Czyżby tylko z powodu Niemca?


Pierwszą, acz legendarną kobietą na krakowskim tronie była niejaka Wanda, która nie chciała Niemca i dla obrony swego grodu rzuciła się w odmęt wiślanej wody. Z biegiem lat, począwszy od Długosza, a skończywszy na XIX wiecznej historiografii wersje życia ulegały zmianom, przekształceniom oraz ubarwieniom symbolicznym w celu pokrzepienia serc przybywającym pod zaborami Polaków. Przejdźmy jednak do źródeł. Pierwszym historiografem Wandy był polski kronikarz błogosławiony Wincenty Kadłubek i za jego sprawą przyjrzyj my się początkom Małopolski i samego Krakowa.

Polacy po zwycięskich walkach z Celtami i zawarty z nimi ostatecznie przymierzu podbijali Grecję rozszerzając swe panowanie od brzegów Morza Kaspijskiego na wschodzie, aż po Karyntię nad rzeką Drawą na zachodzie, zaś na swego księcia wybrali niejakiego Grakcha. Ten opuściwszy Karyntię skierował się nad Wisłę gdzie osiadł. Zwołał wiec starszyzny plemiennej, ogłosił potrzebę stworzenia sprawiedliwego królestwa, gdzie nie tylko o dobro możnych będzie się dbało ale przede wszystkim maluczkich, został wybrany królem. Król Krak, bo taka jest spolszczona wersja jego imienia posiadał dwóch synów i córkę Wandę. Ale na gród nadwiślański przyszło nieszczęście, w wapiennej skale, w grocie wawelskiej zamieszkał straszny stwór całożerca. Kazał on mieszkańcom osady co tydzień znosić określoną ilość krów na pożarcie, a jeśli daniny nie otrzymał przyznał sobie prawo do uzyskania tylu ludzkich głów ile wołu mu nie dostarczono. Martwił się król Krak okrutnie nad losem swych poddanych. Polecił zatem synom uzbroić się i przystąpić do zbrojnej walki z potworem, co cały lud i królestwo upokarza. Jednak żadne starcia z bestią nie przynosiły wymaganego rezultatu. W końcu bracia posunęli się do podstępu. W miejscu gdzie zwykło się składać ofiary z bydła smokowi podłożyli skóry bydlęce wypchane siarką. Bestia, w swej niewiedzy, pożarła podrzucony posiłek i udusiła się od wybuchów i płomieni w jego wnętrznościach. Jednak mimo zwycięstwa nad smokiem szczęście w królestwie nie trwało długo. Młodszy brat z zazdrości, że jest drugi do objęcia tronu, zabił starszego, tłumacząc wszystkim, iż ten zginał w walce z potworem. Kiedy umarł król Krak, a na tronie zasiadł jego młodszy syn, zaraz wyszła na jaw jego zbrodnia bratobójstwa. W obliczu takiego przestępstwa został on pozbawiony korony i skazany na wieczne wygnanie. Tron objęła córka Kraka- Wanda. Wanda wyróżniała się piękną postacią, jak i wrodzoną roztropnością.

Pewnego razu dom kraju, którym władała Wanda przybył zbrojnie pewien tyran Lemański- germański w celu zdobycia tronu. Uważał bowiem, iż tron ów jest wolny, ponieważ jego zdaniem kobieta nie może sprawować najwyższej władzy w państwie. Ale gdy tylko jego wojsko ujrzało przed sobą oblicze królowej, nagle zostało rażone jakby promieniem słońca. Wszyscy wyzbyli się wrogich uczuć i odstąpili od walki. Stwierdzili, iż nie boją się Wandy jako człowieka, lecz czczą w niej nadludzki majestat, a sam król germański miał powiedzieć:

„Wanda morzu, Wanda ziemi, obłokom niech Wanda rozkazuje, bogom nieśmiertelnym za swoich niech da się w ofierze.”

Wyrzekłszy te słowa, miecz swój porzucił i ducha wyzionął. Sama Wanda nie chciała nikogo poślubić, zeszła z tego świata bez następcy, a państwo na długie lata pozostawało w bezkrólewiu. Od imienia królowej miała wziąć nazwę rzeka Wandal, późniejsza Wisła, a wszyscy mieszkańcy jej państwa nazywali się Wandalami.

„Wandę zaś, która jak już wyżej powiedziano, poświęciła się bogom i za sprawą bogów a wód wynurzoną została, na innej górze około Mogiły kopcem przykryto.”

Tyle błogosławiony Kadłubek.

