Anna Jagiellonka- Królowa – hipochondryczka


Urodziła się jako czwarte dziecko pary królewskiej: Bony Sforzy i Zygmunta Jagiellona w dniu 18 października roku pańskiego 1523. Bona nie miała zbyt wiele czasu dla najmłodszej córki, podobnie zresztą jak i jej dwóch sióstr: Zofii (1522) oraz Katarzyny (1526). Ojciec zajęty polityką, matka prześcigająca go w politykowaniu, nie znajdowali czasu by zajmować się córkami, a szczególnie szukać im kawalerów z odpowiedniej półki dla księżniczek z jednej z najważniejszych dynastii europejskich. Bona jednakże umiała wykorzystać swe córki do budowania własnego majestatu, wizerunku, czy jakby dziś powiedzieć image’u.

„… za królową siedziały trzy córki jej, niezamężne jeszcze, wszystkie trzy jednakowo ubrane, kształtnej figury i dobrze ułożone, bardzo przez Polaków chwalone”. – pisał 9 czerwca poseł austriacki Zygmunt Herberstein. Młódki ubrane w kosztowne stroje, obszyte od stóp do głów perłami nadawały splendoru i powagi królowej matce. Jeśli Bona prowadziła politykę dynastyczną to tyczyła się ona jedynie względem pierwszej dwójki dzieci, trzy pozostałe córki w tej kwestii były co najmniej zaniedbane, mimo iż wysoko wykształcone dzięki matce.

W roku śmierci ojca- Zygmunta I, Anna dobiegała 25 lat, wkraczając tym samym w wiek staropanieński, a kawalerów do ożenku brak. Na pogrzebie ojca zainteresował się Anną margrabia na Kulmbach – Albrecht Alcybiades Hohenzollern- zadłużony hulaka, erotoman i pijak. Bona odprawiła kawalera z kwitkiem niemalże natychmiast, jednocześnie matczyne swe oczy zwracając ku Ernestowi Wittelsbachowi. Ten jednakże, potomek cesarskiego rodu nie był Jagiellonką zainteresowany.

W wyniku napiętej sytuacji rodzinnej i działań Bony by ciągle trwać u władzy, a przynajmniej zachować swoje wpływy, siostry wraz z matką rozpoczęły kilkuletnią tułaczkę po kraju. Po odsunięciu matki od władzy, Bona przenosi się wraz z córkami na Mazowsze. Nadal nie dbała o oprawę córek i żaliła się na syna, że nie zajmuje się sprawami sióstr, choć sama miała o wiele więcej by uposażyć księżniczki, a jednocześnie robiła wszystko by zniechęcić rodzeństwo do siebie.

anna 3

Po śmierci swojej drugiej żony- Barbary Radziwiłłówny- Zygmunt stał się nieco bardziej wyczulony na los swych sióstr. Jedna, nie podważalna zasada przewidywała, iż siostry należy wydawać za mąż kolejno, poczynając od najstarszej. Pierwszą próbowano wydać za księcia pruskiego Albrechta Hohenzollerna, ale ten odmówił woląc umrzeć z tęsknoty za najmłodszą z Jagiellonek- Katarzyną. W 1556 roku udało się ożenić Zofię z księciem Brunszwiku, dwukrotnie od niej starszym- Henrykiem. Następna w kolejności była Anna. Królowa sugerowała włoskiego księcia, syna Ferrante Gonzagi, król optował za książętami bawarskimi, do zgony nie doszło. Zaczęto spoglądać na północ, w kierunku króla szwedzkiego Gustawa Wazy, a potem w kierunki książąt saskich, synów elektora Fryderyka I: Fryderyka i Jana Wilhelma.

Dziwnym jest to, iż do dworu wawelskiego, po sukcesorki dynastii jagiellońskiej, nie pchali się jakoś kawalerowie. Co mogło być powodem? Brzydota, stłamszenie przez matkę, cień samej królowej i obawa, iż córki mogłyby odziedziczyć jej despotyzm, skłonności do trucicielstwa i okropny charakter? Spadkobierczynie jednego z najlepszych domów ówczesnej Europy, a kandydatów brak.

Po tym jak Bona wyjechała w lutym 1557 roku do Bari, wie królewny: Anna i Katarzyna pozostały osamotnione, nieporadne choć kształcone, i bez niczego bowiem takie zostawiła jej matka, co było wręcz nieludzkim gestem z jej strony.

W czasie kilku lat zmieniały miejsce pobytu z Warszawy na Wilno, z Wilna na Wawel. Zaprzyjaźniły się nawet z trzecią żoną monarchy: Katarzyną Habsburżanką, jednak brat nadal pozostawał w stosunku do nich zdystansowany.

Żadna z polskich królewien co Anna nie doznała tylu opuszczeń, upokorzeń, próżnych nadziei i rozczarowań. Pierwsza nadzieje na godne zamążpójście pojawiła się po śmierci jej ciotki, również Anny z Jagiellonów. Ale pogrążony w żałobie i rozpaczy po utracie małżonki, cesarz Ferdynand I Habsburg odmówił przyjęcia ręki kolejnej Anny, kolejnej Jagiellonki.

Kolejna szans pojawiła się jesienią następnego roku, 1560. Poselstwo moskiewskie księcia Iwana IV Groźnego chciało prosić o rękę królewny. Jednak gdy ją ujrzeli, zrazu zmienili zdanie prosząc o jej młodszą siostrę. W rozgrywce Moskali jednak chodziło o Inflanty będące przyczyną zatargu miedzy Polską, Moskwą, a luterańską Szwecją. Na rzekome amory Iwana Groźnego król nawet nie odpowiedział. Jego oczy znów powędrowały na północne krańce basenu morza bałtyckiego. Najpierw, w roku 1561, postanowiono wydać Annę za księcia pomorskiego- Jana Fryderyka. Jednak zachodniopomorski książę nie miał ochoty bić się po stronie polskiej o inflanty z dwoma innymi mocarstwami. Powędrowano dalej na północ. W Szwecji koronował się następny król: Eryk XIV. Jednak polskie poselstwo nie uzyskało nic, gdyż król szwedzki był zainteresowany mariażem z królową Anglii Elżbietą I Tudor. Jednak brak rezultatu w tych zabiegach raczej były dla Anny pomyślne. Eryk był szaleńcem i paranoikiem, czego mogła nie wytrzymać hipochondryczna psychika polskiej królewny. Eryk zaproponował Polakom ożenek ze swoim przyrodnim bratem, księciem Finlandii- Janem Wazą. Jan niestety miał 24 lata i nie za bardzo mu się uśmiechało swatanie z podstarzałą(jak na owe czasy) trzydziesto ośmioletnią Anną, ale zainteresowanie jego wzbudziła 35letnia młodsza Jagiellonka- Katarzyna. I ty narodził się podwójny problem. Zygmunt August miał trudny orzech do zgryzienia. Otóż, zgodnie z prawem, żeby wydać Katarzynę, najpierw na ślubnym kobiercu trzeba było postawić starszą Annę. Mało tego; Katarzyna z wzajemnością była zakochana z księciu pruskim Albrechcie Hohenzollernie, na co miała jeszcze przyzwolenie bony i jednoczesny sprzeciw królewskiego brata. Cóż, biedna Anna nadał pozostawała bez kandydata do swej królewskiej rączki, co zapewne doprowadzało ją do niemałych frustracji. Frustracje te i stany poniżenia z pewnością musiały się nasilać gdy w obliczu zainteresowania Jana Fińskiego młodszą siostrą, poszukiwania kandydata to ręki Anny nabrały rozpędu w takim stopniu jaki wskazywałby na diametralne obniżenie poziomu wymagań co do samych ewentualnych narzeczonych.

W roku 1562 kandydaturę swą zgłosił książę Magnus, pan zasiadły na wyspie Ozylii, a brat króla Danii- Fryderyka II. Partia niczego sobie i wiek ten sam gdyby nie… Otóż Magnus był awanturnikiem, pijakiem. Historycy duńscy określali go mianem „nieudanego zwyrodnialca”. Żeby nie było mało, był do tego katolickim biskupem, któremu brat wykupił biskupstwo na wyspie, by ten nie kompromitował władzy i majestatu króla. Zaś młodsza siostra Anny pisała z ostrzeżeniem do ich brata:

„Panie Boże racz zachować. Naprzód jest biskupem, a tego przestrzegać nie chce, iż go Pan Bóg nawiedził i nie ma jednego oka i ubogi pijanica”.

Marna to była perspektywa, królewna z niewielkim posagiem, a bezoki narzeczony zapijaczonym klechą na stołku, acz z pustą sakwą.

Kolejne kandydatury wcale nie były szczęśliwsze, albo pod względem politycznym, dynastycznym, czy też moralnym. Był wśród nich był mistrz zakonu Inflanckiego, który zsekularyzował się w 1561 roku- Książę Kurlandii Gotthard Ketter, ale zbyt słaby by utrzymać Inflanty przy Rzeczypospolitej. Nieco później, Jan Fiński nie mogąc się doczekać reki Katarzyny naraił księcia ostrogockiego- Magnusa. Ale tu powstawał pewien mezalians. Anna dobiegała czterdziestki, a książę był niespełna dwudziestolatkiem. Lecz to nie wszystko; młodzieniec cierpiał na zaburzenia psychiczne, podobnie jak jego brat, król szwedzki Eryk XIV zwany Szalonym, jakby rodzinna schizofrenia.

