Anetka- tyran salonów


Słów kilka o hrabinie Annie Mariannie Ewie Apolonii z Tyszkiewiczów Potockiej secundo voto Dunin- Wąsowiczowej.

hrabina

Spójrzmy na pewien rys genealogiczny i powiązania wielkich rodów Rzeczypospolitej w XVIII wieku. W dniu 14 września 1720 roku Stanisław Poniatowski herbu Ciołek, podstoli wielki litewski, podskarbi wielki litewski, regimentarz koronny, generał wojsk koronnych, wojewoda mazowiecki i kasztelan krakowski pojął za żonę księżnę Konstancję Czartoryską. W czasie pożycia małżeńskiego tej pary narodziło się kilkoro dzieci. Wszystkie ambitne i zdolne. Jedno z nich, a dokładnie Stanisław Poniatowski w 1764 roku zostanie ostatnim królem Polski, inne z dzieci, Andrzej- późniejszy ojciec polskiego generała księcia Józefa Poniatowskiego, Kazimierz- książę nadany, podkomorzy wielki koronny oraz córka Izabella Poniatowska. Ta ostatnia wieku lat osiemnastu poślubi Jana Klemensa Branickiego, pana w Białymstoku, pretendenta do tronu polskiego w czasie ostatniej elekcji, ale ustępującego na rzecz szwagra Stanisława, bohatera konfederacji barskiej. Mimo, iż interesuje nas inna para, ci dwoje okażą się ważkimi osobami w naszej opowieści.

Brat króla- Kazimierz Poniatowski poślubił stolnikównę- Apolonię Ustrzycką. Na świat, w dniu 2 marca 1759 roku, przychodzi ich córka księżna Konstancja Poniatowska, którą w wieku 16 lat, 4 kwietnia 1775 roku rodzice wydają za mąż za Ludwika Skumina Tyszkiewicza, posła, hetmana polnego litewskiego, marszałka wielkiego litewskiego, pisarza wielkiego litewskiego, podskarbiego wielkiego koronnego. Po dwóch latach małżeństwa tych dwojga możnych, w dniu 26 marca 1779 roku przychodzi na świat ich jedyna córka, której nadaje się aż cztery imiona, dziedziczone po babkach i ciotkach ze znamienitych polskich rodów, a w wyniku koligacji rodzinnych i małżeńskich będzie znana jako hrabina Anna Marianna Ewa Apolonia z Tyszkiewiczów Potocka secundo bono Dunin- Wąsowiczowa. Mimo tych zawiłości Anna była córką bratanicy króla, a sam król był jej stryjecznym dziadkiem, parantele więc na gruncie polskim wyśmienite.

Kiedy dokonano drugiego rozbioru Polski w styczniu 1793 roku polski, w obliczu kryzysu bankowego i własnego zadłużenia na kwotę ponad 30 milionów złotych, król został zmuszony do wyjazdu do Grodna, a nie było szczęśliwe miasto dla naszych monarchów; żywota swego dokonali tam i Kazimierz Jagiellończyk i Stefan Batory. Matka wraz z Anną pospieszyła za królem. Mieszkała tam w niewielkim pokoiku ze swoją guwernantką, pod strażą rosyjską patrząc co dzień na orszak królewskiego więźnia złożony z rosyjskich gwardzistów. Jak sama potem napisze żyła tam w ciągłym przerażeniu i strachu, matka musiała ją zmuszać do przestąpienia progu własnego pokoiku. Kiedy „królik polski” jak zwano Poniatowskiego na dworze carycy Katarzyny został zmuszony do powrotu do Warszawy, po tym jak imperatorowa nie przyjęła jego abdykacji, obie damy wróciły do Białegostoku. Do pałacu ukochanej siostry króla, pani krakowskiej, Izabelli z Poniatowskich Branickiej. Wdowa po Branickim, była osobą skromną i prostą w upodobaniach, ale szlachetną i wielką w czynach, z ograniczenia ze zbędnego zbytku czerpała środki na działalność charytatywną. Anna, w swoich pamiętnikach określi ciotkę jako: „stanowiącą jako żywo zaprzeczenie powszechnego mniemania, iż człowiek nie może być doskonałością. Pobożna bez bigoterii, dobra bez słabości, dumna i łagodna, stanowcza ale wrażliwa, dobroczynna bez ostentacji.”

Pałac białostocki wybudowany według projektów Tylmana von Gammeren w owym czasie świecił swą wspaniałością. Młodocianej hrabinie przyszło żyć i mieszkać w rezydencji niemalże królewskiej. Białystok wówczas był urządzony z rzadką wspaniałością. Niebagatelnym kosztem sprowadzani z Francji tapicerzy zwozili meble, tapicerie, czy boazerie godne dworów europejskich. Rozmiary salonów i poprzedzających je przedsionków wspierane przez kolumnady przechodziły ponoć wszelkie wyobrażenie. Niezliczone apartamenty urządzone w iście wyszukany sposób, ogrody z drzewami pomarańczowymi, parki, przepych różnorodnych cieplarni stwarzały z Białostockiego zamku rezydencję monarszą. O świetności tego dworu świadczy utrzymywania na nim jeszcze za życia Pana Krakowskiego, dwóch trup aktorskich: polskiej i francuskiej, baletu oraz teatru, którego widownia mieściła 400 widzów. Braniccy przyjmowali wyśmienite postaci z kraju i Europy, przez kilka dni wizytował u nich nawet późniejszy car Paweł I, kiedy to odbywał po Europie podróż incognito jako hrabia du Nord. Anna niemalże każde lato spędzało u wujostwa, tam też zadecydowano o jej zamążpójściu z hrabią Aleksandrem Potockim.

Każde lato dzieciństwa Anna spędzała na wsi jak określała białostockie posiadłości, natomiast zimy w Stolicy, w pałacu ciotki Konstancji przy Krakowskim Przedmieściu 393a (numeracja obecna).

Dnia 24 marca 1794 roku na rynku w Krakowie Tadeusz Kościuszko złożył przysięgę narodowi i tym samym rozpoczęło się powstanie narodowe. Anna zimę tegoż roku spędziła jako ostatnią w warszawskiej rezydencji Branickich. Walki rozprzestrzeniały się po resztkach Polski. 18 kwietnia pod wodzą Jana Kilińskiego, który zebrał stołeczne pospólstwo, wybucha insurekcja warszawska. Piętnastoletnia Anna tak wspominała ten dzień:

„ 18 kwietnia obudził nas huk armat i gęsta strzelanina. Ojca mego nie było, a służba natychmiast chwyciła za broń, nie troszcząc się o to, co się z nami stanie; trzeba było zatem zebrać radę niewieścią, która postanowiła, że najbezpieczniej będzie ukryć się w piwnicach. Spędziłyśmy tam cały ranek, nie mając pojęcia co się dzieje. Dopiero około piętnastej strzelanina w naszej dzielnicy ustała, a król polecił abyśmy starały się dotrzeć do zamku, gdzie mieszkał, sądził bowiem, ze będziemy tam bezpieczniejsze. Nie znalazłyśmy ani stangretów ani lokai, a zresztą powozem trudno by było przebyć ulice zawalone trupami.”

Kolejnych kilka miesięcy Anna wraz z matką i ciotką mieszka u króla na warszawskim zamku, gdzie każdego ranka i wieczoru służąca zachęcała ją do modlitwy o błogosławieństwo wojsk polskich i pomyślny wynik zmagań. Jako młoda dzierlatka nie mająca świadomości politycznej i nie rozumiejąca ówczesnych wydarzeń nie wiedziała czemu trzeba się gniewać i źle życzyć rosyjskim żołnierzom, tak przystojnym, w kapeluszach zdobionych piórami. Ale nadszedł pamiętny dzień 4 listopada. Kościuszko był już w niewoli, losy powstania były raczej przesądzone. Generał carski Aleksander Suworow toczy walkę o Warszawę. Jądro wydarzeń ma miejsca w podwarszawskiej Pradze. Suworow spacyfikował stołeczne przedmieścia w ciągu jednej nocy. Wszędzie wśród dymów i płomieni trawiących drewniane domostwa słychać było wrzaski i krzyki zabijanych kobiet, dzieci i mężczyzn. Anna była naocznym świadkiem masowego wymordowania, w ciągu kilku godzin, 20 tysięcy Polaków, w znacznej mierze cywilów. Mimo, iż rezydujący w Warszawie ówczesny ambasador brytyjski określił to co się wydarzyło jako ohydne i niepotrzebne barbarzyństwo, mimo protestów opinii międzynarodowej, mimo angielskich karykatur przedstawiających rosyjskich żołdaków składających przed carycą kosze wypełnione polskimi głowami, to Katarzyna uczyniła swego generała feldmarszałkiem, a jakby było mało ustanowiła odznaczenie: Krzyż za zdobycie Pragi. Imię Suworowa ścigało przekleństwo, a żołnierz carski na młodej panienki nie był już przystojnym wojakiem w strojnym kapeluszu hycającym paradnie na koniu.

Rewolucje ogarnęły ziemie Rzeczypospolitej i Francji. Oba kraje w wyniku wypadków historycznych spotkały się z falą emigracji. Można by rzec, ze obie: Polska z Francją wymieniały się swoimi obywatelami. Emigracja za imigrację. Rodzina Branickich po trzecim rozbiorze przeniosła się ostatecznie do Białegostoku, pozostawiając za sobą warszawskie zimy. Izabella, łącząc się solidarnie z pogrążoną walkami Francją, przyjęła w gościnę tamtejszym imigrantów, rojalistów w postaci rodziny państwa Bassompierre. Owi przybysze okazali się być bardzo wygodni, częstokroć marudzący, zrzędliwi, niezadowoleni o zbyt wysokich wymaganiach i jeszcze większej własnej ocenie, wszystko to mimo otrzymania od pani krakowskiej uposażenia w postaci dość znacznej pensji i okazałego domu z ogrodem, z własnymi stajnią i wozownia. Ciągle porównywali siebie do gospodarzy, stawiając na własną przewagę, rzecz jasna, wspominali dawne życie dworskie, utracone zamki i pałace stojące nad Loarą, parantele ze słynnym marszałkiem Francois de Bassompierre, żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku, swe pokrewieństwa z wydalonymi z tego świata lub kraju królami Burbonami. Czemu napomykam o tej nieszczęsnej dla Branickich rodzinie? Otóż już wyjaśniam jaki związek będzie to miało z życiem bohaterki, z pewnym incydentem.

Jak powszechnie wiadomo pierwszą ofiarą rewolucji w Paryżu wybuchłej w 1789 roku był król Ludwik XVI wraz z małżonką. We Francji, inaczej niż w Polsce, obowiązywała zasada, że korona jest niedysponowalna, co oznaczało, że po śmierci króla automatycznie jest kolejny, bez żadnych elekcji, zgód senackich, czy wyborów. Słynne francuskie: umarł król, niech żyje król. Po ścięciu ojca królem w myśl prawa stał się nieletni Ludwik Karol jako Ludwik XVII. Jednak nieszczęśnik ten zmarł w tajemniczych okolicznościach w 1795 roku, mając zaledwie 10 lat. W związku z tym, iż chłopiec był nieletni, regentem w sposób samozwańczy obwołał się jego kuzyn z młodszej linii Burbonów Ludwik Stanisław Ksawery, a po śmierci kuzyna obwołał się królem jako Ludwik XVIII. Tenże król francuski z obawy o siebie w rodzimym kraju, przebywać nie mógł, inne kraje, z obawy przed rozprzestrzenieniem się rewolucji, przebywać mu u siebie nie pozwalały. Dopiero car Paweł I, udzielił, mu, choć na krótko, azylu w Mitawie. Król francuski jadąc po całej Europie z Werony, przez Brunszwik pod pseudonimem hrabiego de Lilie, wraz ze swym przyjacielem hrabią D’Artois (późniejszym królem Karolem X) zawitał do Białegostoku i był goszczony przez księżnę Branicką. Być może wiedział, że Białystok skory ku Francuzom i im życzliwy, biorąc pod uwagę azylantów tam goszczących. Pechową się okazała wizyta królewska dla rezydujących tam Bassompierre’ów, wyszło na jaw, że żadne mają oni koligacje królewskie, a zamki nad którymi tak rozpaczali, były tylko wspomnieniem upadłej rodziny. Jednak wydarzyło się tutaj coś, co mogło odmienić losy naszej Anetki. Otóż brabia D’Artois zaproponował jej matce małżeństwo córki ze swoim młodszym synem. Biorąc pod uwagę, iż hrabia odznaczy się później w historii jako król Karol X, to nasza młoda panna byłaby dziedziczką po Burbonach. Programowi takiemu sprzeciwił się ojciec, który wolał dla córki polskiego szlachcica, niż niepewnego francuskiego księcia.

