sobie boże przykazania sromotną żądzą ciała swego władał dopuszczając się gwałtu na niewinnych dziewicach. Polscy biskupi, z arcybiskupem Piotrem i dworzanami nawet narzekali na Bolesława, ale bali się jego srogości. Odważył się i poszedł do króla biskup Stanisław by upomnieć go i przywrócić na prawą drogą. Król jednak rozgniewany przepędził biskupa i nie pozwolił sobie jako władca rozkazywać.

Niejaki Mścisław, z ziemi sieradzkiej, małżonkę, Krystynę, o wyjątkowej na owe czasy urodzie, którą wszelcy mężowie podziwiali. Bolesław pojechał więc ujrzeć i poznać tę piękność. Zapałał do niewiasty taką żądzą, że najpierw klejnotami i bogactwem chciał ją przekupić, potem namową. Lecz gdy pobożna pani odrzuciła zaloty i podarki, król siłą ją porwał i gwałtem wziął. Mimo, iż miał prawowitą żonę to i z Krystyną żył jak z żoną własną i miał ją za nałożnicę. I znów oczy wszystkich zwróciły się ku osobie Stanisława, który króla począł napominać, nieprawość i zboczenie wytykać. Mimo, iż biskup klątwą króla straszył to został tylko wyśmiany przez monarchę, i choć obiecał wrócić do prawego życia, co jednak nieszczerze było obiecane.

Zanim nastąpi męczeńska śmierć krakowskiego biskupa w wyniku konfliktu z królem zapoznajmy się z faktami historycznymi. W 1039 roku najechał na osłabioną Polskę władca czeski Brzetysław. Splondrował on ziemie wszelkie, poza Małopolską, którą uznawał za swoje dziedzictwo po czeskiej księżniczce Dobrawie. Największemu spustoszeniu uległa Wielkopolska, został zbeszczeszczony grób świętego Wojciecha, jego relikwie wywiezione, a polska organizacja kościelna budowana od roku tysięcznego niemal zupełnie przestała istnieć, rozwiązano arcybiskupstwo gnieźnieńskie. Z Niemiec na tereny zniszczonej ojczyzny wrócił wraz z matką książę Kazimierz Odnowiciel, który rozpoczął odbudowę kraju. W związku z najmniejszymi zniszczeniami we wspomnianej Małopolsce, a zmiażdżonym najazdami czeskimi Gnieznem- książę osiadł w Krakowie. Obudowywał swój kraj aż do dnia swej śmierci, która nastąpiła w roku 1058. Nie udało mu się odrestaurować arcybiskupstwa, jednak dzięki swemu wujowi Hermanowi, biskupowi w Kolonii, sprowadził sprzęt liturgiczny do Krakowa i Wrocławia, duchownych, a na stolicy diecezji krakowskiej osadził jako zarządcę opata benedyktyńskiego z Tyńca. Dalszym procesem odnowienia kraju zajął się jego syn- Bolesław. W Europie wówczas trwał spór pomiędzy cesarzem- Henrykiem IV, a papieżem- Grzegorzem VII. Konflikt miał charakter międzynarodowy, a dotyczył praw do inwestytury oraz wyższości władzy świeckiej- cesarskiej nad duchową- papieską. Europa podzieliła się na dwa obozy. Bolesław, chcąc uzależnienia od cesarstwa i Czech, znalazł się w obozie papieskim, stając się jednym z największych sojuszników Rzymu, prawdopodobnie w poparciu jakie udzielił Stolicy Apostolskiej widział szanse na swoją koronację, wzorując się na poparciu jakie papieżowi udzieliły Chorwacja i Czarnogóra. W roku 1064 książę Bolesław odbudowuje katedrę w Gnieźnie, po czym przystępuje do ponownej fundacji opactw benedyktyńskich. Wreszcie na rok 1075 zwołuje w Polsce synod biskupów polskich i legatów papieskich, na którym za zgodą Grzegorza VII odrestaurowuje arcybiskupstwo gnieźnieńskie, tworzy biskupstwo w Płocku i uzyskuje zgodę na koronację.

Koronacja i odnowienie Królestwa Polskiego nastąpiło w katedrze gnieźnieńskiej w dzień Bożego Narodzenia 1076 roku w obecności książąt, legatów papieskich oraz piętnastu polskich i zagranicznych biskupów. I tu można by doszukiwać się zarzewia sporu króla z biskupem krakowskim, ale o tym za chwile.

stasiek 4

Prawdą jest również, co podaje Długosz, ingerencja w sprawy wewnętrzne Rusi i Węgier. Zawarcie sojuszu z Madziarami umacniało jego pozycję wobec Czech i Cesarstwa, dwukrotnie zbrojnie pomógł osadzić na tronie węgierskim dwóch władców, a jednego z nich- Wratysława ożenił ze swoją siostrą. Co do księstwa Rusi, jego działania były inspirowane aż z Rzymu. W tym czasie na Rusi rozpoczynał się okres rozbicia dzielnicowego. Bolesław za namową papieża, który widział szansę na wprowadzenie tam obrządku łacińskiego, wyrusza na Kijów w roku 1069 i na tronie osadza Izasława. Jednak gdy ten zostaje wypędzony przez Światosława, przyjmuje go na dworze krakowskim. Po śmierci uzurpatora w 1077 roku Szczodry ponownie wyrusza na Ruś, ta wyprawa mimo zwycięstwa i wielkich łupów oraz odzyskania grodów Czerwieńskich, będzie tragiczna w skutkach dla króla, ponownie na tronie osadza Izasława.