Ciągłe i nieustanne starania Jana Fińskiego Wazy o rękę Katarzyny osiągały apogeum. Nic nie zmienił nawet zakaz Eryka XIV związków z Jagiellonami. Starania Jana nie znajdowały przeszkód. Mogło to sugerować uczucie szwedzkiego królewicza w stosunku do polskiej królewny, ale powodowało niesnaski na polskim dworze. Przecież to Anna była pierwsza do zamążpójścia, a nie Katarzyna. Stojąca wobec tradycji, prawa i szacunku do samej siebie jaki z tych zasad wynikał, własnego ego, ambicji – Anna musiała czuć się wręcz znieważona całą tą sytuacją. Podjęła decyzję która mogła się wydawać jej wielką dobrodusznością, ale jak się okazało pozorną. Kiedy Jan Fiński wspaniale na brunatno ubrany, wjechał do Kowna by spotkać się uroczyście z polskim królem i prosić o rękę królewny. Tylko której? Odbyło się to nad Wilią 12 września 1562 roku. Katarzyna była o 11 lat starsza od pretendenta, a Anna o 13. Anna zapewne nie mogła ścierpieć już upokorzeń wynikających z agresywnego i usilnego poszukiwania jej kawalerów i oddała pierwszeństwo do zamążpójścia swej młodszej siostrze. Początkowo wydawało się, iż posuniecie Anny było niezwykle wielkoduszne, jednak później starsza królewna żaliła się, że młodszą wydano przed nią. Niestety przypadłością Anny, wynikającą ze skrępowanego wychowania przez Bonę było opóźnienie w reakcjach. Z drugiej strony to co spotkało Katarzynę w Skandynawii, nie przynosiło Annie radości. Można by wręcz stwierdzić, że ominęły ją dość niebezpieczne zdarzenia.

Katarzyna przeniosła się do kraju, który był na pół dziki, zamieszkany przede wszystkim przez chłopów, a władany przez oszalałego monarchę. Jej mąż miał wielkie trudności finansowe, ona sama nie otrzymała obiecanego posagu do końca swych dni. Ogarnięty schizofrenią Eryk XIV, w swej chorej głowie, umyślił sobie, że Jan wraz z jagiellońską małżonką chcą przyjąć władzę i pozbawić go tronu. W dniu 24 sierpnia 1563 roku, król obległ zamek Abo i wtrącił małżeńską parę do więzienia w Gripsholmie, gdzie przebywali 4 lata, w ciągu których Katarzyna powiła dwoje dzieci: Izabelę i Zygmunta Wazę, przyszłego króla polskiego. Szaleniec Eryk chciał nawet odesłać Katarzynę do Polski, ale ta postanowiła wiernie pozostać przy mężu. Jakby było mało zawarł nawet pakt z Iwanem Groźnym na mocy którego miał moskiewskiemu księciu oddać już zamężną Katarzynę, rzekomą narzeczoną sprzed lat. Jednak szczęśliwie do tego nie doszło, a podczas chwilowej remisji choroby Eryk, częściowo wróciwszy do świadomości, przepraszał Janę i Katarzynę uwolniwszy ich z więzienia.

Tym czasem nad Wisłą, Anna szlochała nad losem swej siostry i nad własnym staropanieństwem. Poszukiwania małżonka usilnie trwały nadal. Anna zaczęła wiązać jakieś nadzieje z palatynem Renu- Ryszardem Wittelsbachem. Ale ten odmówił z uwagi na zbyt mały posag królewny wynoszący 32 tysiące złotych. Potem rajono brata palatyna czterdziesto sześcioletniego Jana Jerzego zu Simmen, ale wdowiec nieskory był do ponownego ożenku, odstraszony charakterem i urodą panny młodej.

Przytłoczona tymi działaniami, niechciana przez nikogo Anna, lub chciana przez kawalerów z pogranicza filmów grozy i makabry doprowadzały polską królewnę do aktów rozpaczy, była gotowa poślubić nawet młodzieńców, dla których z powodzeniem, z racji wieku mogłaby być matką, mimo że to nie mieściło się w ówczesnych zwyczajach i równie mocno uderzało w jej godność jak sam brak małżonka. I tak bankier szczeciński Stefan von Loitz przedstawił kandydaturę księcia na Pomorzu Barmina XII o 26 lat młodszego, a siostra Katarzyna dziewiętnastoletniego księcia pruskiego Albrechta Fryderyka, o 30 lat młodszego od Anny. Przy tak absurdalnych kandydaturach sam król, wiosną 1572 roku, kazał dąć spokój takim swatom bowiem takiej tragikomedii matrymonialnej Rzeczypospolita szlachecka jeszcze nie widziała.

Ale wtedy niespodziewanie wezyr turecki, z obawy przed aliansem małżeńskim habsbursko- jagiellońskim, przedstawił kandydaturę Henryka d’Anjou z dynastii Walezjuszy, młodszego brata króla Francji- Karola IX. Jednak matka królewicza Katarzyna Medycejska, wolała dla syna zdobyć rękę dziewicy z wysp- Elżbiety Tudor. Do jakichkolwiek zrękowin nie doszło, jednak ta kandydatura przypomni o sobie za lat kilka.

Przez ostatnie dziesięć lat życia króla mieszkała na warszawskim zamku, do którego król coraz częściej przyjeżdżał. Stała się naocznym świadkiem, tego o czym mówił cały polski dwór monarszy. Patrzyła na szaleńcze miłostki starszego brata, za które tak często był upominany. Czegóż się takiego mogła naoglądać? Patrzyła jak dworacy z krajczym koronnym Jerzym Mniszchem na czele, nosili Zygmunta Augusta, z bandażami na nogach do kochanek. Król dzielił łoże z kochankami, m.in. Barbarą Giżanką, którą ponoć powiła mu córkę i przypominała Radziwiłłównę, kazał porwać jedną z dwórek Anny- Annę Zajączkowską, którą osadził w zamku Bugaj. Anna przyglądając się jak jej starszy brat uszczęśliwia cieleśnie młódki, ubolewała nad swoim staropanieństwem. Bacznie, egocentrycznie obserwowała siebie i swoje ciało cierpiąc i popadając w hipochondrię.

„Miałam tak wielkie bóle w głowie i w lewym oku z takim strzykaniem, aż mi od wielkiego bólu febra przyszła. Poczynał ból na półzegarze, com leżała bez rozumu, ani mówić nie mogła. A tak ciężki ból lewego oka, iż nie było znać przed opuchliną, jakom była żałośna iżem się nadziewała bez oka być. Co mi tak było przez cztery niedziele wielką gorączką i reumą wielką. A tak bym wolała śmierci niżeli przez oka być. Panie, daj panu doktorowi Czeszerowi wszystko dobre; bardzo strzegł tego, iżby się na oku nie zrobił wrzód”. Pisała do siostry Zofii 6 stycznia 1568 roku.

Listy takie przewijały się do sióstr bardzo często, Anna cierpiała, ale cierpienie swoje wyolbrzymiała podobnie jak zły stan zdrowia. Historiografia XIX wieczna na takiej podstawie uczyniła ją cierpiętnicę zaniedbywaną przez królewskiego brata. Mimo całej oschłości emocjonalnie Augusta Anna nie mogła być zaniedbywaną jako królewna dworu polskiego. Brat dbał o jej wygody i godność. Dysponowała ponad siedemdziesięcioosobowym dworem w tym dziewięcioma kucharzami, którego utrzymanie kosztowało około 300 złotych tygodniowo, co stanowiło wartość jednej wioski. Była uposażona w dobrach mazowieckich i w żupach solnych co dawało jej 18 tysięcy dochodu rocznie. Prowadziła aktywny tryb życia, pisząc listy, zaproszenia, często podróżowała. W swej posiadłości w podwarszawskim Ujazdowie parała się ukochanym ogrodnictwem i hafciarstwem.

Jaka była królewna Anna? Nad norynbergską kratą wejściową do Kaplicy Zygmuntowkiej wisi jej portret wg. Marcina Kobera Anny w stroju koronacyjnym. Paweł Jasienica powiedział wprost: „była nieładna, w jej obliczu odrodziły się rysy praszczura Jagiełły”. Anna miała pociągłą twarz z odsuniętą daleko linię włosów odsłaniającą wysokie czoło na kształt Elżbiety I. Po Habsburgach odziedziczyła wydłużony nos i wysunięty podbródek. Kostyczna postura z wąskimi ustami jakby ciągle zaciśniętymi jakby w złości przy jej ciągłym pretensjonalnym stylu bycia odbierały jej kobiecość i jakikolwiek wdzięk. Zdawać by się mogło, iż po Habsburgach i Jagiellonach posiadła wszystkie nieprzyjemne cechy swej fizyczności i psychiki, a po włoskiej matce ciągle niezadowolenie i podejrzliwość. Z całą pewnością to Bona przyczyniła się do ukształtowania jej złości i zrzędliwości. Zaborcza i apodyktyczna matka mimowolnie spętała w córce jakąkolwiek energię, którą Anna mogłaby przeistoczyć w działanie. W rezultacie wyrosła z niej kobieta przepełniona pretensjami, psychosomatycznymi chorobami, zrzędliwością, coraz bardziej depresyjną gorzkniejącą pannę. Wiele też matka nauczyła XVI wieczną królewnę: świetnie mówiła po włosku, nieco gorzej po łacinie, niemiecku, znała muzykę, gry w szafy, warcaby i kości, znała Si e na ogrodnictwie i hafcie, ale nie została nauczona rządzenia ani trzeźwego oceniania polityki i rzeczywistości. Gubiła się w nowych sytuacjach, uciekała w rozpacz i choroby, na wszystko reagowała z opóźnieniem.