Francuskie zabiegi o rączkę młodziutkiej panienki spaliły więc na panewce. Anna była jedynaczką, wywodziła się z wielkich rodów, starannie wykształcona i obyta, pewna siebie, a ponadto jako dziedziczka dwóch wielkich fortun stawała się partią z najwyższej półki. Przed konkurami w jakie próbowali stawać francuzi, próbowano jako czternastolatkę swatać ją z księciem Stanisławem Poniatowskim, bratem jej matki, a jej własnym wujem. Los chciał inaczej, ona została tu, on po rozbiorach, mając ponad pięćdziesiątkę osiadł na stałe we Włoszech. Anetka była panną dość egzaltowaną, śmiała młodą kobietą, jak sama stwierdziła, lektury jakie przyswajała w młodości, spowodowały zamiłowanie do mężczyzn takich, jakich poznaje się na kartach ksiąg historycznych i przygodowych; nieposkromionych mężów stanu, przy których nie mogłaby się nudzić. Czekała na kawalera pokroju Karola Grandisona wyczarowanego przez Samuela Richardsona na kartach „Historia sir Karola Grandisona. Zjawiały się partię mniej lub bardziej nudne, zbyt mało wyśmienite, zawsze z jakimś „ale”.

W końcu pojawił się odpowiedni kandydat. Obie strony, w postaci rodziców, uzgodnili wszelkie warunki listownie.

Był wiosenny, kwietniowy wieczór. Jednak od wieków okres grypowy. Anna była przeziębiona i borykała się silnym katarem, to też nakazano jej pozostać w domu. Pod rezydencję białostocką zajechał elegancki powóz konny, dość energicznie i w zgrabny sposób wyskoczył z niego młody, dwudziestosiedmioletni hrabia Aleksander Stanisław Potocki.

Do Anetki przyprowadziła przyszłego małżonka- matka, wspierając się na jego ramieniu. Podano herbatę. Młodzi spoglądali na siebie ukradkiem. Panna było zarówno wzruszona, co i nieco przestraszona i może nawet speszona. On wracał z dalekiej podróży, opowiadał o Paryżu i Londynie i… co najważniejsze, samym wielkim Napoleonie, w którym Anetka widziała Aleksandra Macedońskiego, wielkiego wodza i żołnierza, który wzbudzał w niej niepomierny zachwyt. A dziwiło w niej to, że przyszły małżonek:

„wypowiadał się nader umiarkowanie, relacjonował bez zapału to, co widział, i wcale nie wydawał się olśniony taka sławą.”

Ona, wręcz przeciwnie.

Kim był przyszły małżonek Anny? Urodzony 15 maja 1778 roku w Wilanowie, jako syn Aleksandry Lubomirskiej i hrabiego Stanisława Kostki Potockiego. Dziedzic dóbr wilanowskich, szambelan cesarza Napoleona, kawaler maltański. Wysoko urodzony i dobrze wykształcony. Później będzie kawalerem orderu Orła Białego i Świętego Stanisława i obejmie wiele rządowych posad.

Ślub obojga odbył się w urodziny pana młodego, w dniu 15 maja 1805 roku w Wilnie. W Wilnie bowiem, w swym wiejskim majątku przebywał schorowany ojciec Anny. Ludwik Tyszkiewicz, wielki pisarz koronny, hetman polny litewski, podskarbi wielki litewski. Karierę i stanowiska zawdzięczał przede wszystkim spowinowaceniu z królem, którego był ulubieńcem. Podpisał akt drugiego rozbioru Polski, i uczestniczył jako poseł sejmu grodzieńskiego do Petersburga w przekazaniu dokumentu. Z uwagi jednak na jego opór, choć bierny, Katarzyna, na pewien czas, skonfiskowała jego dobra ziemskie, ale będąc pełną szacunku miała mu rzec:

„Jako kobieta współczuję nieszczęściom, chociaż surowe prawa polityki nie pozwalają mi, jako władczyni, im zapobiec.”

Przebywając w swych dobrach litewskich cierpiał na podagrę, która była już zaawansowanym stopniu rozwoju. Był uparty i nie dał się córce namówić na wyjazd do wód. Stał się ponury, popadał w stany melancholii, czy wręcz depresji, przestał składać wizyty, a dom opuszczał tylko w sytuacji ostatecznej konieczności. Jednak odwiedzano jego, cieszył się uznaniem i szacunkiem tamtejszych urzędników. Odwiedzał go gubernator wileński gen. Beningsen, który miał mu przekazać szczegóły udanego zamachu na despotycznego cara Pawła I.

Anna wyjeżdżała z mężem do Warszawy. Opuszczała ojca, z przekonaniem, że była to ich ostatnia wspólna wizyta, nie myliła się, ojciec zmarł w czerwcu 1808 roku. Opuszczała też matkę, którą spędzała do tej pory każdą chwilę, Konstancja jednak wolała pozostać w Białymstoku. Matka odegrała w życiu Anny bardzo znaczącą rolę, co tym bardziej potęgowało ból rozstania obu kobiet. To ona dbała o jej wykształcenie (Anna w wieku lat czternastu czytywała „Iliadę”), sama udzielając jej lekcji. Była jednak zupełnym przeciwieństwem niż jej córka. Poważna i chłodna z natury, obdarzona trzeźwym umysłem powielekroć zdradzała zamiłowanie do refleksji. Potępiała pustą wesołość, zbytek, zabawę, upodobanie do życia światowego i strojów. Anna była jej emocjonalną przeciwniczką. Wdzięczna za doskonałą edukację, musiała przed matką ukrywać wiele drobnostek związanych z reguły zabawą lub czymkolwiek co nie wiązało się ze spotkaniami z uczonymi lub wykwintną literaturą. Anna jako dorosła kobieta dojdzie do wnioski, że:

„wychowanie może co najwyżej złagodzić cechy wrodzone, ale nie zdoła ich zmienić.”

            Zupełnie inaczej rzecz się miała z teściem Anetki, a jeszcze inaczej z jej mężem. Zdawać by się mogło, iż Anna spotykając ludzi na swej drodze spotyka ekstrema od romantyków bo skrajnie nudnych pozytywistów (choć nie możemy mówić jeszcze o stricte pozytywizmie). Biorąc pod uwagę osobowości napotykane w swym życiu poruszała się po charakterologicznej sinusoidzie.

Stanisław Kostka Potocki, herbu Pilawa, to chyba jedna z najciekawszych osób epoki. Polski czołowy polityk doby odrodzenia, urodzony w Lublinie w 1755 roku, generał major artylerii koronnej, działacz oświatowy, członek wolnomularstwa oraz Stronnictwa patriotycznego, współtwórca pierwszej polskiej konstytucji, prezes Rady Stanu, prezes Rady Ministrów Księstwa Warszawskiego i prezes Senatu Królestwa Polskiego. Był specjalnym wysłannikiem do Watykanu mającym na celu przedstawienie papieżowi sprawy biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka- pierwszego polskiego zesłańca. Ożenił się z Aleksandrą Lubomirską, jedną z czterech córek wielkiej marszałkowej Elżbiety z Czartoryskich Lubomirskiej, która wniosła do jego majątku ogromny spadek, a w nim założony przez Jana III Sobieskiego- Wilanów, w którym przyjdzie zamieszkać Annie.

Anna była chyba bardziej zachwycona teściem niż własnym mężem, nie, rzecz jasna pod względem seksualnym, ale charakterologicznym i intelektualnym. Doceniała szczerze to, że on jak i jego brat Ignacy jako twórcy Konstytucja z dnia 3 maja, musieli swoje odpokutować w lochach jak nie Austrii, to Rosji, za swoje porywy dla pracy na rzecz wolności ojczyzny i jej reform. Anna pisała o braciach:

„Bardzo rzadko spotyka się dwóch braci, tak szczodrze uposażonych przez naturę; z jak najprzyjemniejszą powierzchownością łączyli oni wyższy umysł, wykształcenie i pamięć zadziwiającą, a jakkolwiek bywalcy salonów, wiedzieli wszystko i mieli czas na wszystko.”

Młoda hrabina doceniała teścia za wybitną znajomość sztuk pięknych, z jaką mogła się tylko spotkać tylko u osób tym kierunku kształconych. Pasjonowało ją to, ze po trudach pracy, wytchnienie znajdował doglądając prac artystów i pisarzy. Umiłowanie piękna zrodziło się w nim być może w wyniku wielu podróży do Włoch. Anna często patrząc na niego zdumiewała się ogromem jego wiedzy, była pod wielkim wrażeniem gdy ten wyśmienity latynista cytował z pamięci Wergiliusza, przekładając go płynnie na język mu ojczysty, z równą łatwością jakby rozprawiał o współczesnym nielotnym romansie. Przyjmował gości, prowadził bujne życie towarzyskie, w którym Anetka brała udział, początkowo jako słuchacz, układający w głowie swą wiedzę i łącząc z tym nowinki, a potem jako czynny uczestnik. To wszystko odbije się na późniejszym jej salonowym życiu. Hrabia Stanisław gładko rozmawiał o edukacji, oświacie, reformach gospodarczych, kabałach, planach publicznego zagospodarowania miejsc, kompozycji obrazu klasycystycznego, sprawach osobistych, czy nieco sprośnych publikacjach. Wszędzie i przy każdej okazji potrafił się odwołać do przykładów literackich, czy historycznych. Krasomówca, znawca, dusza salonów wolnomularskich. W swej rządzy poznawania świata napisz w 1815 roku 3tomowe dzieło „O sztuce u dawnych, czyli Winkelman polski” będący przeróbką głośnej pracy niemieckiego historyka sztuki. Jak można nie zachwycać kimś, o kim sam Mickiewicz napisze:

„Zdanie księdza Gdańskiego przytacza Franciszek Dmochowski, Franciszka Dmochowskiego przytacza Ludwik Osiński, wszystkich przytacza Stanisław Potocki, a wszyscy przytaczają Stanisława Potockiego.” (A. Mickiewicz, „O krytykach i recenzentach warszawskich”)

W małżeństwie Anna nie znalazła takiej intelektualnej dysputy ani intelektualnej namiętności ze strony męża, jaką zafundował jej teść. Mówiła o nim:

„przyjemnie mi mówić o moim teściu, którego bardzo kochałam i którym się bardzo chlubiłam. Zawdzięczam mu wszystko co wiem o architekturze; rozwijał we mnie z upodobaniem umiłowanie sztuki, które później osłodziło mi życie, a które matka moja pragnęła obudzić we mnie jako cenną i nie groźną pożywkę dla tak bujnej wyobraźni.”

Już na pierwszym spotkaniu z przyszłym małżonkiem Anna spostrzegła, że ich upodobania, zainteresowania, a zwłaszcza charaktery nie zdradzały nawet najmniejszego podobieństwa. Chociaż jak twierdziła pokochała męża szczerze, lecz jej uczucie nie miało nic wspólnego z namiętnością. Aleksander okazał się dla niej- romantyczki żądnej wrażeń, osobą zbyt spokojną, na wskroś nudną, bez polotu jakiego by oczekiwała.

Zaraz po ślubie państwo młodzi wyjechali do Warszawy, by ostatecznie osiąść w sławetnym Wilanowie, gdzie teściowa przygotowała im wykwintne apartamenty. Anna żyła w luksusie w królewskiej rezydencji. Jednak tak zwykły spokój nie dawał jej odpowiedniej satysfakcji, choć nie mogła stwierdzić, iż była nieszczęśliwa. Szukająca wrażeń i wielkiej namiętności wymyśliła sobie, że mąż powinien pokochać ją bez opamiętania. Pewnego letniego wieczora kiedy wraz z mężem przechadzała się alejkami wilanowskiego parku wśród konarów stuletnich dębów i jesionów rozpoczęła konwersację na temat słynnej Marysieńki i jej miłości z królem Janem, o namiętnościach i uniesieniach. Według relacji Aleksander reagował na jej wywody z pobłażliwością, jakby ironią, a spojrzawszy na zegarek, nakazał iść do domu. Annę rozwścieczył ten objaw zupełnego romantyzmu, chłód jaki powiał od męża doprowadził do łez i nie wróżył nic dobrego dla temperamentnej hrabiny. Anna postanowiła rozkochać w sobie męża. Ale jak rozkrzesać namiętność, w której pokłada się całą nadzieję, jakich sięgnąć środków. Pomyślała, że najlepiej będzie wzbudzić zazdrość, ale nie chcąc mieszać w tej występek osób trzecich wpadła na pomysł, który nam w XXI wieku wydałby się co najmniej infantylny. Szybko nauczyła się pisać innym charakterem i sama do siebie napisała romantyczny poemacik, który miał odnaleźć jej mąż. Plan się udał wyśmienicie… ale do połowy. Mąż synalek z odkrytym liścikiem pobiegł do mamy, a ta uporczywie się weń wpatrując w piśmie odkryła rękę Anny. Wszczęto dworskie śledztwo, które prowadziła teściowa, teść i sam małżonek. Motywy postępowania zrozumiał jedynie starszy pan, teściowa już na zawsze uznała swą synową do skłonną do intryg, zaś między młodymi wdał się jakiś chłód.