Jak wspomniałem wcześniej legenda z biegiem lat ewoluowała. Z czasem zapomniano synów króla Kraka, a zasługi w zabiciu smoka przypisano krakowskiemu szewcowi o imieniu Skuba, którego nomenklatura warszawska przechrzciła na Dratewkę Kolejną interpretację tych magicznych wydarzeń przedstawiła Kronika Wielkopolska, a na jej podstawie, nieco ją rozbudowując, opisał ją Jan Długosz, jakieś trzysta lat po Kadłubku.

wanda

Zgodnie z „Kroniką Wielkopolską” możemy odtworzyć nieco inny bieg wydarzeń, który ściślej się wyrył w naszej pamięci. Samo imię Wanda łaciny oznacza hamus czyli węda- to nic innego jak tylko haczyk u wędki. Na ten właśnie haczyk, swoimi wdziękami i niezwykła urodą pociągała wszystkich do miłowania. Słysząc o jej urodzie, zakochał się w Wandzie król Alemanów, jednak bez wzajemności. Najechał więc obcy król ziemie Lechitów by siłą wziąć Wandę za żonę. Jednak wojska królowej zdobyły wojów najeźdźcy i pokonali go. Król Alemanów przebił się mieczem, a sama Wanda dziękując bogom za zwycięstwo rzuciła się dobrowolnie do Wisły.

Opowieść tę rozbudował Długosz, dodając jej przymioty patriotyczne, które skrzętnie wykorzystywano w historiografii XIX wiecznej, kiedy to Polska nie istniała na mapach świata. Królowi Alemanów nadał imię Rytogara, czerpiąc je zapewne z dostępnych mu źródeł, gdyż książę o tym imieniu występował już niemieckiej „Pieśni i Nibelungach”, czy w dziele bizantyńskiego Prokopa z Cezarei zatytułowanym „De Bello Gothico”. To również Długosz wprowadził motyw mostu z którego Wanda rzuciła się w przepastny nurt Wisły. Zdaniem krakowskiego kanonika celem Rytogara było zdobycie samej Wandy, a nie władzy w jej królestwie i tym samym skolonizowanie jej państwa. Wanda bardzo miłująca niemieckiego księcia, nie chciała wyjeżdżać z nim i opuszczać swoich poddanych. Bardziej ceniła dobro i los ojczyzny i stawiała je ponad własne szczęście. Jednak nie wytrzymawszy zgryzoty i rozpaczy po stracie ukochanego rzuciła się z mostu w odmęty Wisły. Długosz napisał w „Rocznikach”:

„Nad rzeką Dłubnią została pogrzebana. Jej także wzniesiono mogiłę dostojną jak ojcu. Z ziemi bowiem wzniesiono wielki kopiec.”

 

Do kolejnej ewolucji opowieści o tej tragicznej bohaterce oparto na przedstawieniu Marcina Kromera, polskiego historyka renesansowego, który swą interpretacje opublikował z 1555 roku. Ten posunął się nawet do podania konkretnej daty zgonu Wandy określając ją na rok 752. To Kromer właśnie w swej „Kronice”, stwierdzając, że nie chcąc oddać swego narodu pod obce panowanie sama z siebie ofiarę złożyła.

Dość oryginalna wersję legendy stworzyli Niemcy mieszkający w Krakowie w początku XIX wieku, którą opublikowano w 1841 roku w książce zatytułowanej „Podróż w głąb Rosji i Polski”. Wedle tej Werski pierwszym władcą tej ziemi był książę Krak, czy Krakus. Miał on dwóch synów i piękną córkę Wandę. Miał też sługę, który potajemnie zamordował książęcych synów i następnie wyjednał u Kraka małżeństwo Wandy z jego synem tym samym zdobywając władzę w państwie. Krak się zgodził na taki mariaż, nie będąc świadomym, iż Wanda kocha się z wzajemnością w jednym z niemieckich rycerzy, który przebywał od dawna na dworze książęcym. Wanda dowiedziawszy się o planowanym jej ożenku, uciekła z Niemcem do Niemiec, gdzie wraz z ukochanym zgromadziła licznych wojów i najechała na Kraków by wywołać powstanie ludowe i objąć władzę. Jednak Krak walki stłumił, niemiecki książę poległ godnie na polu boju, a zrozpaczona Wanda rzuciła się do rzeki. Wkrótce zmarł i sam książę a pogrążony w żałobie lud usypał im dwie mogiły.

wanda 2

 