W dniu 7 lipca w Knyszynie 1573 roku, u boku swej ostatniej kochanki Barbary Giżanki, namaszczony ostatnimi sakramentami oddaje ducha ostatni z Jagiellonów- Zygmunt August. Od lat cierpiał na podagrę, gruźlicę i depresję po śmierci swej ukochanej żony Barbary Radziwiłłówny. Jeszcze przed śmiercią i wyjazdem do Knyszyna król spotkał się z siostrą i na pożegnanie wręczył jej testament. Ten rulon czynił Annę jedną z najbogatszych kobiet w Europie. Oprócz dóbr ziemskich, współdziedziczyła wraz z siostrami bogactwa zgromadzone przez brata: część kolekcji arrasów, skarby, biżuterię, które po ich śmierci miały przejść na własność skarbu Rzeczypospolitej. Posiadła też prawa do włoskiego Księstwa Bari, do 430 tysięcy złotych dukatów, tzw. sum neapolitańskich pożyczonych przez ich matkę królowi Hiszpanii, oraz spłacanych rat z procentami. W testamencie król nakazał spalić wszystkie osobiste listy swoje, złożone w skrzyni z jednorożcem, nie czytając ich, a wraz z nimi rachunki (w tym za wykup kolekcji arrasów) i inne druki.

Po wygaśnięciu dynastii, oczy polskich możnych i całej Europy zwróciły się na Annę jako spadkobierczynię wielkiej dynastii i jednego z największych europejskich państw. Mimo braku takiej tytulatury w polskiej nomenklaturze zaczęto ją nazywać: Infantką Królestwa Polskiego. Jednak Anna nie była przygotowana by wcielić się w nową życiową rolę. Przeżywała ponownie swoje sieroctwo:

„… śmierci Jego Królewskiej Mości, sławnej pamięci brata naszego miłościwego, który mnie osierocić raczył, a mnie osieroconą ostawić w sieroctwie moim, że ani wiem pisać, jakom żałośna osierociała.” Pisała do siostry Zofii z Płocka 17 sierpnia 1572 roku. Jej emocjonalne wyrażanie sieroctwa, nie po raz pierwszy, nie było spowodowane jedynie tęsknotą i boleścią po stracie brata, a strachem przed nową rzeczywistością i brakiem umiejętności do samodzielnego decydowania i funkcjonowania. Anna nie odnajdowała się po raz kolejny w nowych realiach. Nie miała pojęcia, co czynić, kiedy nastała sytuacja wymagała zdecydowanych działań i decyzji. Przychodzili do niej, jako Infantki senatorowie, biskupi i możni z prośbami o zalecenia. A Anna?

„Chcą abym wole im swą opowiedziała; a ja rozumu nie mam w tym od Pana Boga utrapieniu, bo to co wiecznie rozmyślanym ma być, nie mam się komu zwierzyć. Jako żywo na żadną królewnę nie przyszły tak wielkie rzeczy jak na mnie. Nie masz z kim poradzić ani rozmowę mieć.” Pisała do Brunszwiku, do siostry Zofii 17 sierpnia 1572 roku w obliczu tragedii, ale tragedią dla królewny była nieznana przerażająca przyszłość.

Nastało pierwsze Rzeczypospolitej bezkrólewie. Władzę tymczasową w kraju przejmuje prymas Polski, główną rolę w kraju, również w czasie elekcji przejmuje senat. Anna oddalona od świata polityki, rozgrywek. Była przewrażliwiona, przerażona, zdezorientowana, skupiona do tej pory wyłącznie na swym staropanieństwie i wydumanych chorobach, gdy niespodziewanie wymagano niej innej roli, pozbawionej egocentryzmu. Jednak Anna nie zdołała stworzyć wokół siebie stronnictwa, grupy poparcia, czy skupić doradców. Mimo tej nieudaczności, jaka nie wynikała z lenistwa czy braku inteligencji, a z ciągłego skrępowania jakiego doznawała przez całe dzieciństwo, Anna, jako ostatnia z wielkiej dynastii, stała się łakomym kąskiem w grze o tron polski, wielki spadek i bogactwa po bracie oraz realną władzę w ogromnym kraju. Jednak by nie przeszkadzała swą nieporadnością i z obawami przed wpływem na nią osób niepożądanych senat przydał jej rezydenta w postaci biskupa chełmińskiego i kazał czekać w Piasecznie, skąd przewieziono ją do Płocka, następnie do Łomży, ponownie do Piaseczna i w końcu ponownie osadzić w Warszawie. W luty 1573roku zirytowana i oburzona takim przebiegiem zdarzeń, dobiegająca pięćdziesiątki królewna wbrew wszystkim opuściła Piaseczno i pojawiła się na sejmie konwokacyjnym w Warszawie, choć w jego ostatnim dniu, wywołując wielkie zaskoczenie. Na zakończenie obrad wydała uroczysty obiad dla panów senatorów, na którym pijaństwu nie było nie końca. Dobra z tego pijaństwa rzecz jedna: w obecności ostatniej Jagiellonki senatorowie czuli się bezpiecznie, więc zniknęła wisząca nad nią zmora matki- Bony trucicielki.

Zbliżał się czas wyboru króla. To dawało Annie kolejną szansę na zamążpójście. Zaczęli się gromadzić kandydaci i to z górnych półek europejskich dynastii, choć tak naprawdę byli to kandydaci do Korony polskiej, Annę jako małżonkę brano pod uwagę drugoplanowo albo i wcale. W kolejce ustawiali się brat króla Francji- Henryk, cesarski syn Ernest Habsburg, czy car astrachański Iwan Groźny. Annę zaproszono na elekcję do Warszawy, gdzie wszyscy odnosili się do niej z wielkim szacunkiem. Polska Infantka stanęła po stronie kandydata francuskiego czyniąc to nawet wbrew radom siostry Zofii, która zalecała jej kandydaturę Habsburga. Mało tego, ponoć, jak wynika z doniesień, cztery niedziele był u niej portret Francuza i żadną miarą innych oglądać nie chciała. Musiał się królewicz wybitnie spodobać. Poruszyło ją też publiczne zobowiązanie posła francuskiego Monluca, iż zaraz po koronacji Henryk poprosi szlachtę o rękę polskiej królewny.

Pierwsza elekcja odbyła się w podwarszawskim Kamieniu. Kto zostanie nowym królem? Zatargi szły wszak o dwóch kandydatów: miedzy księciem Rdestem (Ernest Habsburg), a Panem Gaweńskim (Henryk Andegaweński). Za sprawą biednej szlachty mazowieckiej, co to z drewnianymi mieczami przybyła, wybrano księcia francuskiego, którego prymas Jakub Uchański mianował królem jedenastego maja 1573 roku.

Ruszyło więc polskie poselstwo do Paryża, celem ustalenia warunków uzyskania polskiej korony. W poselstwie brali udział późniejsi wybitni: Jan Zamoyski i Stanisław Żółkiewski. Annie się zdawało, że wysłannicy jadą również uzyskać zgodę na jej ożenek z Henrykiem. Jednak ani wcześniej w Warszawie, ani w śmierdzącym od upałów i fekaliów Paryżu i Luwrze nie zdecydowano nic o losie Jagiellonki. Zorientowawszy się w tej materii Anna zrazu, żaląc się, napisała do siostry, Zofii:

„Od Pana Boga nawiedzoną niedobrym zdrowiem: była niejedna gorączka tercyanna, ale jeszczem była z jednej choroby nie wyszła, druga przypadła: kolka, morzenie żywota, krzyża łupanie, żołądka wielkie łupanie miałam cztery niedziele po febrze; już doktorowie nie wiedzieli co czynić ze mną i byli zwątpieni o zdrowiu moim; co mi dali jeść, tom wszystko dzierżeć nie mogła, mdłości i sypiać nie mogłam.” 15 sierpnia 1573 roku.

Henryk Walezy z ustalonymi warunkami i perspektywą władzy na Wawelu wyjechał z Francji w październiku 1573 roku by dotrzeć do Krakowa 18 lutego w roku następnym. Odbył kurtuazyjne spotkanie z Anną tego samego dnia, a w trzy dni później dostąpił koronacji w Krakowskiej Katedrze. W akcie koronacji dopatrzono się złowrogich znaków; najpierw król zbladł ze strachu gdy powstał tumult na tle przysięgi o pokoju religijnym, by później się potknąć o stopień katedralnego ołtarza obciążony szatami koronacyjnymi i obwieszony złotem. Na domiar złego przy weselnym stole doszło do kłótni miedzy dworzaninem, a Jerzym Mniszchem, a kilka dni po koronacji do zabójstwa szlachcica Wapowskiego przez królewskiego stronnika Samuela Zborowskiego, w wyniku poturniejowych utarczek. Wszystko pod okiem króla, co się nie godzi.

Z Anną natomiast Henryk sobie pogrywał. Owszem odwiedzał podstarzałą królewnę i zdawać by się mogło, że nawet ją adorował, tak przynajmniej ona to odbierała. Problem w tym, iż wizyty młodego króla nie trwały u królewny dłużej niż kwadrans, były zwyczajnie kurtuazyjne. Paweł Il Mag pisał do posła toskańskiego latem 1574 roku, iż:

„Król dwa razy odwiedził Najjaśniejszą Infantkę i zawsze bardzo czule, trzymając jej rękę w swojej.”

A Walezy? Ze słów królewskiego powiernika znamy zdanie króla:

„Królewna acz pięknych rysów i postaci, jest przecież bardzo, bardzo w latach podeszłą.”