Jeśli chodzi o życie prywatne Bolesława to rzeczywiście może ono budzić wiele kontrowersji. Bolesław żył przez długi czas pod skrzydłami matki- księżnej Dobroniegi, osoby bardzo dominującej, co mogło spowodować u niego taki, a nie inny stosunek do kobiet, gdy stał się samodzielnym władcą, a jego zdobycze i pozycja uczyniły go pysznym i rozwiązłym. Znana jest też jego niechęć do małżeństwa w początkowej fazie panowania. Żonę jednak posiadał, niestety historia nie ujawnia jej rodowodu. Jedynie za Długoszem możemy stwierdzić, że pochodziła z ruskiego rodu książęcego i na imię miała Wyszesława, jednak żadne inne źródła tych informacji nie ujawniają. Z pewnością do małżeństwa musiało dojść przed rokiem 1069, gdyż na tą właśnie datę przypadają narodziny jego syna- Mieszka. Z przekazów Kadłubka wiemy o niechęci króla do żonatych mężów, którzy się królowi nie podobają, gdyż więcej obchodzi ich sprawa niewiast niż względem władcy uległość. Wnikając w wczesnośredniowieczne praktyki mógł Bolesław prowadzić nieprawe, czy niemoralne życie. Biorąc pod uwagę ciągłe przebywanie na wojnie, w obozie a nie na dworze z małżonką, z całą pewnością ulegał. Zaznaczyć też należy iż minęło dopiero sto lat od chrztu Polski i praktyki słowiańskie były ciągle pielęgnowane. Już od Ibrahima Ibn Jakuba wiemy, że Słowianie słynęli ze swobody obyczajowej, gdzie stosunki przedmałżeńskie były mile widziane, a dziewice idące za mąż budziły nieufność jako te, którym mężczyźni są niechętni. W czasach, gdy państwo było własnością panującego, z takich uprawnień z pewnością korzystał i Bolesław. Jednak nie ma nic o żonie Mścisława- Krystynie, więc może to być jedynie opowieść samego Długosza, który oskarżył również króla o grzech sodomii, gdyż ten miał nie tylko poprzestawać na zwyczajnych miłostkach, ale i zarazić się plugawym grzechem od Rusinów, którzy go praktykowali. Jednak i tu jest zarzut zadany tylko przez Długosza, nie powtórzony nigdzie indziej. Według jednak wszystkich dziejopisów największe zdemoralizowanie króla nastąpiło właśnie w czasie drugiej wyprawy na Kijów.

Biskup Stanisław, jako duszpasterz miał pełne prawo przestrzegać i upominać króla za taki sposób prowadzenia się i zapewne to czynił, zapewne też biorąc pod uwagę charakter władcy, Bolesławowi w niesmak były wszelkie upomnienia i budziły jego gniew. Wspomniałem wcześniej o możliwej genezie niechęci Stanisława do władcy. Otóż kiedy nie odnowiono archidiecezji gnieźnieńskiej i Polska nie miała swojego arcybiskupa to biskup krakowski był osobą numer jeden w polskiej organizacji kościelnej. W 1075 roku spotkało go wielkie rozczarowanie. Otóż mimo swej pozycji jaką posiadał Stanisław w Polsce, nie został mianowany na tron arcybiskupi, Szczodry powołał wówczas Piotra, pozostawiając Stanisława w Krakowie, tym samym uszczuplając jego prestiż, tak więc w czasie koronacji biskup krakowski był jedynie uczestnikiem uroczystości a nie tym, który mazał króla święconymi olejami. Ale oprócz tego powołano jeszcze diecezję płocką, co ubodło w diecezję krakowską, bowiem to z ziem hierarchii krakowskiej wydzielono nową strukturę, tym samym umniejszając tej starszej. Być może tu należało by się doszukiwać symbolicznej legendy o wsi Piotrowin. Jednak legenda o rycerzu wskrzeszonym za sprawą biskupa zapadła tak głęboko w świadomość narodową, iż wstający z grobu Piotrowi stał się ikonograficznym atrybutem świętego biskupa.