Wszelkie podejrzenia, w tym teściowej, która nie umiała odróżnić, może dlatego, iż jak jej rodzeństwo nie doświadczyła matczynej miłości od wielkiej pani marszałkowej, i rozczłonkować subtelnych odcieni życia, poruszając się tylko w granicach barw mocnych nieco ustąpiły gdy okazało się, latem 1805 roku, iż Anna jest przy nadziei. W pierwszym trymestrze swego stanu Anna czuła się słabą do tego stopnia, iż odwołano obowiązkowe wizyty u krewnych mające na celu przedstawienie młodej pani na Wilanowie. Wizyty rodzinne odbyły się jednak, choć z pewnym opóźnieniem. Zgodnie w obyczajem nie były to chwilowe odwiedziny jakbyśmy to czynili pośpiesznie w obecnych czasach, a wręcz tygodniowe wakacje u każdego z kuzynostwa. Kiedy już Anna była w stanie znieść trudy podróży powozem udano się na dwutygodniowy wypoczynek do baki Aleksandra, księżnej marszałkowej Elżbiety z Czartoryskich Lubomirskiej zamieszkującej swój rodowy pałac w Łańcucie.

Księżna Lubomirska, wdowa po wcześnie zmarłym marszałku wielkim koronnym Stanisławie Lubomirskim, podobnie jak jej babki uchodziła za despotkę trzęsącą całą rodziną, której się, niemalże każdy członek, bał. W latach młodzieńczych jej miłość do kuzyna Stanisława Augusta Poniatowskiego kazała go bezkrytycznie popierać, jednak owa namiętność przerodziła się wkrótce w nienawiść do króla. Księżna chciała go zdetronizować w oczach opinii społecznej wykorzystując osobę Marii Anny Dogrumowej. Ta, w latach osiemdziesiątych XVIII wieku usiłowała przestrzec króla o zamachu na jego życie ze strony księcia Adama Czartoryskiego, a tego drugiego o szykowanym przez króla zamachu na niego. Kiedy spisek i intryga wyszły na jaw to Elżbieta ponosząc klęskę usunęła się całkowicie z życia publicznego i zamieszkała w Paryżu. Jednak tam, wybuch rewolucji kazał jej wrócić do kraju. Jako jedna z wielkich możnych była w posiadaniu Wilanowa i Łańcuta, który przebudowała w stylu rokokowym. Okresy letnie spędzała w ukochanym łańcuckim zamku, a zimy na wiedeńskim dworze. Nie darzyła zbyt wielką miłością swych czterech córek, w tym teściowej Anny, a zawsze pragnąc syna swe macierzyńskie uczucia przelała na dalszego kuzyna. Być może ta właśnie oschłość i chłód domu rodzinnego jaki wyniosła z domu Aleksandra nie pozwalał jej na utrzymanie ciepłych stosunków z Anną. Księżna była zagorzałą przeciwniczką Napoleona, ciągle ubolewając nad utrata tronu przez Burbonów, zatrzymała się we wcześniejszej epoce, nadal dawnym zwyczajem pudrując swe obwite fryzury. Z uwagi na dwa różne światy oraz oschłość Elżbieta z Anna nie znalazły wspólnego języka.

Po opuszczeniu Łańcuta, korowód rodzinny wybrał się do Puław, do jednej z najgłośniejszych rezydencji na ziemiach polskich już od końca XVIII wieku, należących do dziadka ciotecznego Aleksandra, brata księżnej Lubomirskiej- księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Posiadłość była zupełnym przeciwieństwem całego zbytku i luksusu jaki Anna mogła podziwiać w Łańcucie. Nie można było tam szukać wytworności, a raczej ducha dawnych przodków, dawnej ojczyzny i dawnej familiarności jakiego właściciele wskrzeszali przez zachowywanie tradycji, obyczajów i gromadzenie pamiątek po przodkach o szczególnym narodowym charakterze. Od pierwszej chwili pobytu w Puławach można było czuć się swobodnie, tak tez poczuła się Anna, mimo, iż była tam po raz pierwszy. Starczego pana, który już przekroczył siedemdziesiątkę nazywano księciem generałem, tak było w Polsce ze wszystkimi możnymi. Przeciwieństwie do Anglii, czy Niemiec nie wykształciła się w Rzeczypospolitej reguła nadająca tytuły, które by stopniowały ten stan społeczny, nie było u nas burgrabiów, margrabiów czy innych, u nas wszyscy jako panowie szlachta byli równi wobec siebie i prawa więc stopniować ich? Jakże tak? U nas tytułowano się w zależności od piastowanego stanowiska, a książęcymi tytułowały się jedynie rody pochodzące z Wielkiego Księstwa. Książę generał był dowcipny, inteligentny, znał wszelkie literatury, władał językami i był wyśmienitym orientalistą, jednak będąc skorym do uczynności, żartów i prostolinijny nikomu nie dał odczuć swej wyższości. Uwielbiany był w całym kraju, mimo iż młodość stracił na nieważkie przyjemności jakimi żyło się za czasów Sasów i nie zadbał dostatecznie o własną sławę, kształcił swoim kosztem wiele ubogiej szlachty, interesował się zdolnościami protegowanych. Na takie cele nie szczędził środków, choć przyniosły mu one nieco długów, które spłacali jego synowie. Ożeniony był z Izabellą z Flemingów, miłośniczką polskiej kultury i historii, obdarzoną wielkimi zdolnościami i rozległymi zdolnościami. Która po bardzo burzliwej i obfitującej w romanse młodości, stała się główną gospodynią Puław, twórczynią pierwszego polskiego muzeum, kolekcjonerką polskich pamiątek narodowych. To ona zabiegała u ostatniego wawelskiego kustosza, Tadeusz Czackiego o pozyskanie głów wawelskich, insygniów z grobów królewskich i wielu innych pamiątek, w tym trzewików koronacyjnych Zygmunta Augusta. Przeszłość Izabeli, czy jej moralność, o której było głosno pozostawiała do życzenia. Miała romans z rosyjskim posłem Repninem, według powszechnej opinii ojcem obu jej synów, romans, opisany w pośmiertnie wydanym, skandalizującym pamiętniku z autorem Armandem Luis de Lauzum księciem de Biron, z którym miała jedno ze swoich dzieci i z kuzynem Antosiem jak nazywała Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ponoć tylko jedno spośród jej siedmiorga dzieci pochodziło iście z małżeńskiego łoża. Mimo to wniosła ona wielki wkład w zachowanie tożsamości narodowej w pierwszym okresie rozbiorów.

Anna przebywając w Puławach, mająca styczność z ciotecznymi dziadkami obserwowała wiele, sztukę, malarstwo, umiłowanie do ojczyzny, zasady zakładania ogrodów.

„Budowle ogrodowe nie wnoszą dysonansu w piękno parku. Są one niezmiernie interesujące. Najważniejsza z nich poświęcona jest pamiątkom narodowym: jest to kopia świątyni sybilli, którą podziwialiśmy w Tivolii.” – napisze Anna w swym pamiętniku po licznych spacerach puławskimi alejkami. Zachwycała się puławskimi zbiorami pamiątek patriotycznych: insygniami królewskimi, królewską biżuterią Zygmunta Augusta i królowej Bony. W drugim budynku zwanym Domkiem gotyckim napawał sie widokiem głów wawelskich z królewskiego zamku zamienionego w koszary, stołem przy którym pisał Wolter, drewnianym krzesłem Szekspira listami wszystkich królów francuskich i autoportretem mistrza Rafaela (zrabowanym w czasie II wojny światowej przez nazistów i nigdy nie odnalezionym). Kontemplowała sztukę. Uczyła się jej od mistrzów na ich przykładach i od swych znakomitych pobratymców: teścia i ciotecznych: babki i dziadka. Wrodzona klasa, wrażliwość i uzdolnienia uszlachetniały i nabrały pikanterii. Była zachwycona podróżami i powieściami tych dwója, zwłaszcza o najznamienitszych tego świata: królu Fryderyku, cesarzu Józefie II i całej maskaradzie książąt, księżniczek czy dam dworów.

Nie ma co się dziwić, że żądna wiedzy i poznania Anna niechętnie opuszczała Puławy i wracała do Wilanowa, gdzie autorytetem był jedynie teść. Ale nie spodziewała się, że wracając tam pozna kogoś, kto ma olbrzymi wpływ na losy nieistniejącej ojczyzny. Pewnego jesiennego popołudnia, gdy wszyscy spokojnie pili herbatę, grzejąc się ciepłem od kominka, do Aleksandra przyszedł list. Po otwarciu jego, okazało się, iż na wizytę i nocleg wprasza się do Wilanowa car Aleksander I. Kilka miesięcy po ślubie małżeństwo młode nie było dość uposażone ani samodzielne by przyjąć imperatora Wszechrusi i być może przyszłego króla Polski, gdyż krążyły już w towarzystwie plotki o jego koronacji. Cesarz przybył popołudniem około czwartej godziny. Aleksander doszedł do władzy po przewrocie pałacowym i zamordowaniu jego ojca, w którym to czynie prawdopodobnie brał udział. Początkowo skupiał się na sprawach rosyjskich, ale wobec ekspansji wojskowej i terytorialnej Napoleona i jego koronacji na cesarza Francji w 1804 roku, car przystąpił do koalicji antyfrancuskiej. W obawie przed wiszącym najazdem Francuza na nowe zdobycze rosyjskie, zaczął odwiedzać swe ziemie. Był władcą w ciągłej drodze, jak opisze go opiszę w epitafium Puszkin. Biorąc pod uwagę, iż białostocczyzna do 1807 roku, podobnie jak Warszawa były pod władaniem Prus, zawitał do najszacowniejszej rodziny, niedaleko niegdyś stołecznej Warszawy- do Wilanowa, do Potockich.

Cara, jako bądź, co bądź, głowę Państwa należało przyjąć stosownie. Imperator przyjechał o czwartej popołudniu. Był młody i piękny, pięknej też budowy, jednakże wyglądał bardziej elegancko niż dostojnie i godnie. W zachowaniu jego brakło swobody, ale to niezaprzeczalna i stała cecha wszystkich panujących. Aleksandrowi towarzyszył syn księcia generała, książę Adam Czartoryski, dżentelmen o wielkich aspiracjach politycznych, który doszedł do stanowiska ministra spraw zagranicznych i przez całe życie był wierny koncepcji odbudowy Rzeczypospolitej w oparciu o Rosję.

Carowi przygotowano dwa apartamenty do wyboru. Wybrał ten skromniejszy, do tego przy zastawnej kolacji położono mu oddzielne nakrycie, co mu nie odpowiadało i przysunął się do gości. Aleksander miał wadę słuchu, więc mówił dość cicho. Rozmówcy Mie śmieli nawet się dopytywać, czy prosić o powtórzenie wypowiedzi, więc częstokroć się zdarzało, iż przytakiwali mu w ciemno. Car w Wilanowie zabawił do następnego dnia. Ujęty królewskim przyjęciem jego osoby pytał czym mógłby się odwdzięczyć, na co Anna zareagował, co następuje:

„Miałam nieprzepartą chęć, widząc go w tak dobrym usposobieniu, poprosić o Polskę. Ale jedno spojrzenie mojego męża, który mnie przejrzał, powściągnęło to patriotyczne uniesienie i zmusiło mnie do powrotu w granice przepisane zwyczajem i etykietą. Trzeba było poprzestać na prośbie, żeby Aleksander zechciał wpisać się do wielkiej księgi wilanowskiej.”

Niebawem obok wpisu cara, pojawi się w tej księdze pamiątkowej wpis jego konkurenta cesarza- Napoleona Bonaparte.