Jedyne co mogło trzymać Walezego przy Annie to jej majątek, prawa do dóbr ziemskich, dochodów, skarbów i pożyczek. Jednak ożenek ten nie byłby po myśli polskich panów, którzy obawiali się, że gdy koronowany młodzieniec posiądzie to wszystko stać by się mógł władcą absolutnym, a to godziłoby w ich interesy. Wobec tego Anna siedziała użalając się nad swym stanem zdrowia, staropanieństwem i rozgrabianie skarbów po bracie, dla testamentu którego szacunku nie mają. Swej powierniczce siostrze znów się żaliła:

„Królam jeno cztery razy widziała; i to raz posłałam, prosząc aby do mnie przyszedł bo mi go potrzeba o sprawiedliwości mówić. Przyszedł do mnie, mówiłam z nim, obiecał ustyma, a sercem nic.”

Do Anny zaczęła docierać smutna prawda, że Henryk jej nie chce, a zależy mu jedynie na testamentowym spadku po zmarłym, ostatnim Jagiellonie. Sama siebie pytała dlaczego król jej nie chce, skoro przychodził, trzymał za rękę. Anna nie żyła światem realnym, znienawidzone staropanieństwo doprowadziło do życia w ułudzie, a samą oziębłość Walezego tłumaczyła sobie intrygami jego otoczenia.

Jak donosił w tamtych czasach rylski:

„Nasz król o małżeństwie mało myśli, bo od niego z okien nie wiem co za ludzie wyglądają, do miasta też rad wyjdzie o północy.”

Młody król się nocami bawił dwuznacznie, a Anna po nocach płakała.

Długo te niepokoje i iluzje jagiellońskie nie trwały. We Francji zmarł chory na gruźlicę i syfilis król Karol IX, na wieść o zwolnionym stołku francuskim, nocą z 18 na 19 czerwca 1574 roku Walezy wymknął się w tajemnicy z Wawelu, tajnym przejściem prowadzącym przez piekarnię by zmierzać ku Paryżowi po tron i koronę francuską. Myślał, że opuszcza Kraków na chwilę. Pragnął przywdziać na skronie dwie najpiękniejsze korony chrześcijańskiej Europy. Nigdy się nie zrzekł tytułu polskiego króla, ale w świat poszło powiedzenie: „król Henricus zrobił Polsce psikus”.

Kim był król- uciekinier, niedoszły małżonek polskiej królewny? Czy Jagiellonka nie wpadłaby, ze staropanieńskiego deszczu pod małżeńską rynnę?

Było to ukochane dziecko Katarzyny Medycejskiej, niczym August dla polskiej Bony, a może i bardziej, ale podobieństw będzie więcej. Urodził się 19 września 1559 roku. Ochrzczono go imionami Aleksander Edward, matka nazywała go „małym orłem”. Jego matka podobnie jak Bona- Włoszka żądna władzy i wpływów, inaczej jak Bona bo brzydka, została porzucona przez męża dla o dwadzieścia lat starszej Diany Poirtiers i innych w tak zwanym między czasie. Katarzyn Medycejska wierzyła Nostradamusowi, który przepowiedział, że wszyscy jej synowie osiągną koronę, być może podświadomie do tego doprowadzała. Ojca mały Aleksander stracił bardzo wcześnie. Henryk II zginął na turnieju, kiedy kapitan jego gwardii przebił mu kopią źle zapięty hełm. Umierał w męczarniach mając przeszyte oko i uszkodzony mózg. Może to była kara z orgie urządzane na dworach Walezjuszy, o czym powszechnie wiadomo. Kiedy król wjeżdżał do Blois jego orszak poprzedzały nagie prostytutki na bykach lub niesione przez pikadorów, a sama Francja za jego panowania była wesoła, lubieżna, lubiła pić, bić, bawić się i mordować. Między subtelnością, a wyuzdaniem biegła najcieńsza granica.

Po śmierci ojca, kolejno zostawali królami starsi bracia Aleksandra, najpierw 1559 roku Franciszek II, a po nim Karol IX, choć faktyczną władzę jako regentka ich matka- Katarzyna Medycejska. Aleksander na bierzmowaniu dostał na imię Henryk i od tej pory to jest od 1564 roku będzie tak nazywany.

Henryk był wychowywany przez opata Jakuba Amyot’a w duchu starogreckiej filozofii i kultury. Jako wyznawca kultury permisywnej stał się biseksualny, zabawiał się z dwórkami i paziami, mimo, iż Katarzyna próbowała go usidlać w miłostkach starszych od niego kobiet. Nocami wychodził na mroczne ulice Paryża, co i potem będzie czynił w Krakowie, a jego ulubionym fetyszem było podpalanie owłosienia intymnego prostytutkom. Był walecznym rycerzem na polu walki, ale od czasów rzezi na hugenotach, w noc świętego Bartłomieja (24.08.1572) mdlał na widok i zapach krwi. Mimo, iż w morderczej akcji nie brał udziału, to był w całej Europie oskarżany o rzeź.

Kiedy w Luwrze pojawiło się polskie poselstwo wywarł na nim co najmniej dziwne wrażenie. Młody, dwudziesto dwu letni królewicz wydał się wątły i wiotki. Delikatne stroje całkiem obszyte złotym haftem, drogimi kamieniami i perłami najwyższej ceny. Był zniewieściały i nazbyt delikatny. Wykazywał nadzwyczajną dbałość o swoją bieliznę i ułożenie włosów. Nosił podwójną kolię, a uszy miał przekute jak kobieta, choć to we Francji było powszechne, ale młody król nie zadawalał się jednym, a nosił po dwa w każdym uchu, zdobione perłami. Prawie dwudziestodwuletnie Walezy, stanął w Krakowie z licznym orszakiem, w tym w otoczeniu dwuznacznych „pieszczochów”, mongons, ni to kochanków, ni rycerzy. W Polsce chciał się bawić jak w Paryżu. Jak pisał kronikarz Świętosław Orzelski:

„noce wszystkie prawie spędzał bezsennie na zabawach rozmaitych, szczególniej oddając się namiętnie w grę w kości lub karty.”

albo:

„Noce bezsennie trawiąc, w dzień najwięcej spoczywał; wyuzdany na wszelkie rozwiązłości, nie tylko Francuski wszetecznice do pięknego ogrodu do Zwierzyńca sprowadzał, ale nadto włoskim ohydnym nałogom nie przepuścił.”

Czy byłby to wymarzony mąż dla polskiej królewny? Raczej nie, ale Anna nie zdawała sobie z tego sprawy. Nawet posłowie Moskiewcy, czy tatarscy przyzwyczajeni do majestatu polskich władców, nie szczędzili mu Kąśnych uwag, typu:

„… Henryk, nie tylko do berła nie zdatny, ale nawet do tronu, gdyż miał cienkie nóżki i cały zdawał się słaby.”- jak wynikało po mocno skrapianej uczcie u wojewody sieradzkiego Olbrachta Łaskiego.

Cóż korona Henrykowi ciążyła niczym z kamienia, młodemu i wyuzdanemu żądnemu uciech chłopcowi.

Po śmierci swojego brata, uciekający z nim Francuzi wywieźli opinię o zimnej, niegościnnej, skłóconej Polsce, którą to podsycił w swej satyrze „Adieu a la Pologne” Filip Desportes. Polscy możni nie znali poezji pana Desportes’a, faworyta króla, który opiewał władcę „rozpalającego w sercach tysiące miłosnych płomieni” jak na Marsa i Wenerę przystało. Władcę, który do swej ukochanej księżnej Marii de Conde pisał listy podpisując własną krwią, a po jej śmierci popadł w depresję. Do Paryża powrócił z czystego Krakowa, wydając edykt o konieczności zażywania kąpieli raz w tygodniu, co w Luwrze, a nawet w późniejszym Wersalu było novum, gdzie zamki te pozbawione były nawet „locum secretum”, a fekalia płonęły w kominkach, bo tylko tam można było je oddawać.

Po powrocie do Paryża, po objęciu władzy, po śmierci swej odwiecznej miłości i po wyjściu depresji, Henryk poślubił bratanicę księcia Lotaryngii- Ludwikę de Vaudemont w dniu 15 lutego 1575 roku. Trafił na kobietę młodą, nie mieszającą się do polityki, spokojną i wybaczającą. Ta jednak poroniła, będąc w pierwszej ciąży i nie mogła więcej mieć dzieci. Henryk wszelkie uczucie przelał na bratanka Karola de Valois. Jednak nie zrezygnował ani z erotomańskich nawyków, ani z miłości do mężczyzn. Co by nie być gołosłownym. W 1577 roku na balu maskowym urządził bal maskowy z udziałem trzech królowych i 30 księżniczek, który potem przerodził się w orgię z damami dworu.27 kwietnia 1578 roku, w wiosenną niedzielę jego trzej mignons pojedynkowało się zaciekle z faworytami Henryka Gwizjusza. W tej potyczce ciężko ranny jego ukochany Jan de Levis Caylus dokonywał żywota w męczarniach przez 33 dni. Walezy ściągał najlepszych lekarzy, po pojedynku całował faworyta, sam opatrywał rany, zaś po śmierci kazał mu wystawić iście książęcy nagrobek.

W 1584 roku, po śmierci Franciszka d’Anjou stał się ostatnim żyjącym Walezjuszem, do tego bezdzietnym. Nie było to dobre ani dla króla, ani dla Francji. W kraju o władzę rywalizowały trzy rody. W 1586 roku doszło do „wojny trzech Henryków”. Udział w niej brali: Henry III Walezy- król Francji, Henry Burbon, oraz Henryk de Guise- spokrewniony w 21 stopniu z Walezym, dochodzący swego pochodzenia od Karola Wielkiego.