Przejdźmy zatem do dalszych relacji kronikarza, tych które okazały się tragiczne w skutkach i to dla obu stron. Długie lata przebywał Bolesław z możnymi i wojami na Rusi, opuściwszy swój lud i poddanych. Osadził na tamtejszym tronie po raz wtóry swego sprzymierzeńca, zmusił go do hołdu, i jak Chrobry król złotą bramę Kijowa mieczem otworzył. Nowo osadzony władca ofiarował mu wielką ilość złota, król Bolesław bratersko go ucałował lecz wcześniej w swej pysze publicznie za brodę wytargał. Wtem do Kijowa dotarły niepokojące wieści, że opuszczone, chrześcijańskie żony, chuci ulegając, sługom się swym oddają przez znieważenie ciała. Ale i Bolesław nie stronił wraz z wojami od nadobnych ukraińskich dziewic, co w obyczajach swobodniejszymi były niżli nasze polskie. Lecz skoro o przewinieniach żon się prawi polscy panowie dowiedzieli, opuściwszy pana swego- Bolesława, do kraju powrócili, a bez pozwolenia króla to czyniąc. Widząc to Bolesław, że więcej niż połowa towarzyszy go opuściła, sam zmuszonym był wrócić do kraju, gdzie i z niewiernymi żonami i mężami, co ich za zbiegów uznał zamierzał się okrutnie rozprawić. Nie bacząc na własne przewinienia z rozpusty wynikłe; jednych na śmierć skazywał, innym lżejsze kary zadawał przez chłosty publiczne i dóbr odbieranie. Żonom niewiernym kazał niemowlęta, zrodzone z grzechu, odebrać, a do piersi szczenięta przystawiać. Do reszty zaczął swój lud uciskiem i daninami wysokimi karać. Widząc to biskup krakowski ją upominać monarchę, że niesprawiedliwie postępuje, własnych występków nie widzi i nie godzi się by chrześcijański władca tak się przeciw swoim sprzeniewierzał jak i przeciw boskim przykazaniom. I rozgniewał się władca, że biskup go nachodzi i przestrzega, śmiercią mu zagroził. Jednakże widząc, iż król dalej brnie w swych niegodziwych postępkach, biskup, człowiek bogobojny postanowił się posunąć do broni ostatecznej i klątwą sprawiedliwości obłożył monarchę i obcować z nim zakazał, nie mogąc bezczynnie patrząc do jakich niegodziwości się władca posuwa. Gniewem Bolesław wielkim do biskupa zapajał i tylko sposobności szukał by go życia pozbawić. Dnia jedenastego kwietnia biskup nabożeństwo odprawiał w intencji grzesznego monarchy, w małym kościółku, niedaleko Krakowa z białej cegły stawianym i świętemu Michałowi Archaniołowi poświęconym. Kazał król kościół wojskiej otoczyć i zabić sługę bożego przy samym ołtarzu. Ostrzegany przez duchownych biskup wzniósł tylko oczy ku niebu oddając się boskiej opiece. Kiedy żołnierze chcieli wypełnić wole króla jakieś przerażenie i odrętwienie ich ciała objęły. Gdy przy drugiej i trzeciej próbie wtargnięcia do kościoła coraz większe odrętwienie ich brało, rozwścieczony Bolesław sam dobył miecza, wpadł do świątyni i miecz ów zatopił w głowie biskupa i we wściekłości swej ciało wyciągnął ze świątyni i kazał swym sługom członki jego odrąbać. Gdy tak bezbożnie członki ciała świętego oddzielali palec jego ręki wpadł do pobliskiej sadzawki i ryba go połknęła. Król powrócił na zamek, przez bezbożników, pochlebców swych był chwalony za niegodziwy uczynek. Tym czasem nad poszarpane ciało zleciały się cztery orły, niepospolitej wielkości i broniły rozsypanych, świętych członków od zwierza dzikiego, zaś ryba, co palec połknęła światłością jaśniała świętą tak wielką iż rybacy bez trudu ją pochwycili. Wszystkie członki złożono razem, tak by do siebie pasowały, a one zrosły się jakby tak, iż nawet blizn po ranach nie było widać. Dobrzy ludzie i kanonicy katedralni złożyli ciało do trumny i pochowali u wejścia kościoła na Skałce. Dowiedziawszy się wielu o cudzie, w tym ci co krwią świętą ręce zbroczyli, nawróciło się ku wierze i króla kata i jawnogrzechnika przepędziło. Uszedł więc Bolesław ze swą żoną i synem na Węgry, gdzie bodziec sumienia targnął nim srogo aż w obłęd popadł.

Tyle byłoby legendy o świętym biskupie zebranych z opowieści mistrzów Kadłubka, Wincentego z Kielczy i Długosza. Nie będę się ustosunkowywał do relacji o orłach, światłach i połyskującej rybie bowiem od początków chrześcijaństwa, aż do nowożytności opowieściom o świętych towarzyszyły podania o mocach i zjawiskach nadprzyrodzonych, być może jako spadek po mitologiach ludów niechrześcijańskich. Dziś cuda jakie pojawiają się za sprawą świętych są uzasadniane nauką, a nie tłumaczone nieziemskimi zjawiskami. Jednak nie możemy porównywać relacji człowieka ze światem realnym, który żył w wieku XI i tego, który żyje współcześnie. Jak przyjęto za aksjomat wypłynięcie krwi i mleka z serca Katarzyny Aleksandryjskiej, tak przyjmijmy za cud sił wyższych orły pilnujące poćwiartowanych zwłok biskupa. Taka wersja, niemalże mityczna, utrzymywała się przez setek lat i taką pozostawmy. Wróćmy do faktów historycznych jakie możemy uznać za pewnik. Król Bolesław ruszył na Ruś w roku 1077, przebywał tam prawie rok, a nie kilka lat jak mówią dziejopisarze. Po śmierci Świętosława, ponownie wyruszył na Kijów by osadzić swego sprzymierzeńca Izasława. Bił się, zdobywał łupy, i zgodnie z historiografią powiększał potęgę własnego kraju, któremu przywrócił koronę. Nikt nie zajmował się życiem prywatnym króla i nie uczył tego w szkole. Ale czego można wymagać od władcy, mężczyzny o średniowiecznej mentalności, przecież nie mnisiego życia. Charakter, rządze jakich nie tłumił mogły z pewnością budzić odrazę w ówczesnym duchowieństwie, tym bardziej w duchowym ojcu młodego chrześcijańskiego narodu- biskupie Stanisławie. Idąc za następcą Stanisława na biskupstwie krakowskim- Wincentym Kadłubkiem, stwierdzić należy wprost, że w czasie wyprawy kijowskiej króla, na ziemiach polskich wybuchł bunt- jakieś powstanie ludowe. Co było tego przyczyną- nie wiadomo. W każdym razie wielu rycerzy, którzy byli zaniepokojeni o swoje dobra i pozycje opuścili króla by tłumić powstanie. Nigdy się nie dowiemy, czy opuszczone żony oddawały się pachołkom dobrowolnie, czy były gwałtem zmuszane do nierządu. Wiemy jednak, że król po powrocie do kraju zaczął się brutalnie rozprawiać ze zbuntowanym chłopstwem i rycerzami i, którzy go opuścili, uznając ich za dezerterów. Co do niewiernych żon, być może było tak jak opowiadają kronikarze, którzy swe relacje brali z praktyk słowiańskich. Jak wspomnieliśmy wcześniej pogańska, słowiańska obyczajowość była inna niż ta, którą narzucało łacińskie chrześcijaństwo. Jednak kiedy słowiańska panna mogła być w pełni wyzwolona, to jako mężatka musiała się trzymać pewnych zasad. To z tradycji pogaństwa słowiańskiego karą za cudzołóstwo było karmienie piersią szczeniąt, obcinanie sromu i wieszanie tych członków na drzwiach domostwa. Faktem jest, że zbuntowanych król karał śmiercią, utratą majątków i publicznymi chłostami. Biskup ujmując się za poniżanym narodem rzucił na króla klątwę. Wówczas klątwa taka zwalniała z posłuszeństwa wszystkich poddanych wobec króla. Ale czy sam król w odwecie zamordował sługę bożego, czy uczyniono to na jego rozkaz? Źródła jakie pozostały pozwalają nam tylko domniemywać. Sam naród, w postaci braci- szlachty już do końca I Rzeczypospolitej bedzie miał prawo odmówić posłuszeństwa srogiemu władcy, co zostanie zanotowane w punkcie czwartym „Artykułów Henrykowskich”.