Zima tego roku była w miarę łagodna i przebiegała spokojnie. Anna będąca przy nadziei nie musiała stawiać czoła żadnym wyzwaniom, ważnym wydarzeniom, ani niepokojom związanym z poznawaniem wybitnych osobowości. Jako młode małżeństwo, mieszkające u rodziców posiadali własne apartamenty i własne gospodarstwo. Podjęli decyzję, iż w czasie gdy teściowa nie spędza dni w samotności, będą przyjmować wizyty własnych gości, których wiek nie przekraczał trzydziestki. Jednak to spowodowało, iż teściowa Potocka poczuła się urażona i mocno dotknięta, uznała to jako odcięcie się od jej osoby, co spowodowało kolejne oziębienie stosunków z Anną.

Nadeszła wiosna, dzień 17 marca 1806 roku, Anna doznała najstraszniejszych cierpień. Przez dwadzieścia osiem godzin rodziła swojego pierworodnego. Na wiecie pojawił się August Potocki, spadkobierca dwóch rodów i wielkich majątków. Chrzciny obchodzone były z całą okazałością zastrzeżonych dla pierworodnych z wielkich rodów. Ojcami chrzestnymi zostali książę Józef Poniatowski oraz marszałek Potocki, matkami zaś: hrabiny Zamoyska i Tyszkiewiczowa. Książę Józef, jako swemu synowi chrzestnemu podarował, odziedziczoną w spadku po ostatnim królu miecz Zygmunta I Jagiellona, ponoć służącą według relacji Anny do koronacji królewskich. Poniatowski żywił wielką nadzieję, iż ta pamiątka narodowa nigdy nie wyjdzie z posiadania rodziny.

Po narodzeniu syna Anna zapragnęła samodzielności. Mimo, że dobrze było mieszkać w Wilanowie, pałacu pełnym luksusów, doszła do wniosku, że lepiej byłoby u siebie. Przenieśli się do należącej do dóbr wilanowskich Bażanciarni. Mieścił się tam niewielki pałacyk wybudowany jeszcze przez księżnę marszałkową, w którym zamieszkali. Anetka, młoda matka wcieliła w życie nauki jakie w nią wpajano przez matkę, teścia i księżnę Izabelę Czartoryską. Nie będąc kształconym zawodowo architektem, w myśl obecnej edukacji, ozdobiła pałac, założyła klasycystyczny park angielski, zapewne według wskazówek księżnej z Puław, zawartych w wydanym przez nią poradniku. Posiadłość ta w późniejszym czasie zmieni nazwę na Natolin, od imienia ukochanej córki hrabiego Aleksandra- Natalii. Jak żyła Anna? Takim życiem, jakie każdemu, kto ma pasje we współczesnym świecie mogłoby się tylko zamarzyć. Wspomina ten okres jako:

„Szczęśliwe czasy, gdy jedyną przyczyną bezsenności był nadmiar pomysłów kłębiących się w wyobraźni. Ileż to razy śniłam z otwartymi oczyma! Z jakąż niecierpliwością czekałam ranka, aby przelać na papier pomysły zrodzone w nocnej ciszy.”

Pierwszy rok pobytu w Natalinie, upłynął Annie na snuciu planów i projektów i ich wcielaniu w życie. Jesienią, w dniu 14 października 1806 roku Napoleon w wyniku dwóch bitew (pod Jeną i pod Auersted) zajął niemalże całe Prusy. Nikt nie wątpił w gwiazdę wielkiego wodza, z chwilą unicestwienia Prus, wszyscy myśleli już o wskrzeszeniu Polski. Pruski komendant miasta Warszawy znalazł się w opałach, jednak potrafił przed mieszkańcami ukryć fakt klęski Niemców do tego stopnia, że o fakcie, iż wojska Napoleona zajęły Berlin Warszawiacy dowiedzieli się w dniu gdy Francuzi już weszli do Poznania. Komendant zbiegł z dawnej polskiej stolicy czyniąc księcia Józefa Poniatowskiego naczelnikiem gwardii narodowej. Gwardia tak naprawdę nie istniała, książę uzbroił setkę indywiduów w kosy, spisy i okute kije. W dniu 27 listopada armia francuska wkroczyła do Warszawy. Radości nie było końca. Zastawiano stoły na ulicach i placach. Wznoszono toasty za przyszłą niepodległość, za dzielną armię, za wielkiego wodza. Ściskano się i bratano, przepijano jeden do drugiego, czasem nawet zbyt dużo. Władzę nie miały problemu z kwaterami dla nowoprzybyłych, mieszkańcy sami oddawali im swe domostwa niczym wyzwolicielom, kłócili się o nich i wyrywali wzajemnie. Podaż darmowego kwaterunku przewyższała popyt.

Dnia następnego przybył książę Murat, wówczas wielki książę Bergu. Postać to była niezwykle ciekawa. Syn prowincjonalnego oberżysty, wyrzucony z seminarium za niesubordynację, rozpoczął karierę wojskową jeszcze za czasów króla Ludwika XVI. Jego kariera tempa za czasów Napoleona, dzięki zwycięskim bitwom stanie się niebawem Królem Neapolu i marszałkiem Francji. Mimo iż nie był wybitnym strategiem wojskowym to dzięki małżeństwu z siostrą cesarza stał się jego protegowanym. Kiedy przybył do Warszawy, w domu Potockich wybuchła niemała towarzysko-rodzinna afera. Pojawił się niejaki Ludwik Potocki, osobliwość mało znana, a żadna z gałęzi Potockich nie przyznawała się pokrewieństwa krwi. Zaproponował Muratowi pobyt w „swym pałacu”, jak określił pałac Potockich, należący do teścia Anetki, jednej z najwytworniejszych rezydencji warszawskich, gdzie obecnie mieści się siedziba Ministerstwa Kultury i dziedzictwa narodowego. Kiedy intryga wyszła na jaw i okazało się, że niejaki Ludwik nie jest żadnym magnatem, możnym ani nikim istotnym zniknął bez śladu, a książę Murat pozostał w pałacu, zajmując apartamenty Anetki. Nadszedł czas kiedy to w życiu Anny zacznie przewijać się wiele znakomitości i to już spoza ojczystego kraju. Adiutantem księcia Murat był przyjaciel Aleksandra- Karol de Flahaut de la Billandiere, domniemany syn Talleyranda, późniejszy baron cesarstwa, znany ze swej rycerskości, wielkiego uwodzicielstwa i nieprzeciętnej urody. Karol miał wówczas 21 lat, jego twarz była nadzwyczaj piękna, choć nie było to piękno klasyczne, owa uroda była odzwierciedleniem duszy. Jego wzrok przyćmiony był melancholią, smutek ukryty w oczach wzbudzał dodatkowe zainteresowanie. Maniery miał nienaganne, jego wypowiedzi nacechowane były błyskotliwością, a poglądy niezależnością. Z zamiłowaniem opowiadał o napoleońskich bitwach, zajmując swymi opowieściami wszystkich wokoło. Pierwsze spotkanie z Karolem, Anna wspomina:

„Kobiety rozsądne unikają pożeraczy serc lub przynajmniej odnoszą się do nich z nieufnością. Mniej rozsądne, a zadufane w swoich zasadach, znajdują, przeciwnie, szczególną przyjemność w stawianiu czoła takim mężczyznom. Biorą one na siebie role mścicielek i przybierają postawę bojową. Przyznam bez wykrętów, że należałam do liczby tych ostatnich, byłam więc bardzo zła, gdy zaskoczono mnie nagle, tak że nie mogłam zadbać o swoją toaletę. Spuściłam głowę, z mocnym postanowieniem, aby nie dać się dostrzec i sama nie patrzeć.”

Zima 1807 roku była bardzo uciążliwa, zwłaszcza dla kobiety spodziewającej się dziecka. Anna mimo swego stano pełniła honory pani domu podczas licznych prezentacji i wizyt francuskiego dostojeństwa w osobach: baronów, hrabiów i książąt.

Tym czasem książę Murat nabierał skłonności właściwych już dla panujących, nie rozmawiał, nie słuchał, a tylko mówił i wygłaszał, pochlebiając sobie przy tym. Wieczorami ze swym pięknym adiutantem, badał mapę Polski i położenie wojsk rosyjskich. Nie wiadomym było, czy Napoleon dawał jakieś obietnice szwagrowi, jednak książę ciągle porównywał się do Sobieskiego, wspominając wielkie czyny króla, i tajemnicą Poliszynela było iż oczekiwał na polską koronę po wyzwoleniu kraju. Tym czasem syn Anny zachorował, przebywał z niańką w oddzielnym skrzydle pałacu by nie narażać matki, ta jednak codziennie otrzymywała wieści od opiekunki. Jednak pewnego ranka Anna otrzymała pełne sprawozdanie zawierające informacje ile i kiedy syn spał, jaką miał temperaturę, czy swobodnie oddychał. Jak się okazało Karol, który pełnił służbę, aby uniknąć snu w pełni zaopiekował się małym Potockim. Anna była pod wielkim wrażeniem, a czynowi Karola nadała w swych macierzyńskich uczuciach cech heroicznych. Tym samym zawiązała się między nimi nić jakiejś bliskości, czegoś na kształt świętej przyjaźni, owianej urokiem tajemniczej i bojaźliwej miłości, która miała być nigdy nie wyznana. Cóż urokowi przyszłego barona uległa i sama Anna. Raz jeden ta para spotkała się w ogrodach warszawskiego pałacu sam na sam, oddając się jedyni ukrytym westchnieniom. Kiedy jednak z końcem stycznie (nocą z 29 na 30) roku 1807 padły rozkazu wymarszu na Moskwę, miała rozpocząć się napoleońska kampania moskiewska. Karol gotował się do wymarszu. Napisał do Anny list pod pozorem prośby przechowania teczki zawierającej jego korespondencję z matką, w rzeczywistości prosił ją by nie odmówiła mu dowodu świętej przyjaźni i podarowała relikwie jej w postaci różowej wstążki jaką Anetka nosiła w wigilie wymarszu wojsk z Warszawy. Pożegnania mają to do siebie, ze będąc przepełnionymi emocjami i narastającą tęsknotą, trudno trzymać na wodzy uczucia, trudno czegokolwiek odmówić. Anna oddała więc swą wstążkę, idącemu na wojnę nie sposób odmówić. Karol wpatrzony w Annę, wymógł na niej przyzwolenie pisania listów o swoim zdrowiu i postępach wielkiej armii, wyprosił również o listy zwrotne choćby tylko o stanie jej zdrowia.

Mijały zimowe dnie i wieczory dla ciężarnej ponownie Anny, oczekującej jak i większość Warszawiaków wielkiego wjazdu cesarza. W przeddzień przyjazdu zaczęto ustawiać łuki triumfalne, przygotowywano iluminację, wieszano girlandy i wieńce. Według relacji Anny, Napoleon jednak zakpił z tego wszystkiego i na ostatnim postoju zamienił swego rumaka na nędzną szkapę, na której wjechał do Warszawy o czwartej rano 19 grudnia. Zamek pogrążony w głębokim śnie stanął w popłochu. Cesarza ulokowano w apartamencie ostatniego władcy, do której zaliczała się sala tronowa wyściełana aksamitem z haftowanymi białymi orłami, które to prusacy, nie mając praw do tronu polskiego przemalowali na swoje czarne.

Miejscowe towarzystwo ciągle oczekiwano na przyjęcie przez cesarza. Prezentacja odbyła się już świętach w czasie karnawału. Anna przygotowywała się do wydarzenia bardzo skrupulatnie. Jej stan nie był jeszcze rzucający się w oczy lecz zależało jej by go starannie ukryć. Była bardzo zadowolona ze swojego stroju. Założyła czarną suknię z aksamitu, haftowaną złotem i perłami, plisowany kołnierz a’ la Van Dyck, jej włosy opadały puklami równomiernie na ramiona, całość uzupełniały wszelkie brylanty jakie otrzymała od matki w dniu ślubu. Anna szła wśród tłumów, szpalerów wojska podziwiana przez wszystkich. Na swój widok słyszała:

„Ach, jakież to oryginalne i śliczne! Niby piękny portret, który wyszedł ze starych ram. W Paryżu nie widzi się nic podobnego.”

Towarzystwo było przyjmowane w sali rycerskiej warszawskiego zamku warszawskiego, w stylu Ludwika XVI, gdzie wisiały Płotna historyczne według Bacciarellego przedstawiające chlubne momenty polskiej historii, płótna które w ramach represji, jako zdobycz wojenna znalazły się w kolekcji cara Mikołaja. Pierwsze spotkanie czy raczej zapoznanie z cesarzem nie przebiegło zbyt pomyślnie, a przyczyną tego było zmieszanie i oszołomienie jakiego doznała Anna.