Walezy raz wygrywał, a innym razem walkę przegrywał. Ostatecznie de Guise wtargnął do Paryża, został obwołany jego królem, a Henryk musiał uchodzić ze stolicy. Jednak nic to Gwizjuszowi nie dało, wezwany przed oblicze Rady Królewskiej, zmierzając na jej komnaty, jedząc suszone śliwki został zasztyletowany w dniu 22 grudnia 1588 roku. „Jaki on wielki” wyrzekł Walezjusz nadeptując nieboszczykowi na twarz. Dnia następnego zwłoki spalono i wyrzucono do Loary.

„Teraz jestem królem. Zaczynam rozumieć i czuć, że jestem królem.”- odrzekł Henryk III Walezy. Czyżby zrozumiał w sposób dojrzały swoją pozycję? Nie nacieszył się świadomością swej pozycji długo. Latem, 1 sierpnia 1589 roku, przybył do Saint Cloud młody dominikański zakonnik. Przywiózł królowi z Paryża listy od jego zwolenników. Kiedy król czytał pochwały i zapewnienia z uciechą, ten zza habitu wyciągnął nóż i ugodził króla w żołądek. W efekcie krzyków władcy, wpadli dworzanie i szpadami zadźgali zamachowca- Jakuba Clementa.

Początkowo rana króla nie wydawała się śmiertelna, jednak diagnoza okazała się mylna. W rezultacie umierający Walezy wezwał do siebie Henryka Burbona i rzekł:

„Proszę Cię, bracie mój, abyś rządził tym państwem i wszystkimi tymi ludami, które są poddane temu prawu. Henryk namaszczony zmarł przekazując władzę w ręce słynnych Burbonów. A w Polsce?

W Polsce królowa już Anna Jagiellonka opłakiwała śmierć swojego męża. Jak to się stało, że hipochondryczna, zrzędząca stara panna stała się i mężatką i królową zarazem?

Po ucieczce Walezego w Polsce rozpoczęły się intensywne przygotowania do kolejnej elekcji, bardzo niespokojnej jak się okaże. Ponownie zaczęto skupiać się na ostatniej Jagiellonce wspominając zloty wiek za rządów jej brata i ojca. Dobry dynastyczny związek z którymś z sąsiadów zapewniłby Polsce pokój. I znów zainteresowali się polską koroną wielcy europejscy władcy. Swą kandydaturę zgłosili: cesarz Maksymilian II Habsburg oraz Iwan IV Groźny coraz potężniejszy książę moskiewski. Jednak wybór któregokolwiek z nich groził Polsce wielkim konfliktem z imperium tureckim. Polski agent i poseł Krzysztof Dzierżek, rezydujący w Stambule donosił o zamiarach sułtana:

„… jeźli będzie obranym Moskiewski na Królestwo Polskie, tedy wszystkie mocy i wojska cesarskie (czyt.: sułtańskie) i tatarskie na Królestwo Polskie chce obrócić.”

Sam sułtan radził Polakom wybór króla szwedzkiego Jana II Wazę, albo wojewodę siedmiogrodzkiego Stefana. Jednak Szwecja była wówczas dzikim krajem, jej władca małoznaczący w europejskich rozgrywkach. To dopiero Katarzyna Jagiellonka wprowadziła do szwedzkiego słownika słowo taniec, na szwedzkie stoły miody i węgierskie wina, a na szwedzkie głowy aksamitne birety zamiast polarnych czap. Do tego ani Annie, ani polskim panom braciom nie odpowiadał luteranin na tronie. Natomiast kandydat węgierski nie miał niestety w sobie ani kropli błękitnej krwi i rządził szczątkowym krajem będącym pozostałością po dawnym królestwie węgierskim rozerwanym między Turków i Habsburgów.

anna 5

Anna jak to Anna była nieporadna w sprawach państwowych, co nikogo już nie dziwiło. Jednak nadzwyczaj sprawnie, o dziwo, radziła sobie w kwestiach majątkowych. Interweniowała na sejmach ponowiono przekazanie jej starostw dodając trzy kolejne: warszawskie, łomżyńskie i wiskie. Czerpała z nich wysokie zyski, podobnie jak z żup solnych, w które uposażył ją brat. Przejęła podstępnie insygnia koronacyjne i skarby osobiste Zygmunta Augusta. Dzięki dużym wpływom do skarbca ukończyła budowę w Warszawie mostu na Wiśle, pierwszego w tym mieście i największego w owym czasie w Europie.

Myśli Anny nadal zajmowało zamążpójście. Teraz zdawało się ponownie przybliżać do niej. Była pełna nadziei, którą zburzyła śmierć jej siostry- powierniczki Zofii Brunszwickiej w dniu 28 maja 1575 roku. Po raz kolejny osierocona i zdana na własne siły w obliczu elekcji i nowych decyzji, do których jak sama mówiła rozumu nie miała.

Szlachta podzieliła się na dwa wrogie sobie obozy. Jeden popierał kandydaturę cesarskiego syna- Ernesta Habsburga, a drugi syna Iwana Groźnego- Fiodora, który zduszony przez ojca umiał się tylko głupawo śmiać lub milczeć, słuchać muzyki dobiegającej z dzwonów cerkiewnych, na sznurach których uwielbiał się huśtać. Perspektywy więc nijakie. Wówczas szlachta podniosła głos o wyborze na tron Piasta, ale każdy Piast czyli rodowity możny polski możny był już żonaty, a z kolei nie mogło pasować Annie. Ale pomocny okazał się Jan Zamoyski, głosił on tezę, że należy wybrać albo Piast, albo właściwego męża dla Piasta, czyli dla Anny. Narajony przez zbiega Samuela Zborowskiego , wybrany przez węgierski sejm na księcia Siedmiogrodu w dniu 25 maja 1571 roku, Stefan Batory miał być zatem mężem polskiego króla- Anny, podobnie jak dwa wieki wcześniej Jagiełło był mężem Jadwigi.

Jednak wszystkich uprzedził prymas polski Jakub Uchański, który wieczorem 12 grudnia 1575 roku ogłosił królem Polski cesarza Maksymiliana. Anna nawet wyraziła zgodę na taki wybór, nawet udała się na nabożeństwo dziękczynne, ale postawiła warunek, iż syn cesarski zaraz po koronacji ojca pojmie ją za żonę. Polska szlachta była, mówiąc najdelikatniej, mocno niezadowolona z takiego rozwoju sytuacji, a do prymasa nawet strzelano. Podniesiono głosy o Annie jako Piaście na tronie polskim. Do królewny nawet posłano poselstwo, które informowało ją takim wyborze i przedstawiało kandydata do jej ręki w osobie Batorego.

Dwa dni po decyzji Uchańskiego czyli w dniu 14 grudnia, marszałek szlachty Mikołaj Siennicki na żądanie wszystkich województw obwołał królem Stefana Batorego. Anna zawiadomiona o tym fakcie, zmieniła zdanie i stwierdziła, że woli być królową niż żoną syna królewskiego.

Wobec takiego obrotu sprawy Polska podzieliła się na dwa, wrogie sobie obozy polityczne. Cesarza namawiano nawet na interwencję zbrojną i walkę o polską koronę i odradzano ożenek Ernesta z Anną z uwagi na jej podeszły wiek i brak szans na potomstwo. Szykując się na walki, prohabsburgski kasztelan czchowski Stanisław Tarnowski, obwarował krakowski gródek armatami i załogą zbrojnych. W odpowiedzi na to szlachta ruszyła zbrojnie w kierunku Krakowa. W tym czasie Anna wyjechała z Warszawy w kierunku stolicy w pozłocistej karocy, wspaniałych szatach, w towarzystwie tysiąca rycerzy, a czuwało nad nią trzy tysiące jazdy ciężkiej. Anna uroczyście wjechała na Wawel by zamieszkać w komnatach swego niedoszłego męża- Walezego, tym razem, po raz pierwszy w życiu jako narzeczona i przyszła królowa. Stefan w sposób uroczysty zaręczył się z nią per procura w dniu 8 lutego 1576 roku.

Gdy Maksymilian zastanawiał się i radził co do sprawy polskiej, Batory w swym sprycie wyjechał z Karpaty i w pogodną wielkanocną niedzielę, 23 kwietnia w dzień świętego Wojciecha wjechał uroczyście do Krakowa. Wysłuchał w katedrze „Te Deum Laudamus” i spotkał się z przyszłą, o dziesięć lat starszą, małżonką.

Anna, mając w perspektywie małżeństwo i koronę, poczuła się pewnie, po raz pierwszy w życiu. W tej sytuacji zaczęła wychodzić z niej natura matki Włoszki. Myślała, że będzie rządzić mężczyznami. Najpierw zażądała od Senatu zwrotu dóbr i skarbów po bracie, oraz dożywotnich zysków z całości Mazowsza, jednak senatorowie domagali się zwrotu dóbr testamentowych na rzecz królestwa zgodnie z wolą zmarłego Jagiellona. Anna zaczęła, niczym wcześniej Bona, wymuszać korzystne dla siebie decyzje stosując szantaż emocjonalny, krzycz i płacz zarazem. Poza tym odziedziczyła po matce podejrzliwość i pazerność. Zażądała wydania 60 tysięcy złotych na nagrody dla swego dworu pod zastaw jagiellońskich skarbów. Doprowadziła do takiego chaosu i zatargów z możnymi, że jej ślub z Batorym odbył się pośpiesznie i mało uroczyście. W tym samym czasie w sąsiedniej komnacie wawelskiej sporządzano akt zrzeczenia się przez Annę majątków brata na rzecz skarbu państwa, który miał być przez nią podpisany podczas koronacji. Według relacji Świętosława Orzelskiego wynikało, że:

„Infantka wahała się czas jakiś, miotana gniewem i żalem, nareszcie zalała się łzami; podpisując akt uskarżała się gorzko, , że tak małą pokładano w niej ufność i rzekła, że godziwiej by było nie zmuszać jej do podpisu w obliczu wszystkich.”