Biskup miał ponieść śmierć męczeńską w dniu 11 kwietnia 1079 roku bezpośrednio z rąk królewskich. Ale czy tak było? Niewiadomo. W myśl obowiązujących zasad i reguł był z pewnością męczennikiem, a tym samym ponosząc taką śmierć stawał się świętym. Tak jak są wątpliwości co do osoby mordercy, tak samo są wątpliwości co do miejsca samej kaźni. Niektórzy za kronikarzami uważają za to miejsce kościół na Skałce, inni samo wzgórze wawelskie jako miejsce straceń możnych. Jednak w 1115 roku wydana została bulla papieska, która mówiła wprost, iż arcybiskup polski skazał jednego biskupa na śmierć bez powiadomienia papieża, co się nie godzi wobec dostojników kościelnych. Wskazywałoby to iż Stanisław został poddany pod jurysdykcję sądowniczą na synodzie zwołanym przez króla i zatwierdzonym przez arcybiskupa, który na wyrok śmierci przyzwolił. Ciekawostką jest też to, że źródłach samo imię Stanisław pojawiło się dopiero po stu latach od śmierci biskupa, wcześniej był on określany tylko mianem piastowanego urzędu. Chyba najbardziej obiektywny, wśród wszystkich pisarzy i biografów losów męczennika był Gall Anonim, który tworząc 30 lat po tragicznej śmierci Stanisława, a służąc na dworze bratanka jego zabójcy- księcia Bolesława Krzywoustego napisał:

„… tyle można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem bożym, nie powinien być drugiego pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie. Wiele mu bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi, grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My zaś nie usprawiedliwiamy biskupa- zdrajcy, ani też nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw.”

Może lakoniczne to sformułowanie, ale jakże obiektywne wobec innych średniowiecznych przekazów.

Jak nakazuje wierzyć tradycja biskup został pochowany w kościele na Skałce, a jego szczątki w 1089 roku zostały przeniesione do katedry i złożone pod posadzką w południowej nawie. Jednak według najnowszych badań okazuje się, iż to przeniesienie relikwii nastąpiło dopiero w Polowie XII wieku. Jednak średniowiecze było przepełnione symboliką, liczba dziesięć według Ojców Kościoła, oznaczała doskonałość chrześcijańską, Stanisław jako, że zginął jako męczennik za wiarę swe cnoty chrześcijańskie osiągnął w stopniu doskonałym, stąd datę translacji relikwii tradycja umiejscowiła w dziesięć lat po tragicznej śmierci. Podobnie latające nad poćwiartowanym ciałem orły, broniące go przed drapieżnikami. W swej symbolice korzeniami sięgają Starego Testamentu jako uosobienie mocy bożej, która sprawiła zrośnięcie się członków świętego, późniejsze natomiast interpretacje wiązały symbol czterech orłów jako postaci, które od razu po męczeńskiej śmierci zaniosły duszę biskupa do raju.

Zginął Stanisław w powszechnej opinii świętego i niemal od razu zaczął być czczony. Jednak na jego kanonizację trzeba było czekać prawie dwieście lat. Jednak w owym czasie, czasie średniowiecznej zawieruchy, walki o prawo do dogmatów i tworzenia reguł kanonicznych, z ogłaszaniem świętych było różnie. Początkowo kościół swoich świętych ogłaszał przez aklamację. W IV wieku po Chrystusie papież Damazy I wyniósł na ołtarze wszystkich wczesnochrześcijańskich męczenników. Po raz pierwszy drogę kanoniczną zastosowano w roku 993 dla potrzeb kanonizacji Ulricha z Augsburga. Później ogłoszenie kogoś świętym leżało w gestii biskupów lokalnych i odbywało sie na podstawie powszechnego, w danej diecezji, kultu poprzez translacje szczątków ponad posadzkę w ważniejszych kościołach; niekiedy do specjalnie budowanych kaplic lub przed ołtarzem. Dopiero papież Aleksander II, uznał sprawę kanonizacji za ma tyle ważną, iż stwierdził, że tylko głowa kościoła ma prawo do ustanawiania osób świętymi, po uprzednim skomplikowanym procesie sądowym, procedury te opisał w dekrecie „Audivimus”.

stasiek 2

Mimo, iż Stanisława uważano przez samo męczeństwo za świętego, mimo iż jego zwłoki przeniesiono do katedry, to według nowego prawa kościelnego, oficjalnie świętym nie był. Zaczęto myśleć nad wszczęciem procesu beatyfikacyjnego. Gdy swiat chrześcijański dowiedział się o wyniesieniu na ołtarze w 1173 roku Tomasza Kantuaryńskiego to posłużyło za pierwowzór. Należy wyjaśnić wiec w tym miejscu sprawę rzeczonego świętego, który, de facto, patronuje jednej z kaplic krakowskiej katedry.