W międzyczasie Napoleon z uwagi na złe warunki atmosferyczne; ciężkie mrozy mieszane z odwilżą, oświadczył, że skoro nie można się bić, należy się pogrążyć w wirze zabaw i balów. Warszawskie zimowe życie towarzystwa odbywało się więc, od wizyty, do wizyty, od balu do balu, od przyjęcia do przyjęcia. Większość z nich odbywała się u francuskiej arystokracji, na zamku królewskim lub w rezydencji Potockich bo najznamienitsi, bo z w najbardziej eleganckiej stołecznej rezydencji przy Krakowskim Przedmieściu. Jeden z balów odbył się u francuskiego ministra spraw zagranicznych, wybitnego i cynicznego dyplomaty epoki- Karola Maurycego Talleyrand’a, autora słów:

„strzeż się swych pierwszych odruchów- zazwyczaj są szlachetne.”

Na tym to balu obok Anny Potockiej, oddzielonych od siebie osobą cesarza, siedziała Maria z Łączyńskich Walewska. Napoleon pragnął mieć faworytę w każdym podbitym kraju, o Polkach wypowiadał się nader pochlebnie, Walewską prawdopodobnie podsunął mu sam Talleyrand, ale Anna widząc wielkie nadzieje w cesarzu utwierdziła panią Marię, iż romans z dyktatorem to słuszność w narodowej polskiej sprawie. Walewska była młoda i piękna, wydana za mąż w wieku lat siedemnastu za Walewskiego, który przekroczył już osiemdziesiątkę, była na językach wszystkich, zarówno z racji urody, jak i z racji wieku swego małżonka. Pani Walewska stawała się cesarską faworytą, podczas gdy Potocka ugruntowała swą pozycję we świcie cesarza. Każde przyjęcie w cesarskim dworze rozpoczynało się koncertem muzyki włoskiej, a kończyło się grą w karty. Cesarz co wieczór wyznaczał trzy towarzyszki do gry wśród miejscowych dam; dwie z młodszego pokolenia, jedną z wcześniejszego. Pewnego dnia zaszczyt ten przypadł Annie, nauczyła się więc grać jako tako. Ale tego wieczoru pozwoliła sobie na zbyt odważny i nierozważny dialog z panującym:

- O co zagramy? – spytał Napoleon.

- Ach Wasza cesarska Mość, o jakieś miasto, jakąś prowincję, jakieś królestwo!

- A gdybym ja wygrał? – spytał patrząc na nią wymownie.

- Wasza cesarska mość jest przy gotówce, raczy może zapłacić za mnie.

Ta krótka rozmowa ugruntowała pozycje Anny, której już nigdy nie straciła, ani w Warszawie, ani potem w Paryżu, Napoleon wyróżniał ją i traktował nazwy raz uprzejmie, jej miejsce przy cesarzu było nienaruszalne.

Tymczasem Pani Walewska nie grywała nigdy w cesarskiego wista, i to jako zachowanie pewnych pozorów budziło ogólne uznanie dla jej osoby. Jednak bywała na niemalże wszystkich kolacjach jakie odbywała się zaraz po karcianej partyjce. Napoleon nigdy nie siadał do stołu, krążył wokół niego zadając paniom z towarzystwa szereg rozmaitych pytań, w tym najbardziej osobistych. Trzeba było nie lada inteligencji by odpowiadając nie skompromitować się i nie wyjść na błazna. Spotkania takie odbywały się, czy to na zamku czy tez u Potockich. Teściowa Anny jako jedyna warszawianka zachowała prawa do prowadzenia salonu, sama Anna z uwagi na swój odmienny stan nie mogła brać udziału czynnego w tańcach i tego typu rozrywkach toteż pełniła honory pani domu.

Nocą z 29 na 30 stycznia 1807 roku wojska francuskie wspomagane oddziałami polskimi ruszyły na kampanię wschodnią, przeciw carowi Aleksandrowi, za Napoleonem podążyła Pani Walewska, do jego głównego sztabu mieszczącego się w Ostrołęce. Z miarem upływu czasu podążyli też inni dyplomaci francuscy. Warszawa opustoszała, barwne salonowe życie Potockiej mocno przycichło, skupiona była teraz na relacjach z pola bitwy i osiągnięciach militarnych wodza, w którym jak cała reszta Polaków, pokładała wielkie nadzieje.

O trzeciej nad ranem, w dniu 18 marca 1807 roku Anna powiła córkę. Rozpływała się nad urodą, zachwyt z pewnością mógł być też wyolbrzymiony macierzyńskimi uczuciami:

„Drobne jej rysy miały regularność, jaką widuję się na antycznych popiersiach. Helena (Trojańska) nie mogła być piękniejsza przychodząc na świat. Byłam wciąż otoczona pięknymi wzorami ze zbiorów mego teścia, nic zatem dziwnego, że dziecko moje jest jakby odbiciem tego, co nieustannie zajmowało moje myśli.”

Córka dostała na imię Natalia, co miało w rozumieniu matki odzwierciedlać jej antyczne rysy. Do chrztu podawała ją matka Anny. Sama ceremonia była skromna i odbyła się w sypialni, w przeciwieństwie do chrztu jej starszego brata, córkom nie dawano praw do takiego ceremoniału.   Trzy miesiące po rozwiązaniu, spod Ostrołęki wojska napoleońskie ruszyły ku Imperium Rosyjskiemu. Obie wielkie armie stoczyły dwudziestotrzygodzinną bitwę pod Oławą w dniu 18 czerwca 1807 roku (dzisiaj obwód kaliningradzki). Bitwa była zwycięską dla Francuzów, mimo iż stracili oni ponad trzydzieści tysięcy żołnierzy, z tego tez powodu świętowano w Petersburgu, a warszawie w kościołach śpiewano „Te Deum Laudamus”. Karol kochający się nadal w Annie przysłał korespondencję z pola bitwy, w której częściej pytał o zdrowie hrabiny aniżeli spawozdawał bieg walki. Stwierdzał w listach iż sytuacja była ciężka i niezwykle trudna, ale od śmierci uratowała go podarowana różowa wstążka, cieszył się z narodził Natalii i prosił by ubierać ją w różowe kolory bo jak widać kolor ten przynosi szczęście.

Tymczasem na wieść o zwycięskiej bitwie w Warszawie zaczęto organizować wojsko, nadzień 3 maja stały w gotowości 3 legiony, które otrzymały orły i sztandary. Na placu saskim odbyły sie główne uroczystości zaprzysiężenia wojsk, wcześniejsze fantasmagorię o niepodległej Polsce zaczynały nabierać realności, nastąpiła swoista apoteoza wolnej Rzeczypospolitej. Obrzędom tym przewodniczył krewniak Anny- książę Józef Poniatowski jako głównodowodzący wojsk polskich. Po zwycięskiej bitwie Napoleon udał sie do Tylży, gdzie podpisał traktaty pokojowe z Rosją i Prusami w dniach 7 i 9. Zjawił sie tam teść Anetki, hrabia Stanisław Kostka Potocki celem przeredagowania Konstytucji 3 maja, na grunt nowo tworzonego państwa jakim miało być Księstwo Warszawskie. Nowe państwo, zależne od Francji, otrzymało zmodyfikowaną pierwszą polską konstytucję, panowanie jak we wcześniejszej oddano w ręce saskich Wettinów, księciem więc został wnuk Augusta III Sasa- Fryderyk August. Teść Anny objął posadę Prezesa Rady ministrów, a jej wuj książę Józef Poniatowski mianowany naczelnym dowódcą sił zbrojnych. Ostatecznie konstytucja została nadana Księstwu w dniu 22 lipca 1807 roku w Dreźnie. Cesarz wrócił do Francji by zanurzyć się w atmosferze upojenia, jaką przyniosła kampania pruska, tak olśniewająca i zwycięska. W Polsce pozostawił marszałka Davout’a jako swego namiestnika, by ten otrzymawszy w uposażeniu Księstwo Łowickie, mógł wywierać wpływ na losy i rządy w podległym państewku.

Anna jeszcze przez chwilę pozostała w Warszawie, gdzie jej spokój został zburzony listem otrzymanym od Karola, który domagał się przyzwolenia na przyjazd swój Paryża. Myśl, iż naraziłaby sie tym przyzwoleniem na uwiedzenie, była wystarczająca by odpisać adoratorowi chłodno i ironicznie, sugerując brak zgody na odwiedziny, a tym samym zabezpieczyć się od wszelkich pomówień w towarzystwie na temat swojej osoby. Jednak i atmosfera miłosnych błahostek została szybko przerwana, kiedy to nadeszła depesza z Białegostoku, gdzie Pani Krakowska, serdeczna ciotka Anny, podupadła na zdrowiu i czekała swych ostatnich chwil. Anna wraz z mężem pojechała do rodzinnej posiadłości 9 lutego, gdzie przebywała przez dwa tygodnie. Księżna Izabela Branicka, będąca wielce rada z odwiedzin ukochanej bratanicy, powierzyła jej w opiekę matkę Anny, która nieustanie przebywała w Białymstoku, wydała wszelkie możliwe zarządzenia i odeszła ze świata w niu 14 lutego 1808 roku. Anna opuściła majątek, którego już więcej nie ujrzy, zabrała ze sobą matkę, która na stałe przeniesie sie później do Wiednia. A Białystok? W kilka lat po śmierci dobrotliwej księżnej spadkobiercy sprzedadzą majątek carowi Aleksandrowi I, który kazał utrzymać budowlę w nienaruszonym stanie, czyniąc z niej jedną ze swych rezydencji. Niestety jego następca- car mikołaj, nie mający zamiłowania do piękna i sztuki, przekształcił pałac w pensjonat, a egzotyczne drzewa pomarańczowe kazał przewieźć do Petersburga.

Anna poczęła się szykować do wyjazdu. Kierunkiem był Wiedeń. Wyjazd opóźnił się w skutek informacji jakie nadeszły z Wilna, otóż Ludwik Tyszkiewicz rozchorował się. Anna spieszyła sie do ojca, starała o paszport i zezwolenie wyjazdu do Rosji. Jednak opieszałość władz, jak również podagra na jaką cierpiał jej ojciec przerzuciła sie na wnętrzności. W wyniku takich okoliczności nie dane było sie im już spotkać za życia. Ludwik Tyszkiewicz zmarł 26 czerwca 1808 roku. Anna natychmiast zajęła się uporządkowaniem spraw na Litwie, gdzie stała się dziedziczką wszelkich dóbr Tyszkiewiczów, po czym wróciła do Warszawy. W tym czasie w stolicy, niczym feniks z popiołów, podniósł się w swej karierze, i na nowo zaczął działać wuj Anny- książę Józef. Wrócił do czynnej służby wojskowej jako głównodowodzący siłami Księstwa Warszawskiego. W sztuce wojennej jak się okaże będzie sie też mógł wykazać, wraz z Poniatowskim, feldmarszałek Austrii arcyksiążę Ferdynand d’Este. Po pokoju zawartym w Tylży Napoleon mógł zawrócić ku opuszczonej ojczyźnie nie mając już w wrogów w osobie Rosji i Prus. Jednak pozostały nadal nieprzyjacielskie siły austriackie i angielskie. W wiosenny dzień 14 kwietnia 1809 roku arcyksiążę Ferdynand, przekraczając Pilicę, rusza w stronę Warszawy. Wojska Poniatowskiego, w liczbie 16 tysięcy, pozostawione przez Francuzów mogły liczyć jedynie na niewielką pomoc oddziałów saskich. Dwukrotnie większa armia austriacka, choć nie doprowadziła do rozgromienia Polaków pod Raszynem, to na dzień 23 kwietnia opanowuję Warszawę. Sztab Poniatowskiego ucieka do Zbierza, rząd polski do Torunia. Szala dalszych losów wojny polsko-austriackiej przechyla sie na naszą stronę. W maju zdobywany jest Lublin, Zamość i Sandomierz, w czerwcu Austriacy opuszczają Warszawę, w rocznicę bitwy grunwaldzkiej, w dniu 15 lipca Polacy triumfalnie zajmują ducha swego narodu- Kraków. 14 października 1809 roku podpisano pokój w Schonbrunn na mocy którego do księstwa wcielono ziemie ostatniego zaboru austriackiego wraz z Krakowem, ale z wyłączeniem Lwowa.