Przystąpiono do oficjalnej uroczystości. W wyniku wad Anny jakie zaczęły wychodzić na jaw, nie widziano w niej już kolejnej Jadwigi. Wobec tego w pierwszej kolejności koronowano Batorego, a później Annę. Polsce nadal groziła wojna domowa z cesarczykami (zwolennikami Habsburga). Na koronację nie stawiła się więc Litwa, Gdańsk oraz Prusy. Przyszły król zobowiązał się odzyskać od Moskwy inflanty, co mogło wpłynąć na uspokojenie wśród szlachty. Jego zobowiązania też bezpośrednio wynikały z tego, iż musiał znaleźć zajęcie podczas gdy był bez szans na stworzenie nowej dynastii z małżonką po klimakterium. W czasie pokładzin słychać było głosy pijanych senatorów, szkalujące i pogardliwe dla królowej: „zródź babo dziecko, a babie sto lat”. Małżeństwo zostało jednak skonsumowane, skoro dnia następnego, jak to było w zwyczaju, król przysłał małżonce wspaniałe podarunki, w tym złoty puchar cały napełniony portugałami.

Po nocy poślubnej Anna zmieniła się nie do poznania. Pękł jej pancerz i zaczęły się z niej wylewać rzeczywiste emocje i uczucia, niestety w dużej mierze toksyczne. 7 maja 1576 roku kasztelan miński Jan Hlebowicz pisał o Annie do Jana Chodkiewicza:

„ O pani Anie nie należy się niczego dobrego spodziewać, widzę jako chłopa dopadła, gębę nosi wysoko i hardo, ale widzę po samym, że go rządzić nie będzie, bo prawy chłop i, by nie trwoga, widzi mi się, że sobą nie dał tak bardzi chybać.”

Królowa zadzierała nosa, starała się udowadniać wszystkim, że jest ważniejszym królem. Nos jednak szybko został przytarty. Po Kiku wspólnych chwilach w sypialni król powiedział królowej, ze ta może go odwiedzać kiedy zechce. Jednak gdy raz przyszła, króla nie było i czekała na niego pięć godzin, innym razem czekała godzin siedem i to bezskutecznie. Z gniewu i wstydu doznała szoku nerwowego i napadów gorączki. Niestety król nie pisał do małżonki miłosnych listów, nie zapałał raczej nigdy do Jagiellonki gorącym afektem. Królowa nie doznała małżeńskiego szczęścia. Król, zamiast amorów z żoną, zaczął pacyfikować skłócony ostatnią elekcja kraj i ruszył na wojny z Moskwą. Anna dopięła swego, w końcu wyszła za mąż, ale o innym rycerzu marzyła. A chciała być zarówno władczynią i małżonką. Jeździła za królem do Warszawy, to znów do Krakowa, po krużgankach chodziła za nim, a nie wespół. Kiedy specjalnie powołana komisja z księdzem Solikowskim stwierdziła u króla brak objawów herezji, nowej reformowanej religii, król stwierdził, że „gdyby nie królem, to jezuitą by został”. Królowa natychmiast zapragnęła, by na Wawelu królowi piękne chóry śpiewały: zarówno kościelne jak i dworskie. Batory bowiem miłował się tylko w muzyce szabli, ale też gęśli i lutni. W sierpniu Anna na powrót króla urządza bale, bankiety i rozrywki. Jednak ten pomysł na zatrzymanie małżonka był chybiony. Batory nie znosił tego typu dworskich uciech. Mimo, że Anna się starała, to jej zacięta mina i duch matki trucicielki oraz histeryczny charakter wywierały na królu złe wrażenie. Król robił swoje, żonę odstawiając na bok.

Niebezpieczeństwo wojny domowej zostało zażegnane po śmierci Maksymiliana II, skończyły się modły noszone w Rzymie żeby cesarz mógł się pozbyć Stefana z Polski. Po opanowaniu spraw w kraju, król mógł się przygotowywać na Moskala celem odzyskania Inflant, co obiecał w pacta conventa. Król podróżował po Polsce zjednując ziemie małopolskie i ruskie do wojny z Moskwą. Z małżonką widywał się rzadko, choć pisywał do niej, acz po łacinie, gdyż polskiego nigdy się nie nauczył. Nie widać jednak by unikał małżonki, choć ich stosunki zapewne do zażyłych nie należały. Nuncjusz apostolski Gionani Andrea Caligari donosił w sierpniu 1578 roku:

„Rozterka miedzy królem, a królową nie da się naprawić. Mówią tu, że król nie ma ufności, że boi się trucizny z jej ręki, z którą to sztuką dobrze była obeznana jej matka Bona.”

Z zachowanych listów królowej wynika, iż jej poczucie bezpieczeństwa w tym okresie wzrosło, przestała się użalać i histeryzować, zajęła się sprawami niewieścimi takimi jak: uposażenie duchowieństwa, dwórkach. Poznała swoją pozycję jako monarchini. Jednak taki obraz królowej burzył wspomniany nuncjusz, który pisał w lutym 1579 roku:

„Królowa popada w stan niepokoju i płaczliwej agitacji, przerywanej tylko rzadko swobodniejszymi chwilami i uśmiechem.”

Po powrocie króla do Warszawy w styczniu Anna pokazała mu się:

„tak świeża i dobrze na zdrowiu wyglądająca, że nie uważałbym za cud gdyby miała zajść w ciążę.”- pisał Caligari- „My teraz tu bardzo swobodnie czas przepędzamy. Król i królowa kochają się, jedzą, śpią, komunikują się często razem, ku wielkiej wszystkich radości.”

Anna choć miała już 55 lat nadal była szczupłą z ładną sylwetką i jasną cerą przyciągającą spojrzenia. Król jednak wyjechał, przygotowywać wyprawę na Wielkie Łuki, Anna chyba zdawała się tego nie rozumieć. Anna znowu poczęła z wielką łatwością popadać w ataki gniewu, wrzaski i histerie niczym jej włoska matka. Cóż poza nią wiele innych wzorców z dzieciństwa nie wyniosła. Postępuje irracjonalnie w każdej dziedzinie życia. Chce być pierwszą osobą w państwie, w pierwszej kolejności odwiedzaną, decydującą i jako pierwszą przyjmującą honory. Nie dogaduje się z mężem ani z hetmanem Zamoyskim. Z jednej strony staje się przeciwniczką wojny z Moskwą, a z drugiej cieszy się z jej wyniku i pokoju w Jamie Zapolskim zwracającym Polsce Inflanty(1582 r.). Cały racjonalny odbiór rzeczywistości tradycyjnie następuje u niej z dużym opóźnieniem. Nawet dobra tykocińskie zwraca na własność Rzeczypospolitej dopiero po czterech latach od podpisanego z wielkim płaczem zobowiązania.

Mimo wszelkich wad odziedziczonych po matce i nieumiejętności wielkich spraw, nauczyła się przy Bonie przynajmniej gospodarności. Czerpiąc zyski z oprawy na Mazowszu, z żup solnych i majątków litewskich rozbudowywała i upiększała Warszawę, jakby szykując ją nieświadomie na przyszłą stolicę, wybudowała 15przęsłowy most na wiśle, największy w Europie, drewniany zamek w Ujazdowie wyposażyła we włoskie ogrody i łaźnie. Nie zapomniała o stołecznym Krakowie. Korzystając z usług włoskiego architekta Santi Gucci Fiorentino przebudowała pałac królewski w Łobzowie na renesansową rezydencję z pięknym włoskim ogrodem i rozległym parkiem. Przebudowała kaplicę mariacką w katedrze krakowskiej z pomocą tego samego artysty. Jednak nie czuła potęgi nauki i skąpiła funduszy w tej sferze. Senat krakowskiej akademii wymusił na niej przekazanie ksiąg po bracie w zamian za marcepan i cukry rozmaite. Znając cierpienie wynikające z braku męża, obdarzała swe dwórki dużymi posagami gdy te wychodziły za mąż. W mężu wzbudzała niechęć, zarówno swoimi atakami histerii i hipochondrii ale i knowaniem z Habsburgami, a cesarscy szpiedzy donosili o kochance króla. Choć to zapewne spekulacje, bowiem Batory nie słynął z lubieżności, a pewnych dowodów brak, plotki wskazywały na kochanicę w Niepołomicach, na jakąś córkę leśniczego, inne ślady prowadziły do Grodna, gdzie z jakąś młódką miał mieć syna, nawet w późniejszym Dymitrze Samozwańcu doszukiwano się, iż jest nieślubnym Batorego. Ale póki co to plotki do tej pory nie udowodnione. Związek z Jagiellonką nie dawał nic, to była gra pozorów, nie było tu ani szacunku, ani miłości, żadnej namiętności, tym bardziej potomstwa, to była iluzja oparta na ówczesnych konwenansach. Żadnemu z nich nie przynoszący szczęścia. Widząc brak szans na rozpoczęcie nowej dynastii w Polsce, druga osoba w kraju w postaci Jana Zamoyskiego zaczęła się starać o rozwód królewskiej pary, na to jednak prostolinijny Batory nie wyraził zgody, być może pod przymusem jaki wywarła Anna. Batory wydał zgodę w 1583 roku na ożenek Zamoyskiego ze swą bratanicą Gryzeldą, szykując w ten sposób Piastowi drogę do polskiej korony. Ślub odbył się w Krakowie, a para królewska oglądała uroczystość z okien kamienic rynkowych. Wkrótce potem Anna urosła do symbolu narodowego. W dniu 16 września 1583 roku zmarła jej siostra Katarzyna, tym samym jako ostatnia z Jagiellonów na tym padole urosła w oczach opinii. Jej ranga i poważanie u ówczesnych rosły w obliczu jej osobistych tragedii.