Tomasz Becket, urodzony około 1118 roku, pochodził z bogatej londyńskiej rodziny mieszczańskiej. Kształcił się w Bolonii, Oxfordzie, Londynie i Paryżu. Z takim wykształceniem będąc kapelanem na dworach najbardziej możnych rodzin angielskich, szybko zainteresował się nim król Anglii- Henryk II i mianował go swoim kanclerzem, a potem arcybiskupem Cantenbury. Pozycja, bogactwo i wykształcenie pozwalały mu na prowadzenie wystawanego, dworskiego życia. Po uzyskaniu awansu na najważniejszą głowę kościoła angielskiego (nie mylić z anglikańskim) stał się prawdziwym duszpasterzem, odrzucając cały przepych i dotychczasowe bogactwo. W pewnym momencie, gdy spostrzegł, iż staje się marionetką w rękach króla, który chciał podporządkowanie kościoła władzy świeckiej, zrzekł się w Rzymie piastowanego stanowiska, by je ponownie otrzymać oz rąk papież, udowadniając tym samym, iż nadania urzędów kościelnych nie mogą pochodzić z rąk osób świeckich. Przeciwstawiał się polityce królewskiej, przez wpadł w niełaskę u Henryka II i wkrótce został wypędzony. Po sześciu latach tułaczki, po interwencji papieża i króla Francji Becket powrócił do ojczyzny, jednak nadal król uznawał go za wichrzyciela i głównodowodzącego opozycją. W takiej sytuacji doszło do zaostrzenia konfliktu. W dniu 29 grudnia 1170 roku, czterej dworzanie: Reginald Fitz-Urse, Wilhelm de Traci, Hugo Morville i Ryszard Brito, z inicjatywy samego monarchy wtargnęli do katedry podczas odprawiania nabożeństwa i zamordowali biskupa u stóp ołtarza. Henryk II nie został wypędzony z kraju, nadal trzymał władzę, jednak papież zdał mu pokutę, którą ten odprawił. W 1173 roku papież Aleksander III kanonizował Tomasza Becketa.

Historia angielskiego biskupa dała natchnienie polskim władzom kościelnym do starań o kanonizację krakowskiego biskupa. Pierwsze bardziej skonsolidowane działania pojawiły się za rządów Iwo Odrowąża w pierwszej połowie XIII wieku. W tym celu Odrowąż zlecił spisanie dziejów Stanisława i cudów jakie miały się dziać za jego sprawą. Wincenty z Kielczy opracował wówczas dzieło zatytułowane „Żywot mniejszy Świętego Stanisława”, zamieszczając w nim pieśń „Gaude Mater Polonia”. Przed rokiem 1250, papież Innocenty IV powołał specjalną komisję do zbadania cudów biskupa Stanisława, jednak po stwierdzeniu, iż opisywane są zjawiska sięgające jedynie 20 lat wstecz, powołano kolejną komisję, na czele której stanął franciszkanin Jakub z Velletri. Ta z kolei zakończyła swe prace w roku 1252. Sporządzono nowy wykaz cudów. W roku 1253 ruszyło nowe poselstwo do Rzymu, wraz ze świadkami cudów świętego Stanisława.

W czasie procesu kanonizacyjnego, po raz pierwszy w historii powołano urząd Adwokata diabła, który to miał przedstawiać tezy negujące świętość męczennika. Adwokatem tym został prawnik, kardynał Reginald, przyszły papież Aleksander IV. Zmienić miał on zdanie, kiedy w czasie choroby, we śnie nawiedził go Stanisław. Kardynał ozdrowiał i udał się do papieża i wyraził gotowość kanonizacji biskupa, a swój upór określił mianem występku. Tak przynajmniej podaje Długosz. Do kanonizacji, po raz pierwszy w historii, publicznej doszło w dniu 8 maja 1253 roku, w Asyżu. Papież oprócz bulli kanonizacyjnej, wydał jeszcze jedną, w której zalecił uroczystości pokanonizacyjne, określił dzień wspomnienie świętego Stanisława na 8 maja oraz udzielał każdemu zupełnego odpustu na rok i 40 dni, jeśli taki odwiedzi grób świętego i przystąpi do oczyszczenia z grzechów.

Uroczystości pokanonizacyjne odbyły się w Krakowie w dniu 8 maja 1253 roku. Było to święto całej piastowskiej dynastii. Książę senior: Bolesław Wstydliwy wraz z małżonką przyjęli przedstawicieli piastowskiego rodu w osobach: Przemysław- księcia wielkopolskiego i poznańskiego, Kazimierz- książę łęczycki i kujawski, Siemowit- książę mazowiecki, Władysław- książę opolski. Oprócz nich przedstawiciele duchowieństwa: arcybiskup gnieźnieński- Fulko, nuncjusz Stolicy Apostolskiej, opat z Mezzano- Opizo, biskupi krakowski- Prandota, wrocławski- Tomasz, włocławski- Wolimir, płocki- Andrzej, ruski- Gerard i litewski- Wit.