Anna nie była świadkiem tych ważkich historycznych wydarzeń. Najpierw sprawy majątkowe zatrzymały ją w Wilnie, potem wróciwszy do Warszawy podążyła za matką do Wiednia, która opuściła Białystok zgodnie z ostatnia wola Pani Krakowskiej. W Wiedniu, francuzi okazali sie mniej delikatni i przyjaźni aniżeli w warszawie, nie byli też witani jako wybawiciele lecz jako ciemiężcy. Toteż tamtejszych mieszkańców spotkało wiele francuskiej przykrości. Tyszkiewiczowa przeniosła się do Baden do pałacu Księcia de Ligne, a za nią w ślad podążyła córka z zięciem. Konstancja Tyszkiewiczowa pozostała juz w Baden. Przez chwilę raczyła sie obecnością córki i zięcia. Anna przeżywała tam chwile swej intelektualnej i kulturalnej egzaltacji. Pałac Księstwa de Ligne był wówczas ośrodkiem, w którym gromadzili się wszyscy znakomici cudzoziemcy, wręcz zabiegano o sposobność, przywilej by być przedstawionym książęcej parze. Przyjęta za sprawą swych rodzinnych paranteli Anna bawiła się lepiej niż gdziekolwiek indziej potem. Zaznaczmy, iż słowo „bawiła” nie oznacza zabaw stricte we współczesnym rozumieniu, a odnosi sie do uciech kulturalnych, inteligenckich w klasie samej w sobie. Sławny książę de Ligne, przekroczywszy w owym czasie siedemdziesiątkę był jednym z najdowcipniejszych, najbłyskotliwszych erudytów swej epoki. Nie zważał aż nadto na małżonkę, wywodzącą się z jednego z najstarszych rodów niemieckich, pozbawionej wdzięku i inteligencji. Był duszą towarzystwa. Anna mogła sie rozpływać w intelektualnych orgiach wśród gości gdzie rozum i dowcip był nade wszystko. Sam książę twierdził, iż:

„… można czasem pozwolić sobie na rzecz w złym tonie, pod warunkiem, że nigdy nie przejawia się złego smaku. W tej zasadzie upatruję sobie prawo by powiedzieć wszystko.”

Do Baden nadeszły wieści ze świata, który wzbudziły powszechne zdziwienie. Otóż Napoleon powziął decyzję o rozwodzie z Józefiną nie mogąc liczyć na potomka z jej łona i za sprawą marszałka Berthier prosił o rękę Marii Ludwiki, córki ostatniego władcy Świętego Cesarstwa- Franciszka II. Nie dość, że cesarz francuski pojmie za żonę córkę mocarstwa, którego stolicę zdążył juz podbić to jeszcze po kądzieli, krewniaczkę Burbonów, którzy byli zarzewiem francuskiej rewolty. Anna zapragnęła pojechać do Paryża by ujrzeć na własne oczy ten świetny mezalians. Małżonek Anny, nie sprzeciwiał się temu pomysłowi pragnąwszy wrócić jak najszybciej do Polski, sami jego rodzice, nie tylko nie sprzeciwiali się a wręcz przysłali pełne zezwolenie, przydzielając Annie opiekuna podróży. Był nim gubernator Triestu, adiutant Napoleona, ambasador Francji w Wiedniu- Luis de Nabornne- Lara. Długotrwała podróż do Paryża, czas spędzony w powozach, częste przystanki na zmianę koni umilane były przez ambasadora. Nie powstrzymał się on swej francuskiej chuci próbując bezskutecznie nagabywać młodą Anetkę podczas kąpieli, jakiej zażywała w monachijskim hotelu książęcym. Po nieskutecznych swych zabiegach oddalił się on młodej hrabianki, która do stolicy cesarstwa wjechała już samotnie.

W Paryżu mieszkała ciotka Anny- Maria Teresa Tyszkiewiczowa- siostra Józefa Poniatowskiego, faworyta Talleyranda, jednak nieufająca nowemu władcy, pozostająca wśród kręgów tradycyjnych, bardziej rojalistycznych ówczesnego Paryża. To w jej miejskim pałacyku, mieszczącym się w rojalistycznej, z lekka dekadenckiej, zamieszkałej przez stare rody francuskie, dzielnicy Faubourg Saint Germain, zatrzymała się Anna.

W dniu 23 marca 1809 roku Napoleon przyjął swą narzeczoną, którą poślubił 1 kwietnia. Anna z okien swego pałacu oglądała uroczysty wjazd pary królewskiej do cesarskiej stolicy. Zachwytom wszystkich Mie było końca, same iluminacje paryskich domów i fajerwerki przeciągały się do późnych godzin nocnych. Cesarzowa pokryta diamentami z indyjskich kopalń wjeżdżała w towarzystwie cesarza, otoczona orszakiem paradnie ubranych marszałków i generałów. Wokół karety paziowie, którzy zaledwie wyszli z dzieciństwa, ubrani bogato i symetrycznie ustawieni, wydawali się być niczym motyle gotowe odlecieć przy najmniejszym poruszeniu. Jednak znużenie wojnami, ciągłymi brankami do wojska spowodowały, że uroczystość niewiele miała wspólnego z radością, a gapie przyszli jedynie zaspokoić ciekawość, a nie się radośnie bawić, tym bardziej, że dla wielu arcyksiężniczka skoligacona z Burbonami stała się zapowiedzią nieszczęść.

Niedługo potem miała się odbyć oficjalna prezentacja cesarzowej i dostojnego towarzystwa. Anna jako cudzoziemka miała być przedstawiona zarówno monarszej parze, jak i wszystkim im podległym królom i królowym,:

„… każde z nich miało swój wyznaczony dzień, trzeba było zatem co rano rozpoczynać długą i nużącą toaletę i spędzać najpiękniejsze godziny dnia na wkładaniu i zdejmowaniu sukni dworskich, gdyż wymagała tego etykieta. Ceremonie dworskie, modystka i krawcowa pochłaniały cały czas. Wieczorem wypoczywaliśmy w… teatrze.”

Napoleon bowiem podejmował gości około południa, następowały kolejno prezentacje wizytujących, wspólny obiad, jednak podzielony. Napoleon wraz z małżonką zasiadali do jednego stołu z najbliższymi, czasem ministrem, który akurat zajmował cesarza państwowymi sprawami oraz jacyś wybrańcy. Po kilku wizytach Anna za każdym razem znajdowała się w gronie wybrańców, kiedy tylko wizytowała na cesarskich salonach. Cała reszta towarzystwa jadała oddzielnie wraz z członkami rządu, tudzież pod gościnnym okiem Talleyranda. Całości dopełniały występu teatrów francuskich bądź koncerty muzyki włoskiej. Już od pierwszego spotkania w stolicy Francji Napoleon przyjął hrabinę z niezwykłą łaskawością. Wypytywał o członków rodziny, wspominając jej teścia i wuja- księcia Józefa Poniatowskiego. Miał w pamięci zamiłowanie Anetki do sztuki toteż sam zalecił panu Denon oprowadzanie Anny po paryskich muzeach i galeriach. Dominique Denon, znany francuski rzeźbiarz, który przypodobawszy się Ludwikowi XV, stał się kierownikiem zbiorów rzeźby pani Pompadour, za czasów Napoleona stał się generalnym dyrektorem francuskich zbiorów sztuki, które zbogacał przez łupieżcze wyprawy, posiadał nawet prywatne muzea. Z niezaprzeczalną przyjemnością Anna zwiedzała komnaty Luwru przekształcone na muzealne wnętrza jeszcze w poprzednim wieku, wzbogacone starożytnymi łupami z Włoch, pokazywał prywatne kolekcje, wśród nich egipskie Munie;

- Proszę zobaczyć jaka cudna nóżka!- pokazał zmumifikowaną stópkę- a trzeba Pani wiedzieć, ze wedle wszelkiego prawdopodobieństwa pochodzi w linii prostej z rodziny faraonów.

- Kto wie, może to stopa jednej z żon Sezostrisa?

Pokazał stopę zmumifikowaną, tak śliczną tak ładnie oksydowaną przez czas, że budziła pokusę aby ją ukraść i zrobić z niej przycisk na biurko”.

Paryski życie Anny toczyło się wśród gwaru wielkiej polityki, wielkich osób okresu napoleońskiego, poznawaniem sztuki i konwenansów obyczajowości, a wszystko w doskonałej formie i wyrafinowanej konwencji epoki. Obracała się wśród najwybitniejszych osobowości, najbardziej wpływowych postaci, a wszyscy traktowali ją z wielkim szacunkiem, jako spadkobierczynię największych polskich rodów, co powodowało niebagatelną zazdrość wśród dam z polskiej emigracji, w tym samej ciotki Tyszkiewiczowej, siostry generała Poniatowskiego.

Tym czasem u ciotki, będącej niewolnicą, byłego biskupa, choć teraz żonatego- Talleyranda, co tydzień zbierało się jego towarzystwo, gdzie młoda Tyszkiewiczowa nie bawiła się dobrze z uwagi na niski poziom rozrywek, na które ciotka spraszała na zmianę znakomitych współziomków lub przyjezdnych cudzoziemców, którym z uwagi na pozycję, nie pasowało brać udziału oficjalnie w takich zabawach, a z uwagi na mało wyrafinowane wrodzone potrzeby takich potrzebowali. Wieczory spędzane u ciotki, były przykrą niespodzianką dla Anny, jedyną rozrywką jaką tam uprawiano była gra w karty o bajecznie wysokie stawki, jedynie dla utraty funduszy. Bank trzymali nieznajomi, celowo wzywani w tym celu. Cały ten obraz miał w sobie coś upokarzającego i cos satanicznego, czego młoda kształcona Polka, zapatrzona w patriotyzm, poznawanie sztuki i polityki nie była w stanie zaakceptować. Żądza zysku niepodzielnie przewodziła tej nieszczególnej zabawie. Anna widziała ściągnięte nerwowo rysy grających i ponuro-sztywne postaci anonimowych bankierów.