W styczniu 1585 roku Batory był już po zwycięskich wojnach z Iwanem Groźnym, ale w zamyśle szykował się na kolejną, wielką krucjatę, której celem było połączenie unią personalną Rzeczypospolitej z księstwem moskiewskim. Żeby nie było dość to sam papież namawiał go na podobną krucjatę przeciwko Turkom i zajął Stambuł. W styczniu tego samego roku zjechał na sejm do Warszawy, na którym okazał się niepoznawalnie agresywny, co wszystkich zadziwiało. Czyżby coś działo się z królem? Po sejmie, na którym rozprawił się z opozycyjnym stronnictwem Zborowskich pojechał do Grodna szykować wielką kampanię na wschód. Jednak w dniu 12 grudnia 1586 roku wszelkie zamiary zostały przerwane. Król zmarł. Niewielu wiedziało, zapewne nie wiedziała też małżonka o dolegliwości Batorego, z którą tak niewiele czasu spędzał. Król- okaz siły i tężyzny- od dawna cierpiał na niegojący się, cieknący wrzód na nodze. Pod koniec życia zakażony organizm reagował atakami gorączki, agresji oraz coraz częstszymi utratami przytomności. Zmarł przedwcześnie w wieku 53 lat.

„Wielka to strata dla chwały Bożej. Dla nas to nic smutniejszego, dla Polski nic nieszczęśliwszego nie mogło się zdarzyć.”- pisał po śmierci polskiego władcy papież Sykstus V.

Z goła od razu pojawiły się teorie spiskowe, stanowiące o tym, iż król mógł zostać otruty przez przeciwników katolicyzmu, którym nie na rękę było szerzenie katolicyzmu na Rosję i Turcję. Podejrzewano wysłanników Elżbiety I: medium Edwarda Kelley’ego czy maga Johna Dee. Teorie takie utrzymywano jeszcze w połowie XX wieku.

Mimo, iż męża nie było przy niej, Anna została zupełnie sama. Po śmierci siostry i męża, wszelkie posiadane w sobie uczucia przelała na siostrzeńca i siostrzenice: Zygmunta i Annę Wazów.

Do męża żywiła wielkie urazy. Mimo, iż w kraju rozpętało się piekło kolejnej elekcji, to ciało króla czekało półtora roku na uroczysty pochówek, jaki odbył się w maju 1588 roku. Rok później zleciła Santi Gucciemu wybudowanie majestatycznego nagrobka z węgierskiego, czerwonego marmuru. Nie pozwoliła jednak na pochówek monarchy w królewskiej kaplicy zygmuntowskiej. Tak jak za życia był z dala od łożnicy, tak potem, na wieczny sen spoczął z dala od małżonki w kaplicy mariackiej przy ambicie krakowskiej katedry.

Anna osamotniona, z godnością króla Polski, o wielkim majestacie i symbolu złotej Rzeczypospolitej, mogła próbować zachować władzę królewską dla siebie, ale była na to zbyt odważna, chętna ani rozumna. Cóż dalej będzie czynić ostatnia Jagiellonka?

Prawie sześćdziesięcioczteroletnia Anna zrezygnowała już z kolejnych swatów, uznając je za niepoważne. Mimo, iż ponownie mnożyła z wielką łatwością swoich oponentów, nie mająca własnego stronnictwa to jednak miała szereg atutów w ręku, choć w dużej przewadze symbolicznych. Od papieża otrzymała Złotą Różę za zasługi dla religii i cnót, była symbolem gasnącej, acz jednej z bardziej znaczących dynastii ówczesnego świata, oraz dwoje sierot po siostrze: Zygmunta i Annę- spadkobierców jagiellońskiej linii po kądzieli, których obdarzyła wielkim uczuciem, tym bardziej iż dzieci były wykształcone, sam Zyzio, jak nazywano młodego Wazę władał czterema językami, w tym polskim. Katarzyna mając nadzieje na posadzenie dziecka na polskim stołku, wychowała dzieci w wierze katolickiej. Jednak za sprawą drugiej żony Jana Wazy, prawie swoją równolatkę, Anna Wazówna przeszła na luteranizm, czego ciotka Anna nie mogła nigdy wybaczyć. Choć próbowała wrócić siostrzenicę na prawą drogę, co jej się nigdy udało, mimo konwersji Hanulki, ciotka nigdy nie przestała jej kochać.

Anna marzyła by któreś z dzieci jej siostry włożyło na skronie koronę Jagiellonów. Rozumiała to nie jako grę polityczną, bo takiej uprawiać nie umiała, ale jako przedłużenie panowania jagiellońskiego w Rzeczypospolitej. W dniu 24 sierpnia 1587 roku pisała do Akademii Krakowskiej:

„Jesteśmy pewni, że złemu zabiegać, a przy krwi naszej Jagiełłowskiej statecznie stać będziecie.”

Najpierw Anna chciała wydać młodą Wazównę za któregoś z bratanków Batorego, potem zmieniła zdanie na arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. Siostrzeńca planowała ożenić z córką księcia Stryjeńskiego Karola Habsburga. Na jej plany dynastyczne, jeszcze za życia, Batory patrzył przez palce, odbierając je jako nieważne zagrania dążącej do władzy starej królowej, a ojciec zainteresowanych- Jan Szwedzki o nich nawet nie wiedział.

Po śmierci Batorego rozgorzała w najlepsze walka o polski tron. Najważniejszymi kandydatami okazali się: arcyksiążęta Maksymilian i Ernest Habsburgowie, car Fiodor Rurykowicz oraz królewicz Zygmunt Waza. Był też inny kandydat i to Piast, który dziesięć lat wcześniej sam o Piasta wołał: kanclerz i hetman Jan Zamoyski. Ale przez sprawę ścięcia na Wawelu Samuela Zborowskiego stał się mało popularny, a i szlachta będzie gotowa na elekcje pana spośród swoich dopiero za kilkadziesiąt lat.

Tymczasem Anna zaczęła przygotowywać grunt, spotykając się z możnymi, urzędnikami i dostojnikami kościelnymi. Po jednym z takich spotkań, jakie odbyło się w lutym 1587 roku z biskupem płockim Piotrem Dunin Wolskim, który to spotkanie z królową relacjonował potem w sposób następujący:

„ Królowa uskarżała się na niesposobne zdrowie, że się jej od bólu głowa dobrze nie rozwali, w gardło jej też coś przyszło, że nie ani spać, ani jeść nie może. Mazano jej gardło zajęczym sadłem, poprawiło się trochę. Powiadała też królowa Jejmć, że się cieszy dobrą nowiną, którą miała o królewiczu szwedzkim, siostrzeńcu swym, a ojcu jego królu szwedzkim, że to baśnie co powiadano o ich więzieniu albo pojmaniu.”

W ten oto sposób Anna potwierdziła swoje poparcie dla szwedzko- jagiellońskiej kandydatury. Jednak wiele trudu i poselstw kosztowało Annę uzyskanie zgody ojca królewicza na kandydowanie syna na tron polski. Ale dopięła swego i zgodę, acz chłodną od skandynawskiego monarchy uzyskała 1 marca. Natychmiast rozesłała po kraju listy pochwalne osoby młodego kandydata zapewniając, że ów doprowadzi Polskę do liberum dominium maris- wolnego panowania nad morzem.

Kolejna elekcja, okazała bardziej dzieląca naród i bardziej krwawa niż poprzednia. Dnia 19 sierpnia 1587 roku na elekcyjnych polach w podwarszawskiej Woli, na które potężny już Zamoyski zjawił się w towarzystwie pięciotysięcznego korpusu ubranego w czarne stroje, znak żałoby po Batorym, a tym samym znak solidarności z Anną. Szlachta obrała na władcę Polski Zygmunta Wazę. Jednak 3 dni później, w dniu 22 sierpnia, inna grupa szlachty wybrała na króla Maksymiliana Habsburga. Wściekła Anna nie uznała tego wyboru i zamknęła przed królem- elektem bramy do Warszawy, gdzie rezydowała.

Kolejne wydarzenie postępowały bardzo szybko. Od północy zmierzał przez Bałtyk młody Waza, który zielony od choroby morskiej wylądował na Helu 28 września. W tym czasie od południa zmierzał, zbrojnie, ku Polsce Maksymilian Habsburg z ośmioma tysiącami wojska, który już piątego października pacyfikował Kraków. Była to istna pogoń dwóch elektów po władzę w Rzeczypospolitej. Z początkiem listopada Zygmunt dociera do Warszawy i jest tam z wielkim namaszczeniem witany przez ciotkę. W samym czasie Zamoyski bije się z wojskami polsko-austriacko-wegierskimi o stolicę. Broniąc królewskiego grodu prowadzi krwawe walki, pali podkrakowski Kleparz celem obrony stolicy. W rezultacie wyparł najeźdźcę na Śląsk. Zygmunt stanął pod Krakowem 8 grudnia, gdzie został uroczyście powitany, a koronacji dokonano zaraz po Bożym Narodzeniu w dniu 27 grudnia. O dziwo, zarówno hetman jak i stara królowa liczyli, że będą w pełni kierować nowym monarchą. Jednak 21 letni Zygmunt, nieśmiały z pozoru okazał się uparty, pewny siebie by pozwolić sobie na kierowanie własną osobą, nad czym niejednokrotnie będzie ubolewała stara ciotka. Zygmunt, mimo usilnych prób jakie podejmowała Anna by ingerować w politykę, czy kwestie ożenku siostrzeńca, nie pozwalał sobie na nie, udając czasem, że je cierpliwie znosi.