Współcześnie, bowiem w roku 1990 brytyjski badacz historii Polski- Norman Davies pokusił się o interpretację niniejszej legendy. Ogłosił artykuł pod angielskim tytułem „Man and tradition, real and invented”, który ukazał się w języku polskim w roku 2001 jako: „Człowiek i tradycja- prawdziwa i zmyślona”, całość problemu zawarł w eseju „Smok Wawelski nad Tamizą”. Skomponował on własną legendę w oparciu o perspektywę Celtów, migracje ludów europejskich we wczesnych wiekach i podania innych nacji. Powstała celtycka interpretacja Wandy i legendy o smoku, który jest do dnia dzisiejszego herbem Walii. W tej wersji wielkim bohaterem jest smok, jako symbol prawowitych mieszkańców ziem małopolskich- Celtów. Na niego najeżdżają silniejsi; sprzymierzeni ze sobą Słowianie i Germanie, z głównodowodzącym najeźdźcami brutalnym Krakiem. Książę najeźdźca przybył wraz z córką, która okazała się być niezwykle krnąbrną i nieposłuszną. Zakochała się z wzajemnością w Celcie smoku. Rozwścieczony książę słowiański wobec takiego obrotu sprawy ofiarował jej rękę Niemcowi. Zrozpaczony smok rzucił się do Wisły a za nim podążyła Wanda, łącząc się z nim w wiecznej wiślanej mogile. Książę Smok żyjący na Wawelu miał być ostatnim przedstawicielem zaginionego tych rejonach celtyckiego rodu. Na czym Norman Davies opiera swe hipotezy, skoro nawet najstarszy kronikarz polski Gall Anonim pisząc o Wandzie, Kraku, Popielu czy Piaście stwierdził ostatecznie, ze nie warto zajmować się postaciami zapomnianymi przez wszystkich. Otóż przez wiele lat, aż do drugiej połowy XX wieku niwelowano wpływy celtyckie w tej części Europy. Jednak ze źródeł greckich wiadomo o istnieniu na obszarach północnej Grecji plemion nazywanych Keltami czyli Celtami, którzy później wyparci zamieszkiwali dorzecze Dunaju, potem w okresie III wieku przed naszą erą osiedlili się na obszarze dzisiejszych Czech, część z nich przekroczyła łańcuch Karpat zajmując mało zaludnioną zachodnią Małopolskę, gdzie dzięki swym wpływom ze śródziemnomorza byli na wyższym poziomie cywilizacyjnym. Dzięki temu i swej swemu pokojowemu nastawieniu tworzyli element tworzyli element dominujący, zwany kulturą lateńską, wśród nie zidentyfikowanych etnicznie grup plemiennych. Ich pokojowe wędrówki mogły tylko przynieść cywilizacyjny rozwój wędrownej ludności indochońskiej. Wznosili grody obronne i osady, wśród nich, choćby z samej analogii mógł być również i Kraków. W wiekach V i na przełomie VI oraz VII Celtowie ulegali najazdom Hunów i Awarów. W VII wieku w wyniku powszechnej wędrówki ludów na tereny Moraw, Bohemii czyli Czech Kartynii czyli obecnej północnej Austrii oraz Małopolski zaczęły napływać ludy słowiańskie wobec czego Celtowie byli stopniowo wypierani. Jednak od tych czasów minęło wiele lat do czasów Kadłubka. Jednak wobec pokojowego współżycia różnych grup etnicznych, wiele tradycji i podać celtyckich przejmowały kolejne pokolenia tworząc swoją ujednoliconą tradycje i historię. Stąd tez, według Daviesa, w historii Kadłubka pojawiały się walki Polaków z Gallami, Rzymianami, czy Grekami.-, jednak nieświadomie pomieszał pojęcia, okresy i chronologię zdarzeń. Co do dalszej interpretacji Daviesa. Krak mógł mieć córkę, co jest wielce prawdopodobne. Jednak biorąc pod uwagę, że przetrwała ona tak głęboko w wyobraźni i pamięci potomnych, to raczej nie jako następczyni trony, nie jako królowa i władczymi. Dlaczego? Otóż wśród ludów słowiańskich nie powoływano kobiet do władzy. Jednak odmiennie miała się rzecz wśród plemion celtyckich. Gdyby legendę przenieść w okres panowania Celtów na terenach Małopolski sytuacja taka byłaby możliwa. Otóż kobiety celtyckie posiadały dość wysoką pozycje społeczną, mogły dysponować majątkiem, bywały przywódcami plemion, czasem nawet dowodziły oddziałami zbrojnymi. Taką władczynią mogła być też nasza Wanda, tyle, że wtedy nie do końca byłaby nasza.

Wanda z podania to istota niezwykle tajemnicza i trudna do rozszyfrowania. Pewne przesłanki do mitycznej interpretacji tej postaci dał sam Kadłubek:

„Tyran uległ niesłychanemu urokowi, wojsko nagle rażone zostało jakby jakimś promieniem słońca; wszyscy jakoby na rozkaz bóstwa odstąpili od walki: twierdzą, że uchylają sie od świetokradztwa, czczą nadludzki jej majestat.”

Sam tyran, najeźdźca powiedział:

„Wanda morzu, Wanda ziemi, obłokom niech Wanda rozkazuje, bogom nieśmiertelnym za swoich niech da się w ofierze.”