Odrzucając towarzystwo jakie odwiedzało ciotkę, Anna rzuciwszy się w wir życia towarzyskiego paryskich elit była pochłonięta wizytami u dostojników państwowych, przedstawicieli kultury i sztuki, by tak wsiąknąć w te elitarne kręgi by niejako samodzielnie przyjmować wizyty, tworząc salon towarzyski w rezydencji ciotki i ku jej zazdrości, była wszak jedną z tych, których Napoleon- wódz i władca nie pomijał, a wręcz przeciwnie wywyższał spośród innych dam z emigracji. Przez długi czas po cywilnym ślubie cesarskiej pary, prawdopodobnie pierwszych cywilnych zaślubinach w historii pośród koronowanych głów, wszyscy będący na stosownym stanowisku wydawali bale lub obiady na cześć małżonków. Księżna Paulina Borghese, siostra cesarza, znana z niezwykłej urody, urządzała bale w swej podmiejskiej posiadłości, żeby przypodobać się swej szwagierce stworzyła nawet imitację rodzinnego pałacu cesarzowej z Schonbrunn. Inny bal, jaki wsławił się w historii wydany został w Paryżu przez ambasadora Austrii księcia Schwartzenberg’a w mało obszernej ambasadzie. Na dziedzińcu pałacu wzniesiono prowizoryczną halę balową, która miała pomieścić dwa tysiące zaproszonych, połączoną z budynkiem drewnianymi schodami i galeriami. Całość architektonicznej konstrukcji, dla ochrony przed deszcze nakryto smołowanym Płotnem, przyozdobiono różnorakim kwieciem i draperiami z różowego atłasu i srebrzystej gazy. Anna ubrana w suknię z gładkiego tiulu, zdobioną świeżymi białymi bzami i łańcuszkiem z brylantów, stojąc na galerii ujrzała ogień nad kandelabrem, służba na zawołanie hrabiny poczęła energicznie zrywać draperię by zażegnać niebezpieczeństwo pożaru. Jednak płócienna ozdoba spadając na żyrandol stanęła w ogniu. Wszystkie damy i całe towarzystwo uciekało galeriami w popłochu. Wkrótce kłęby dymu otoczyły salę i galerię. Zginęło mnóstwo osób, wielu gości było ciężko rannych poparzeniami. Rabusie przedostawszy się do pałacu uprawiali bezceremonialnie swój kunszt nabywania kosztowności wśród rannych. Widok był zarówno dziwaczny i okropny: damy przybrane w ukwiecone suknie balowe wydające nieznośne jęki powodowane bólem poparzeń, zmaltretowane zarówno chaotyczną ucieczką i zadanymi ranami, kontrastowały z pięknem strojów i obfitej biżuterii. Annie uciekającej jako jednej z pierwszych kondycja jak i ciało nie posiadały większych obrażeń. Paryskie ulice napełniły się osobami, które w popłochu uciekały w szacownych pantofelkach i wyszukanych, acz nadpalonych strojach. Pożar rezydencji ugaszono dopiero dnia następnego. Po tym niefortunnym zdarzeniu Anna nadal prowadziła ożywione życie towarzyskie lecz już bardziej odizolowane od manier ciotki, niejako sama prowadziła salon na własna rękę, wykorzystując swą niezłomną pozycję na napoleońskim dworze. Zaraz po jej przyjeździe do Paryża, pojawił się książę Karol, przypominając się niemal natychmiast po dwóch latach niewidzenie się z Anną. Od samego początku nalegał na spotkanie, na które ona nie miała ochoty, zbywając go w dystyngowany sposób. Karol nie dawał jednak za wygraną. Po wielu bezowocnych próbach niemalże wtargnął do salonu Anny, ta zmieszana bardzo i rumieniejąca się na widok adoratora, próbowała z trudem okryć zażenowanie mieszane z jakimś bliżej nieokreślonym podnieceniem. Karol nadal, zgodnie z wcześniejszą warszawska niepisaną umową między twym dwojgiem ofiarował ze swej strony przyjaźń i usługi. Posyłał liściki, bileciki, wizytówki oraz raz rady gdzie należy przebywać i kogo wizytować, za każdym razem opatrzone bukietem świeżych kwiatów. Zaprosił również do swej matki z wizyt na obiad. Anetka była niezwykle ciekawa poznania osoby, której słynne w ówczesnej Europie romanse i listy tak ją zachwyciły. Pani de Souza okazała się być osobą zajętą wyłącznie samą sobą. Jej wypowiedzi na wskroś wykształtowane ze zręcznie wtrącanymi i błyskotliwymi słówkami, czy też żartami okazały się nader sztuczne o odbiorze. Lepiej wydawało się ją czytywać niż brać udział w konwersacji z nią. Żadna z pań nie przypadła sobie do gustu. Spotkania Anny z Karolem miały charter sinusoidy. W swoim pamiętniku nazywając go dla niepoznaki panem de F. wkrótce wyjaśnia, co było tego przyczyną. Karol mimo swej tężyzny, przestał pojawiać się we francuskim salonie hrabiny, ale mimo to co dzień przysyłam program z informacjami kogo należy odwiedzić, poznać, z kim się spotkać. Za każdym razem liścik ten opatrzony był bukietem świeżych fiołków. Tym samym dzięki radom oddanego jej bezgranicznie księcia Anna poznała najwybitniejsze osoby epoki, zwiedzała ich rezydencji i poznawała wielki świat napoleońskiej Francji, wliczając pałace rodziny cesarskiej w tym letnie rezydencje Marii Ludwiki. Tym samym stała się jedyną cudzoziemką dopuszczoną do wspólnych obiadów w towarzystwie pary cesarskiej. Jednakże Karol co jakiś czas przypominał osobiście o swej obecności w życiu młodej arystokratki, mając jak 23, cierpiał już na suchoty, tak często bagatelizowane w owych czasach w ich pierwotnym stadium rozwoju. Jednak w chwilach lepszego samopoczuciu odwiedzał Annę. Decydując się na krok pełen odwagi wyznał swe uczucie do panie swego serca, która mimo wzruszenia i odwzajemnienia tej namiętności zmuszona była je odrzucić, ze względu na swą pozycję, maniery i panujące konwenanse, jednak mimo tego powiadomiła swego absztyfikanta o odwzajemnieniu gorącego afektu. Niestety biorąc pod uwagę wspomniane okoliczności wszystko pozostało na poziomie wyznanego afektu. Zalana łzami takimi wyznaniami, w pierwszej chwili ciął porzucić Paryż, ale powstrzymywały ją sprawy społeczne i zobowiązania wobec członków napoleońskiego dworu oraz wypełnienie misji powierzonej przez teściów. Mianowicie miała odzyskać podarowane przez Poniatowskiego jej najstarszemu synowi majątków ziemskich po chrzestnym ojcu. Obiecane było przynależne w formie oprawy księciu Murat Księstwo Łowickie, jednak przeszło ona w posiadanie ambasadora francuskiego rezydującego w Polsce, więc należało zabiegać o inne posiadłości w ramach rekompensaty.

Drzwi salonu Any oblegane były przez gości wszelkiego rodzaju. Gdy Anna bezdyskusyjnie wrosła w elitarne kręgi Paryża, jedni przychodzili zaofiarować jej sprzedaż najpiękniejszych pałaców, mniemając, że nie opuści cesarskiej stolicy, inni na wieść o jej wyjeździe twierdzili, że odrzucała niezwykłą łaskę jaką została obdarzona przez władcę, Francję, a tym samym historię. Karol po swym honorowym wyznaniu zrozumiał decyzję Anny, choć mimo własnego bólu, wolał oszczędzić jej plotek i nadwyrężać jej sławę. Anna pozostawiła mu swój portret z podpisem wzorowanym na poecie Gabriela Marie Legouve:

„To mniej niż kochanka, a znacznie więcej niż przyjaciółka”.

Anna opuszczała Paryż beż żalu, ostatnie wspomnienie o Karolu opisała z prostotą niewieścią”

„Uderzenie kołatki przy drzwiach mego domu, kiedy opuszczał go po raz ostatni, długo rozlegało się w moich uszach! Słyszałam je w snach i zrywałam się na równe nogi.”

Anna wróciła do Polski, może nie tyle Polski ile jej namiastki w postaci napoleońskiego Księstwa Warszawskiego. Ponownie zamieszkała z mężem w Warszawie u swoich teściów już pod koniec 1810 roku. W dniu 13 stycznia o godzinie siódmej rano wydała na świat swoje trzecie dziecko- syna Maurycego. Kiedy jeszcze przebywała w Paryżu, u swej drugiej ciotki, Urszuli Mniszchowej, której śmieszność i małostki były ogólnie znane w ówczesnym środowisku, nazywana była powszechnie damą gwiazdy odkąd otrzymawszy od Katarzyny carycy order Świętej Katarzyny nosiła go zawsze i wszędzie. Ta lekko podstarzała już dama zaprowadziła Annę do kabalistki. Wizyty u wróżek i różnego rodzaju Sybilli były, choć potajemne to ogólnie powszechne, odkąd cesarzowa Maria Luiza korzystała jednej z największych wyroczni francuskich. Młoda Żydówka przepowiedziała Annie, iż po powrocie do kraju ulegnie ona małemu wypadkowi, zupełnie nieszkodliwemu dla jej życie i zdrowia i urodzi syna, który przyjdzie na świat pod szczęśliwą gwiazdą, stanie się naczelnikiem potężnego stronnictwa, a może zostanie królem. Potomek miał mieć dar zjednywania sobie wszystkich, być kochanym przez starych i młodych, umieć kochać w każdym wieku, fizycznie będzie oznaczał się małym znamieniem po lewej stronie.

„Te słowa wbiły się w moją pamięć i mogę zapewnić, iż sprawdziły się wszelkie przepowiednie. Będąc brzemienną miałam niewielki wypadek; dziecko urodziło się zupełnie zdrowe, a zapowiedziane znamię było bardzo widoczne i przypominało kształtem malinę”. – wspominała bohaterka.

Maurycy w wieku dorosłym stanie się szambelan rosyjskim, kawalerem orderu Virtutti militarri, oficerem wojska polskiego, a na jego cześć dziadkowie nazwą część Wilanowa- Morysinem.

Mocarstwo napoleońskie i podległe mu państwa i państewka objęły niemal całą Europę. Mimo walk toczonych z Anglią na półwyspie Iberyjskim, to na reszcie kontynentu trwał względny spokój. Podobnie było i w Księstwie Warszawskim, odbywały się bale, spotkania na salonach, wśród których prym wiodła rodzina Potockich na czele z Anetką i jej teściem. Ambasador Francji niejaki pan Pradt wymarzył sobie by ulokować przedstawicielstwo rządu swojego kraju w pałacu Bruhla, dawnego ambasadora saskiego, z uwagi na reprezentacyjność rezydencji uznawanej w stolicy jako drugą co do ważności po zamku królewskim. Pałac jednak był już zajęty toteż ambasador musiał zaspokoić się gościną Potockich zajmując dawne apartamenty księcia Murat. Tym samy manetka została wtajemniczona w tysiące małostek jakie składały się na życie ambasadora, wyrabiając sobie o nim niezbyt pochlebne zdanie. Ambasador żył w zbytku korzystając z gościnności, próbował wydać bale przy jednoczesnym oszczędzaniu jak największej fortuny z 12 tysięcy franków pensji jaką otrzymywał jako koszty godnej reprezentacji.

Coś jednak wisiało w powietrzu i budziło niepokój. 9 maja 1812 roku Napoleon wyjechał z Paryża w kierunku Moskwy, wypowiadając wojnę carowi. Mimo niepokojów, jakie zadowolenie i nadzieje wzbudził w Polakach ten ruch bo kto jak kto, ale to gwiazda Napoleona mogła wskrzesić z prochów Rzeczypospolitą. 24 czerwca Napoleon przekroczył Niemen i z powodzeniem szedł w głąb cesarstwa rosyjskiego, cztery dni później w Warszawie zawiązano sejm konfederacyjny, który wskrzesił Rzeczypospolitą i ogłosił przyłączenie do niej zabranych przez Rosję prowincji. Euforia w narodzie narastała, tym bardziej iż w dniach od 5 do 7 września Napoleon zwyciężył pod Borodino i w połowie miesiąca po wycofaniu się marszałka Kutuzowa, zajął Moskwę.

Kampania moskiewska napoleona początkowo, aż do zajęcia Moskwy nie przynosiła wielkich trudności. Po przejściu każdej rzeki, przybywał do ambasadora kurier, który miał wieźć do Paryża biuletyn przeznaczony do tamtejszego „Monitora”, donosząc o kolejnych sukcesach wielkiej armii, tym samym informując zaciekawionych Polaków o rozwoju sytuacji. Jednak w tym miejscu Anna przedstawia pierwszy zarzut wobec osoby cesarza:

„Gdyby wtedy ogłosił za pośrednictwem swego przedstawiciela, że Polska istnieje, cały naród powstałby w swej masie i bylibyśmy świadkami tych samych cudów, na które patrzyliśmy w dwadzieścia lat później.”

Kutuzow nie oddał jednakże Moskwy na łaskę i niełaskę francuskiego wojska i jego wodza. Podpalił miasto, wypuścił na wolność więźniów, którzy dodatkowo wzniecali ogień w mieście, ewakuował dużą część mieszkańców, wywiózł wszelkie zapasy żywności. Wielka armia zmagała się z niedożywieniem oraz walkami miejscowymi, które były o wiele bardziej brutalne i ciężkie niż dotychczasowe zdobywanie Rosji. W Księstwie Warszawskim przedstawiano sytuację diametralnie inaczej, zaprzeczano o palącej się Moskwie i braku żywności, wszystko było przedstawiane w bardziej różowych barwach dla potrzymania morale i ducha nadziei. Napoleon musiał się ratować ucieczką, a propozycje honorowego zakończenia wojny słane do cara pozostawały bez odzewu. Pogłoski o rzeczywistej sytuacji na froncie jednak docierały do Polaków, mało kto już wierzył w zmartwychwstanie kraju u boku francuskiego męża stanu. Kurierzy kierowani wprost do Berlina z wiadomościami do cesarzowej byli każdorazowo przechwytywani, oficjalne wieści nie dochodziły. Napoleońska kraina stała jedynie na informacjach nie potwierdzanych oficjalnie. Pewności nabrano gdy ambasador Pradt otrzymał rozkaz powrotu do Paryża.

W dniu 10 grudnia 1812 roku temperatura w Warszawie spadła do 24 stopni Celcjusza poniżej zera. W ten mroźny wieczór w rezydencji Potockich pojawił się Pradt, prosząc hrabiego Stanisława Kostkę o spotkanie. Trwało ono ponad dwie godziny. Po powrocie hrabiego okazało się, że głównym bohaterem spotkania był ,incognito, sam Napoleon, który poświęciwszy miliony istniej dla swego kaprysu władzy nad światem, wracał sam, ale na tyle trzeźwo myślący, by widzieć jeszcze ogrom Francji. Ni było jednak do śmiechu cesarzowi, który w niewidoczny dla nikogo sposób przebywał w Warszawie kilka dni. Jedno wojsko w tym czasie wycofywało się z Rosji, pozbawione żywności, narażone na siarczyste mrozy, ciągle napadane i łupione przez oddziały kozackie. W czasie powrotu został tez poważnie ranny książę Józef Poniatowski, do kraju nie wjechał jako zwycięzca, lecz zwyciężony, w powozie w pozycji leżącej. Mimo to witany był w chwale. Kiedy w rezydencji Potockich przechodził rekonwalescencję, przybyło pod zamek wielu jego podwładnych żołnierzy, mniej lub bardziej rannych. Potocka nie zapomni nigdy widoku, gdy jej ukochany wuj wyniesiony na szezlągu przed pałac odbierał od żołnierzy orły zdobyte na Rosjanach. Niedługo potem kazał wezwać do siebie potomstwo Anny i sama bratanicę by się pożegnać, było to ich ostatnie spotkanie. Książę poprosił hrabinę by kiedyś opowiedziała o nim swoim dzieciom.