anna 4

Anna poczuła, że zeszła na boczny tor, nie mogła wobec ambitnego młodego króla pozwolić sobie ani na pierwsze skrzypce, ani na kierowanie nim i wpływanie na niego. Trzeci król i trzecia porażka ambicjonalnej Anny. Anna powróciła do krzyku, a każdy kto krzyczy czegoś się boi. Czego mogła bać się podstarzała Jagiellonka? Władzy faktycznej nie miała, nawet nie umiała jej sprawować, nad swoim sieroctwem w podeszłym wieku przestała się użalać. Więc co? Pozostały majątki i wpływy z nich, to one zapewniały jej poczucie bezpieczeństwa. Cieszyła się jednak z częstych zaproszeń i odwiedzin koronowanego siostrzeńca, była dumna z odważnego postępowania siostrzenicy Anny heretyczki. Lecz nie umiała przestać ingerować już w nie swoje sprawy. Usiłowała zadecydować o ożenku Zygmunta z Anną Habsburżanką- córką arcyksięcia Karola Stryjskiego. Jednak Zygmunt był zaręczony z księżniczką holsztyńską- Marią Krystyną. Początkowo próby królowej spaliły na panewce, jednak projekt ten odżył po śmierci ojca Habsburżanki w roku 1590. Zygmunt już wtedy był zdecydowany ożenić się z miło wyglądającą Anndl, jak nazywano księżniczkę na dworze w Grezu. Ślub per procuram odbył się w katedrze wiedeńskiej 3. maja 1592 roku. Na wjazd nowej, „młodej królowej” w czerwcu Kraków przystroił się pięknie. Fasady domów odziane w piękne kobierce i tkaniny połyskiwały w czerwcowym pełnym słońcu. Turnieje, maszkary, niezwykłe inscenizacje teatralne wzbudzały podziw i niedowierzanie poddanych i zarazem ich zachwyt. Dawno Rzeczypospolita nie miała tak bogato programowo wesela, dawno, a może i nigdy wcześniej. Dawno też nie było tak bardzo zbliżonej wiekowo pary, Zygmunt liczył sobie 26 lat, Anna dziewiętnaście. Po raz pierwszy z historii zrezygnowano z publicznych pokładzin, pod baldachimem za kotarami w obecności możnych świadków. Jednakże starsza Anna Jagiellonka z niechęcią przyjęła młodszą Annę Austriaczkę i uważnie patrzyła na jej poczynania. Młodsza usuwała starszą w cień, na dodatek była bardziej kształcona, inteligentniejsza, podczas gdy Polka nadal mało odnajdywała się w politycznej rzeczywistości, łatwo popadała w popłoch i złość. Jak niegdyś w przypadku podstarzałej Bony, tak i teraz rozpoczęły się zwady kto jest pierwszą damą Rzeczypospolitej: żywy symbol domu jagiellońskiego, czy nowa królowa z austriackiego rodu. Mimo tych zwad i neurotycznej osobowości Jagiellonki, królewskie małżeństwo nie zdołało jej zrazić do siebie. Anna wróciła do Warszawy, żyła tam w rozbudowanym zamku bajkowo i w luksusie, obiady spożywała pod białym baldachimem, a w pobliskim Ujazdowie otoczona kwieciem, uprawiała rośliny. Spokojne życie emerytki o jakim tylko marzyć w dzisiejszych czasach. Waza nie miał urazów, ufał ciotce, nie był skażony poglądem o jej trucicielskich tendencjach jak były małżonek. Spożywał nawet obfitości z ujazdowskiego ogrodu jakimi karmiła parę królewską starsza pani.

„Posyłamy Waszej Królewskiej Mości paszowek, ogonatek, bitarń i orzechów włoskich z ogrodu Jazdowskiego. To wszystko Wasza Królewska Mość możesz kazać otworzyć i tych owoców bez wszelkiej bojaźni używać, gdyż są posłane przez człeka życzliwego i miejsca, chwała Bogu wszelkiej zarazy wolnego. O to chodzi by się Waszej Królewskiej Mości podobały, jako nie wątpimy bo są dostałe i rodzaju dobrego.”- pisała ciotka do siostrzeńca, po zbiorach ogrodowych w dniu 19 września 1591 roku. Anna posyła całe wałówki, jabłka, gruszki, miody, a ufający król jadł, nie bojąc się otrucia.

Młoda królowa powiła wkrótce dziecię, córkę, której na wzór zachodni, a nie spotykany w tradycji polskiej nadano dwa imiona: Anna Maria. Jagiellonka podawała je do chrztu w kolegiacie świętego Jana w Warszawie 4. września 1593 roku.

Jesienią 1593 roku para królewska wyruszyła w podróż do Szwecji celem odzyskania tamtejszej korony, de facto w podróż pełną wydarzeń: małżeństwo ledwo wyszło żywo z nawałnicy sztormowej, z 57 okrętów ocalono 17, na miejscu rozpoczęła się walka o tron Karolem Sudermańskim, królowa powiła córkę Katarzynę, która zmarła mając niespełna miesiąc. W czasie ich kilkumiesięcznego pobytu po drugiej stronie basenu bałtyckiego piętnastomiesięczną królewną: Anną Marią, na warszawskim zamku opiekowała się podeszła już w latach Jagiellonka, która na Mazowszu ostała na stałe, gdzie wiodła spokojne życie emerytowanej Królowej. W tym czasie prywatne życie pary monarszej przebiegało od porodu do porodu, przeplatane wydarzeniami politycznymi, w których królowa nie brała udziału, pożarem Wawelu 29 stycznia 1595 roku, przeprowadzką do Łobzowa na czas przebudowy zamku.

W między czasie król sam lub z małżonką jeździł po kraju. Zawitał miedzy innymi do starej Jagiellonki. W czasie odwiedzin jesiennego dnia 9 września 1596 roku odeszła z ziemskiego padołu ciotka na rękach siostrzeńca. Ciało królowej zostało przewiezione do Krakowa. Uroczysty pogrzeb odbył się dnia 12 listopada 1596 roku. Uroczystościom przewodniczył królewski kaznodzieje, który z tej okazji napisał przemowę zatytułowaną: „Kazanie na pogrzebie królowej polskiej Anny , ostatniego potomka domu Jagiełłowego”, nazywając królową: wielką jałmużniczką, która dała piękny koniec i zamkniecie domowi Jagiellońskiemu. Pochowana została w kaplicy Zygmuntowskiej.

Krakowskie pamiątki, czy pozostałości po królowej są przede wszystkim skupione wokół zamku wawelskiego i krakowskiej katedry. Z jej inicjatywy w roku 1591 całość kopuły kaplicy zygmuntowskiej pokryto złotą łuską. Wcześniejszy projekt Berrecciego przewidywał pokrycie kopuły na zmianę łuską miedzianą, srebrną i złotą. Inicjatywa Anny dała Krakowi dodatkowy symbol złotego wieku ostatnich Jagiellonów. Tradycja mów, iż na ten cel królowa ofiarowała worek złotych dukatów.

Z jej inicjatywy dokonano przebudowy, w stylu manieryzmu, gotyckiej kaplicy mariackiej na mauzoleum grobowe dla Stefana Batorego. Anna podpisała umowę z architektem włoskim Santi Guccim w dniu 5 maja 1594 roku, który zobowiązał się odnowić kaplicę i odkuć nagrobek dla zmarłego małżonka. Prace były ukończone latem następnego roku. Kaplica przetrwała do polowy XVII wieku, kiedy to przebudowano ją w duchu baroku. Zachował się jednak królewski nagrobek wykonany z czerwonego marmury węgierskiego, piaskowca i alabastru. Król leżący w pozie sansovinowskiej z insygniami władzy jest adorowany przez personifikacje swych cnót: męstwa i roztropności. Naprzeciw nagrobka Santi Gucci ustawił analogicznie zdobione stalle, z których przedpiersia przeniósł z kaplicy zygmuntowskiej. Po cóż było to przeniesienie? Ano, z inicjatywy królowej umieścił tam jej płytę nagrobną, podobnie jak i wykonał na jej zlecenie pomnik nagrobny jej brata, ostatniego Jagiellona- Zygmunta Augusta.

W Sali poselskiej zawieszony jest portret królowej w stroju wdowim, autorstwa Marcina Kobera, podchodzącego z Magdeburga nadwornego portrecisty królów polskich. Obraz uznany za jeden z najlepszych portretów kobiecych doby renesansu, pochodzi sprzed 1595 roku. Po śmierci królowej był przewieziony do Wiednia jako dar dla Habsburgów. W XVII wieku obraz był ucięty z trzech stron więc prawdopodobnie przedstawiał pełną postać królowej, która jest ukazana jako starsza, poważna matrona w czarnej szubie i białym rańtuchu na głowie oraz podwiką na szyi.

Ponad norynberdzką kratą wejściową do kaplicy zygmuntowskiej wisi inne dzieło tego samego autora: „Anna Jagiellonka w stroju koronacyjnym”. Królowa ukazana w majestacie z insygniami władzy, w białej sukni przetykanej złotymi nićmi i perłami. Dzieło pochodzi z około 1576 roku. Samo Jabłko królowej jednakże grobowe, wraz z medalionem można zobaczyć w Muzeum Archikatedralnym na Wawelu.

W wawelskich pokojach prywatnych można ujrzeć miniaturę wykonaną przez warsztat Łukasza Kranacha Młodszego przedstawiający Annę w stroju włoskim.

Wiele pamiątek po królowej zaginęło. Tak się stało miedzy innymi ze złotym łańcuchem, skrywanym od 1800 roku w królewskiej szkatule stworzonej jako symbol narodowy przez Izabellę Czartoryską.