Na kanonizacji zyskała katedra jak i sam Kraków, posiadający relikwie pierwszego polskiego świętego. Katedra stała się kościołem pielgrzymkowym, nawiedzanym przez pątników. W celu należało ją przebudować. Po środku katedry wzniesiono grób dla świętego, przenosząc jego szczątki do srebrnego sarkofagu fundowanego przez Księżną Kingę- późniejszą świętą. Przebito nowe wejście od strony południowej i wybudowano dwie dodatkowe kaplice. W kaplicy pod wezwaniem śś Piotra i Pawła (obecna kaplica Wazów) pokazywano wiernym relikwie ręki świętego, a w kaplicy świętego Mikołaja- relikwiarz na głowę męczennika.

Grób świętego Stanisława stał się sacrum narodowym, ołtarzem ojczyzny- …., a sam męczennik stał się Ojcem Ojczyzny- Pater Patriae. Tutaj w hołdzie składano wota, zdobycze wojenne i chorągwie wroga, po raz pierwszy po zwycięskiej bitwie nad Krzyżakami, pod Płowcami 1331, zaś po raz ostatni w dzień Wigilii Bożego Narodzenia 1683 roku złożył chorągiew, król Jan III Sobieski, zdobytą pod Wiedniem na Turkach.

Obecny grób świętego pochodzi z lat 1626-1629 i jest fundacją wotywną biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego i jest dziełem nadwornego architekta Zygmunta III Wazy- Jana Trevano. Wystawiono wolnostojący, baldachimowy ołtarz z czarnego marmuru inkrustowanego różowym, wzorowanym na watykańskim ołtarzu świętego Piotra według Berniniego. Srebrny sarkofag na relikwie świętego, wykonany w gdańskiej pracowni złotniczej Piotra van der Rennena, przedstawia dwanaście scen z życia biskupa Stanisława oraz cudów dokonanych przez jego wstawiennictwo, w tym grunwaldzkie zwycięstwo. Sarkofag ów podtrzymują cztery anioły klęczące na mensie ołtarzowej wykonanej z czerwonego marmuru. Całość konfesji jest przepełniona symboliką chrześcijańską. Całość nakryta jest baldachimem, który w Cesarstwie Rzymskim i Bizancjum przysługiwał władcom, w średniowieczu- męczennikom, zaś od czasów nowożytnych tylko koronowanym głowom i świętym. W wewnętrznej stronie baldachimu, namalowane są przedstawienia 4 cnót jakie charakteryzowały świętego biskupa Stanisława- cnót kardynalnych: lustitia czyli sprawiedliwość przedstawiana z wagą, fortitudo czyli męstwo ze swym symbolem jakim jest skóra lwa i miecz, prudentia czyli roztropność o dwóch twarzach lub z lustrem i temperantia- umiarkowanie mieszające w dzbanach wodę zimną z gorącą. Kopuła wsparta jest na czterech filarach otoczonych brązowymi półkolumnami. Te cztery filary to cztery strony świata, kolumny, zaś, według Apokalipsy świętego Jana to symbol zwycięstwa. Podkreślają to czterej ewangeliści umiejscowieni w narożach kopuły, którzy niosą słowo chrystusowa na wszystkie strony świata. Na przedłużeniach filarów umieszczono posągi świętych. Oddawanie czci świętym rozwinęło się zgodnie z naukami soboru Trydenckiego, i tak w narożach stoją święci polscy, patroni Królestwa Polskiego, którzy towarzyszą pierwszemu polskiemu świętemu. Ustawiono ich w parach: święty Jacek ze świętym ze świętym Kazimierzem, Wojciech ze Stanisławem, Wacław z Zygmuntem oraz święci Florian ze Stanisławem Kostką. Również w naukach po trydenckich należy doszukać się czci oddawanej aniołom, jako sługom bożym, czterej aniołowie dźwigają trumnę Stanisława, to na ich skrzydłach dusza męczennika miała wznieść się bezpośrednio ku niebu, poza tym zgodnie z pieśnią żałobną „niech aniołowie zawiodą cię do raju”. Całość założona jest na planie centralnym, w postaci kwadratu, który uważano podobnie jak koło za figury idealne, symbolizujące jedność, nieskończoność i sprawiedliwość Boga oraz doskonałość i harmonię wszechświata. Późniejsze dodatki do konfesji to między innymi świeczniki z brązu fundowane przez księżnę Izabelę Czartoryską z Flemingów w 1801 roku oraz najnowszy w postaci relikwiarza kroplę krwi papieża świętego Jana Pawła II. Relikwiarz wykonany wyobraża księgę Pisma Świętego, którego kartki zamyka wiatr natchniony Duchem Świętym, jak to miało miejsce na pogrzebie papieża, gdy wiatr zamknął Biblię leżącą na trumnie pasterza. Autorem tegoż relikwiarza jest artysta określony mianem rzeźbiarza wiatru, Włoch z pochodzenia- Carlo Balljana. Całość kompozycji adorują biskupi krakowscy, których płyty nagrobne umieszczona w narożach filarów oddzielających transept, nawę główną i prezbiterium. I mamy kolejno: pomnik Marcina Szyszkowskiego autorstwa Jana Trevano, Kazimierza Łubieńskiego według Kacpra Bażanki, Piotra Gembickiego według autowa Kaplicy Zygmuntowskiej- Giovaniego Gissleniego, oraz autorski pomnik Jana Małachowskiego.