Słowa takie mogą sugerować, że Wanda nie była istota ludzką, gdyż była słonecznym promieniem, lub tez władała mocą takich promieni. Miała cechy bóstwa skoro walka z nią byłaby świętokradztwem, do tego miała nadludzki majestat. Tylko bóstwo mogłoby wydawać rozkazy morzu, ziemi obłokom lub słońcu. Zatem Wanda mogła być pogańską: słowiańską lub celtycką boginią ziemi, wody i przestrzeni. Tak chyba rozumiał ją błogosławiony Kadłubek, a dopiero późniejsi kronikarze nadawali jej stopniowo cech ludzkich. Czy to jako bogimi, czy zwykła kobieta powróciła do swoich źródeł, czyli do wody.

Zgodnie z tradycja i legendą ciało Wandy wypłynęło na brzeg Wisły w pobliżu niewielkiej wsi, gdzie ją pochowano usypując dla niej ziemny kurchan. Od tego czasu wieś nazwano Mogiłą dla podkreślenia miejsca pochówki wielkiej królowej.

W rzeczywistości dopiero w komentarzu do roczników Długosza, Jan Dąbrówka w roku 1435 wspomniał o tym właśnie miejscu jako pochówku Wandy. Sama informacja o wsi o tej nazwie pojawia się dopiero pod rokiem 1222, kiedy to biskup krakowski iwo Odrowąż sprowadza tutaj zakon cystersów i przekazuje im wieś o nazwie Mogiła.

Bądź co bądź, wieś istnieje, choć po II wojnie światowej została wcielona w obszar Nowej Huty. Bądź, co bądź kopiec również stoi od stuleci w odległości kilkuset metrów od wejścia do kombinatu. Usypany został na wysokiej skarpie na wysokości 228 metrów nad poziomem morza, w odległości 2 kilometrów od największej polskiej rzeki. Wysokość kopca to 14 metrów, średnica szczytu to 9,5 metra, zaś średnica podstawy: 45,5 metra. Jest on bliźniaczy w stosunku do kopca Kraka usytuowanego na Wzgórzu Lasoty. Maciej Miechowita w 1519 roku w „Kronice Polaków” nazwał kopiec Krakusa mianem Rękawki, a kopiec Wandy- nogawką. Samo słowo nóg w staropolszczyźnie oznaczało coś na wskroś czystego i dziewiczego czyli po prostu Wandę. Pod koniec XIX wieku szczyt kopca wieńczył posąg przestawiający, na wysokim cokole Wandę dosiadającą konia. W 1860 roku władze austriackie otoczyły kopiec fortem ziemnym, który w latach 1888- 1889 zmieniono na murowany. W 1890 roku zniszczony posąg zastąpiono postumentem z napisem „Wanda”, wyrytym mieczem i kadzielnią, wszystko wieńczył alabastrowy orzeł z rozpiętymi skrzydłami według projektu samego Jana Matejki. Ale i ten symbol niszczał i już 1899 roku zastąpiono go kopia, a po stu latach, bo w roku 1999 jej wierna kopią. W latach sześćdziesiątych XX wieku, w związku z intensywna rozbudową kombinatu metalurgicznego o mały włos kopca nie spotkał los tragiczny. Zamierzano kopiec znieść, a z tej samej ziemi usypać go w innym miejscu. Cóż pomysłowość władz poprzedniego systemu chyba nigdy nie będzie miała sobie równych. Do tej historycznej tragedii jednak nie doszło, rozebrano jedynie poaustriackie fortyfikacje, a symboliczną mogiłę Wandy oszczędzono. Kopca nigdy nie przebadano szczegółowo. Na przełomie wieków XX i XIX, w wielkiej tajemnicy archeolog Józef Łepkowski wykonał głęboki podkop ale nic nie odnalazł. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku prowadzono wstępne badania archeologiczne w otoczeniu kopca i odkryto wielokulturowe osady ludzkie, w tym naczynia i narzędzia istniejące tam od 4,5 lat przed naszą erą, aż po wczesne średniowiecze.

A co jeszcze mogłoby nas utwierdzić w celtyckiej genezie Wandy? Otóż Stojąc na Kopcu Wandy 4 listopada lub 6 lutego zobaczymy zachodzące słońce dokładnie nad Kopcem Krakusa, natomiast stojąc na kopcu Krakusa 2 maja lub 10 sierpnia zobaczymy słońce wschodzące nad Kopcem Wandy. Są to przybliżone daty celtyckich świąt Samhain, Imbolc, Beltane i Lughnasadh.

Czy kobieta to była, czy boginka, celtycka czy słowiańska, realna czy baśniowa, nie wiadomo. Z całą pewnością była i jest krakowska.