Według legendy biskup Marcin Szyszkowski, kiedy przebywał w letniej rezydencji biskupów krakowskich w Kielcach, zachorował, modlił sie o zdrowie a dopomógł mu w tym święty Stanisław, stąd też fundacja tegoż pomnika dla świętego biskupa.

Tuż przed drugą wojna światową, w dniu 17 czerwca 1939 roku otwarto sarkofag świętego Stanisława i sporządzono protokół. Według tegoż dokumentu w środku sarkofagu znajduję się trumna obita czerwoną, niezniszczoną materią, w niej zaś szczerozłoty relikwiarz w formie zamykanej wieczkiem rurki na ramię świętego podtrzymywany przez dwa orły. Relikwiarz został zabrany do skarbca katedralnego w związku z nadciągającym niebezpieczeństwem jaki niosła wojna. Ponadto znaleziono dwie torebki z zielonego aksamitu zawierające prochy, a na każdej z nich widniał gotycki napis mówiący o zawartości: w jednej prochów świętego Floriana, a w drugiej: świętego Stanisława. Oprócz tego na dnie trumny były prochy zawinięte w pergamin, ale o niewiadomym pochodzeniu.

Inne pamiątki znajdują się w krakowskim klasztorze Paulinów, na skałce, gdzie według tradycji miał zginąć święty Stanisław. W lewej nawie znajduję sie kaplica pod jego wezwaniem. W ołtarzu, który flankują personifikacje: Wiary i Nadziei, zamieszczony jest obraz świętego Stanisława, którego głowę przebija królewski miecz. Samo przedstawienie pochodzi z XVII wieku, poniżej za szkłem ułożona jest belka drewniana- stopień zroszony krwią męczennika, stopień na którym miał on wyzionąć ducha. Po prawej stronie od ołtarza znajduje się niewielka prostokątna tablica z trzema otworami przez które można ujrzeć krople krwi męczennika. Przy tej płycie jest łaciński napis, który w tłumaczeniu mówi: „przystań przechodniu, święty biskup zrosił mnie swą krwią”.

Przy barokowym kościele znajduje sie ogrodzona sadzawka. Obecnie wody z niej mało. Założono pełną hydraulikę, wmontowano kran. Sadzawka istniała tam, jakby można domniemywać od dawna, od czasów pogańskich. W czasach słowiańskich, gdy daleko było do chrztu, miejsca kultu dla swoich bóstw poganie zakładali na wzniesieniach, gdzie były źródła wody bijące, symbolizujące ich udział w życiu wyznawców. Było więc źródło, było też wzgórze, są i wykopaliska potwierdzające osadnictwo, była też rotunda według rycin, pochodząca z czasów przedromańskich pod wezwaniem Michała Archanioła. To apokaliptyczny Michał Archanioł miał strącić do piekieł niewierne i nieposłuszne anioły i to on ma zwyciężyć w ostatecznej walce z szatanem wojując swym ognistym mieczem. Stąd od dawnych czasów świątynie stawiane w miejscu kultów pogańskich nosiły jego wezwanie. Sadzawkę uświęciła ryba, która połknęła obcięty palec biskupa, woda wypływająca ze źródła ma leczyć schorzenia oczu i skóry. W XVII wieku o tym przesłaniu przypomniał sobie biskup Jakub Zadzik, który ofiarował pod władania Paulinom wieś podlubelska nakazał wybudowanie okazałego obwarowania dla źródła cudownej wody. Było to w roku 1638. Jednak Paulini czerpali dochody z wioski ale sadzawki nie obmurowali. Już po śmierci biskupa kanonicy katedralni upomnieli zakonników w roku 1679, grożąc odebraniem wspomnianej wsi. Wybudowano więc ogrodzenie, w narożach, którego na obeliskach posadzono symboliczne orły. Projekt jednak nie zyskał zbyt wielu zwolenników, gdyż orły trzymały fragmenty ludzkiego ciała. Dopiero z początkiem XX wielu zostały zmienione na łagodniejsze przestawienie według dłuta Poli Certowiczówny. Jeszcze w XVIII wieku ustawiono na wysokim cokole posąg świętego Stanisława z Piotrowinem autorstwa Dawida Hella.

Zarówno katedra jak i Skałka stały symbolami legitymizacji władzy monarszej. Pierwsza koronacja na Wawelu miała miejsce 20 stycznie 1320 roku, wówczas na tron wstąpił Władysław Łokietek. W przeddzień swej koronacji odbył pieszą pielgrzymkę z Wawelu na Skałkę, jako przeproszenie świętego biskupa za grzech swego poprzednika- Bolesława Śmiałego i prosząc o powodzenie w rządach. Po Łokietku czynili to niemal wszyscy polscy monarchowie. Jednak biskup krakowski pozostał nie tylko na ołtarzach, rzeźbach i obrazach. Pozostał też przestrogą pozostawiając po sobie klątwę. Otóż żaden polski monarcha, ani biskup krakowski nie mógł nosić imienia świętego męczennika. Jeśli taki nosiłby imię Stanisława nie znajdzie powodzenie a rządach, nie zostanie pochowany w krakowskiej katedrze, a król nie dość, że nie będzie się koronował w Katedrze, to jego panowanie będzie przerwane i przyniesie na kraj nieszczęście. Czy tak było w rzeczywistości? Czy klątwa rzeczywiście została rzucona przez biskupa Stanisława? Prześledźmy zatem losy koronowanych Stanisławów i Stanisławów na biskupstwie krakowskim.

Pierwszym z nich był król Stanisław Leszczyński. Monarchą był dwukrotnie, najpierw wybrany przez sejm elekcyjny w 1705 roku, w czasie wojny północnej, kiedy to popierał go król Szwecji, a część szlachty, niezadowolona z działań wojennych, zdetronizowała panującego Augusta II Mocnego. Jednak w 1709 roku został wygnany z kraju, tron nadal pozostawał w rękach saskich. Później gdy jego córka została małżonka króla francuskiego Ludwika XV, to po śmierci Augusta, przy poparciu Francji został ponownie królem w latach 1733-1736. Jednak opozycja polska związana z caratem i duże zainteresowanie przyszłych zaborców sprawami polskimi spowodowany kolejne wypędzenie króla z kraju i osadzenie na tronie Augusta III Sasa. Dwukrotnie koronował się Leszczyński i dwukrotnie uczynił to w Warszawie w kolegiacie świętego Jana. Po opuszczeniu ojczyzny osiadł we Francji, gdzie otrzymał dożywotnio od Ludwika XV Księstwo Lotaryngii. Jednak w mroźny dzień 5 lutego 1766 roku, gdy zachorował kazał napalić sobie w kominku i raczył się grzanym winem. Iskra z kominka zapaliła mu ubranie, król doznał poważnych oparzeń w wyniku których zmarł 23 lutego. Pochowano go w kościele Notre-Dame w Nancy. Przyszła rewolucja francuska, grób monarszy sprofanowano dwukrotnie. W 1814 roku królewskie prochy zabrał Michał Sokolnicki z zamiarem pochówku ich w Krakowie, jednak ślad po nich zaginął. Odnaleziono je dopiero w 1924 roku w kościele świętej Katarzyny w Leningradzie i przekazano do Polski, gdzie ponownie zaginęły. W 1938 roku w biurze Ministerstwa Wyznań Publicznych odnaleziono urnę z zachowanymi trzema kościami króla i tego samego roku złożono je w kryptach katedry krakowskiej.

W dniu 25 listopada 1764 roku, arcybiskup gnieźnieński Władysław Łubieński, w imieniu carycy Katarzyny II, koronował na króla Rzeczypospolitej wybranego Stanisława Poniatowskiego, a ceremonia odbyła się w kolegiacie świętego Jana w Warszawie. I ten monarcha nie odbył ekspiacyjnej pielgrzymki do grobu patrona kraju w przeddzień swojej koronacji. Uczynił to dopiero po 23 latach, w roku 1787 w czasie swojego jedynego pobytu w Krakowie. Nie ukończył samego panowania, w wyniku trzeciego rozbioru Polski zmuszony do abdykacji wyjechał do Petersburga, gdzie stał się pośmiewiskiem europejskich monarchów określany mianem królika polskiego. Zmarł też w Petersburgu w dniu 12 lutego 1798 roku, pochowano go w tamtejszym kościele świętej Katarzyny. Spoczywał tam do czasu, kiedy władze sowieckie postanowiły zamknąć kościół i w swej wielkoduszności przekazały prochy Polsce. Ponowny pogrzeb, objęty tajemnicą odbył się w 1938 roku w rodzinnym Wołczynie, w kościele świętej Trójcy, gdzie monarcha był chrzczony. Jednak po uderzeniu wojsk radzieckich w 1939 roku sarkofag i grób zostały splądrowane. Po II wojnie światowej Wołczyn znalazł się na terytorium obecnej Białorusi. Uporządkowanie tego stanu rzeczy nastąpiło dopiero w 1987 roku i w roku następnym władze sowieckie przekazały królewskie szczątki do Polski. Tu jednak król nie zaznał spokoju. Z uwagi na masońską działalność monarchy, ówczesny prymas Polski- Józef Glemp nie wyrażał zgody na pochówek na terenie świątyni. Nastąpiło to dopiero 14 lutego 1995 roku w archikatedrze warszawskiej pod wezwaniem świętego Jana. Do tego czasu król spoczywał najpierw w łazienkowskim Pałacu na Wodzie, a potem na Zamku Królewskim.

Jak widać klątwa świętego męczennika dosięgła polskich monarchów. Co do biskupów krakowskich to obeszła się z nimi nieco łagodniej. Pierwszym biskupem, imiennikiem męczennika był Stanisław Kazimierz Dąmbski. Był sekretarzem króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Jako biskup chełmski, kujawski i łucki początkowo w czasie wolnej elekcji popierał kandydaturę Jakuba Sobieskiego na króla polskiego, jednak szybko przeszedł do stronnictwa Augusta Mocnego, którego koronował na króla. W zamian za poparcie otrzymał od króla biskupstwo krakowskie w dniu 30 marca 1670 roku. Jednak nie doczekawszy ingresu biskupiego zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, w sposób nagły 15 grudnia 1670 roku. O dziwo na krótko przed śmiercią zdążył sporządzić testament. Pochowany został w kościele świętych Piotra i Pawła.

14 stycznia 1970 roku papież Paweł VI mianował biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej Stanisława Smoleńskiego, samej sakry biskupiej udzielił mu kardynał Karol Wojtyła. Z obowiązku świadczenia posługi duszpasterskiej zdjął go papież Jan Paweł II w 1992 roku. Biskup zmarł nagle w 2006 roku i został pochowany 11 sierpnia w krypcie Michała Archanioła kościoła świętych Piotra i Pawła.

Obecny duszpasterz krakowski, były sekretarz osobisty Jana Pawła II, mianowany biskupem krakowskim przez Benedykta XVI- ksiądz Stanisław Dziwisz zapytany o klątwę biskupa męczennika stwierdził, że nie obawia się jej, gdyż jego przyjaciel Jen Paweł II uprosił o jej zdjęcie u świętego Stanisława.