W tym czasie do końca lutego 1813 roku car Aleksander I opanował całe Księstwo Warszawskie, w marcu doszedł aż po rzekę Łabę. Przeciwko Napoleonowi, który we Francji zdołał stworzyć 150 tysięczną armię francuzów, Sasów i Polaków, Prusy z Rosją zawiązały sojusz. Niebawem pod Lipskiem miało dojść do słynnej bitwy narodów, naprzeciw niedawnemu wodzowi Europy stanie 330 armia złożona z Niemców, Rosjan i Szwedów. Mimo początkowych sukcesów francuskich, bitwa pod Lipskiem okazała się druzgocącą porażką. 19 października książę został zawezwany do cesarza, gdzie otrzymał rozkaz południowego przedmieścia i osłaniać odwrót. Bitwa będąc przegraną, odwrót wojsk niemożliwy do obrony, a Poniatowski widząc, że nie uniknie niewoli, nie umiejąc pływać wskoczył do Elstery z ręką na temblaku zginął od dwóch kul w nurtach nędznej rzeki. Anna dowiedziała się o tragicznym zdarzeniu dopiero kilka dni później. Zwłoki księcia przewieziono we wrześniu 1814 roku do kraju i złożono w podziemiach Bazyliki Świętego Jana.

Napoleon, pokonany pod Lipskiem, abdykował w kwietniu 1814 roku, oddając Paryż z ręce Burbonów. Opuszczony przez małżonkę został internowany na wyspie Elbie. W Europie zwołano Kongres Wiedeński, na którym stawili się wszyscy władcy by w sposób pokojowy decydować o nowym kształcie kontynentu. W trakcie obrad na krótko bo na dni sto powstała po raz ostatni gwiazda cesarska, rozbłysła światłem chwilowym i szybko zgasła pod Waterloo. Anetka straciła osobę, w której pokładała takie nadzieje, jak cały naród polski.

Na kongresie car Aleksander oświadczył, że bierze nasz kraj pod swoją bezpośrednią opiekę, nie określając bliżej, co ma zamiar zrobić z polskim krajem. W tej oto sytuacji u cara interweniował sam Kościuszko prosząc o przywrócenie państwa polskiego pod carską koroną ze zbliżonym ustrojem do brytyjskiego i zapewniał swe pełne poparcie w sytuacji wysłuchania próśb. Z perspektywy czasu Anetka wiedziała, iż lakoniczna odpowiedź cara to jedynie mrzonki. Gdy tylko na kongresie zdecydowano o losach Polski, Aleksander do swoich tytułów dorzucił miano króla Polski i wyjawił jaką formę rządów zamierza wprowadzić. Jako namiastkę rządu ustanowił radę do której powołał księcia Adama Czartoryskiego, księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, zaś samo stanowisko prezesa powierzył rosyjskiemu posłowi Wasylijowi Łanskojowi. Do rady należał również Nikołaj Nikołajewicz Nowosilcow, udającego sprzymierzeńca w liberalnych poglądach cara, a późniejszego kata młodzieży wileńskiej. Kiedy to w pałacu Potockich Anna prowadziła swój salon, Nowosilcow często u niej bywał, został jej przedstawiony przez Czartoryskiego, przychodził na spotkania towarzyskie, chcąc dowiedzieć się, co się mówi i nawet myśli w salonie Anetki. Ona sama wspomina:

„Przyznać muszę, że przez kilka pierwszych miesięcy byłam nim oczarowana, uważając go za oddanego naszym interesom. Bardziej, ode mnie doświadczeni złapali się na wędkę i nie tak szybko przejrzeli.”

W tym też czasie, okresie politycznej batalii na salonach i we dworach, Anna gładko prowadziła swój warszawski salon, udzielając się politycznie, co miała we krwi. Tym samym zmuszona była składać wizyty, których najmniej pragnęła, czy to w domu Nowosilcowa, czy u małżonki prezesa Łanskoja, który jawił się jako typowy satrapa z manierami pozostawiającymi wiele do życzenia, małżonka jako niewymagająca obycia i intelektu, zaś cała rodzina odznaczająca się brzydotą Patagończyków. W Warszawie przebywał również ekscentryczny dziwak, ambasador angielski Robert Wilson, zaprzyjaźniony z wieloma polskimi domami, jako przyjaciel księcia Adama Czartoryskiego bywał dość często na salonach Potockiej, okazując jej wielką przyjaźń. Po powrocie do Anglii ni bacząc na swoje stanowisko przyjmował najstarszego syna Anny, który wówczas pobierał tam nauki.

Tymczasem w kraju Aleksander I w dniu 13 maja 1815 podpisał ustawę konstytucyjną, choć nigdy jej nie zaprzysiągł, sam zaś dnia 24 tego samego miesiąca koronował się w Warszawie na króla polskiego. Wjazd Aleksandra do Warszawy, chciano uczcić kordonem panien przebranych za słowiańskie bóstwa niosące chleb i sól ale zakończyło się na bardziej europejskim sposobie za pomocą iluminacji domów, zdobnych napisach orz bezpłatnych widowiskach. Urządzano wystawne bale i oficjalne wizyty, podobnie jak za czasów Napoleona, tylko obiekt nadziei się zmienił. Na jednym z bali Anna poznała księcia Konstantego, który wówczas stał w roli adiutanta cara, a niebawem miał zostać namiestnikiem Królestwa. Anetka od samego początku nie obdarzyła namiestnika sympatią:

„Gdyby konstanty miał charter Aleksandra, byłby w końcu zjednał sobie Polaków. Istnieje nawet prawdopodobieństwo, że żarliwy patriotyzm, który pchnął nas do przedsięwzięć najzuchwalszych i najmniej przemyślanych, uległby w końcu wpływowi rządów mniej swawolnych i bardziej zgodnych z instytucjami, które nam przyżeczono.”

Anna przyglądała się wydarzeniom i całej ówczesnej scenie politycznej, co rzecz jasna leżało w jej naturze, na wskroś ciekawskiej, poznawczej, czasem wręcz wścibskiej, a gdzie tylko mogła brała w niej udział czynny, na ile tylko konwenanse i obyczajowość pozwalały. Przyglądała się jak nowy cesarz powołuje skład rządu, mianując ministrami niemalże wszystkich członków rady krótkotrwałego księstwa, w tym jej teścia na stanowisko ministra oświecenia publicznego. Jak wzorem Napoleona ustanawia stanowisko komisarza cesarskiego w osobie znienawidzonego Nowosilcowa.

Aleksander I, nie omieszkiwał opuszczać jakiejkolwiek parady wojskowej, zarówno z uwagi na rodzinne zamiłowanie do wojskowości, jak również dlatego żeby nie robić przykrości swemu bratu. Po odbytym przeglądzie około godziny czternastej składał wizyty damom. W czasie jednej z takich wizyt Anna zdecydowała się na wielce patriotyczny krok. Postanowiła u cara wyprosić możliwość sprowadzenia prochów swego wuja księcia Józefa Poniatowskiego do najbardziej reprezentacyjnego miejsca dla narodu polskiego.

„Jako spadkobierczyni i najbliższa krewna, miałam prawo zanieść tę prośbę. Raczył się do niej przychylić w sposób niezmiernie ujmujący, rozwodząc się nad szczytnymi przymiotami i bohaterską śmiercią tego, któremu chcieliśmy złożyć hołd w pełni zasłużony.”

Tymczasem na terenie Krakowa, na mocy traktatów kongresowych powstało nowe państwo: Rzeczpospolita Krakowska, co prawda posiadało ono własne odrębne władze, ale nadzorowane było przez namiestników trzech zaborców. Senat tegoż niby wolnego kraju podjął decyzję, by dawna stolica Polski stała się narodowym sacrum. W pierwszej kolejności zdecydowano by w kryptach katedry krakowskiej, kiedy zabrakło monarchów, składać szczątki narodowych bohaterów. Za sprawą Anetki jako pierwszego pochowano tu księcia Poniatowskiego. Pierwszy pochówek od 70 lat. Uroczystości pogrzebowe odbyły się na Wawelu w dniach 22 do 23 lipca 1817 roku. Jak podaje Kronika Krakowska:

„Najwyższych stopni oficerowie nieśli trumnę do kościoła i złożyli ją na ozdobnym katafalku, który się składał z dział miejscowych, między piramidami wystawionymi z broni ręcznej, czyniącymi przy rzęsistym świetle zachwycający widok. Tam odśpiewano kondukt, co trwało do godziny 11 w nocy.”

Trumnę ze szczątkami księcia złożono w pobliżu pochówku króla Jana Sobieskiego, w miejscu, które na swój pochówek wybrał ostatni król Polski- Stanisław August Poniatowski, w czasie swej jedynej wizyty w Krakowie 1787 roku.

Niecały rok później, 15 marca 1818 roku car zwołał pierwszy sejm Królestwa Polskiego. Do konstytucji wprowadzono poprawki dotyczące budżetu, możliwości zawieszenia swobód oraz wprowadzenia cenzury. W trakcie obrad, jak to zwykle bywało odbywały się bale i wizyty. Anetka osiągnowszy jeden sukces ruszyła ku carowi z kolejnym swym pomysłem dotyczącym księcia Poniatowskiego. Wyruszyła do boju o uzyskanie zgody na projekt jaki tlił się w jej głowie od dawna. Anna pragnęła upamiętnić swego wuja konnym pomnikiem. Nazajutrz po przeforsowaniu u cara pomysłu, otrzymała od jego cesarskiej mości pisemną zgodę, akt ten jest przechowywany do dziś w archiwach wilanowskich. Na niniejszy pomnik złożyło się także wojsko oddając swój trzydniowy żołd. Pomnik stanął na placu saskim w 1832 roku, stworzony na wzór Marka Aureliusza z rzymskiego Kapitolu, przez jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy epoki Bertela Thorvaldsena. Obecny stojący przed pałacem namiestnikowskim to zrekonstruowana kopia pochodząca z czasów powojennych.

Nadszedł rok 1821. W dniu 14 sierpnia ze światem pożegnał się mentor Anny, ukochany teść- Stanisław Kostka Potocki, pochowany został w pałacu wilanowskim. Był jakby się mogło wydawać trzonem rodziny, w której panowały oschłe stosunki synowej z teściowej, a małżeńskie relacje synowej z jego synem coraz bardziej się ochładzały. Początki kryzysu małżeńskiego Anna odczuła już w czasie swojego pobytu w Paryżu, być może to, że była zbyt samodzielna, otwarta, niezależna i swą osobowością tłumiła męża, który nie dorastał do pięt sławie ojca. Niedługo po pogrzebie doszło do głośnego rozwodu państwa Potockich.

„Zazdrość mojej teściowej, protekcja jakiej użyczała niemożliwemu uczuciu, stworzyły w moim małżeństwie sytuacje nie do zniesienia. Pan Potocki pragnął zerwać więzy, które obecnie go tylko krępowały. Długo opierałam się tym planom godzącym w moje przekonania i zasady, ale widząc, że sytuacja taka odbija się na wychowaniu dzieci, wyraziłam wreszcie zgodę na rzecz, która z wszelkich względów budziła we mnie tylko odrazę.”

W Królestwie Polskim obowiązywał wówczas kodeks napoleoński, który zezwalał na rozwód za obopólną zgodą. Udało się również uzyskać unieważnienie małżeństwa. Oboje Potoccy uzyskali wolność. Aleksander wkrótce potem bo w roku 1823 poślubił Izabelę Mostowską. Najstarszy syn obojga August pozostał przy ojcu, zaś dwoje młodszych: Natalia i Maurycy przy matce. Do rozwodu przyczyniły się stosunki z teściową, niechęć do męża, który w oczach Anetki nie doprowadzał jej, jak jego ojciec, do zachwytu i bezgranicznego szacunku, mąż, przy którym jej ambitna i dominująca osobowość się nudziła. Oprócz tego jej wielu adoratorów, czy wręcz absztyfikantów takich jak Karol, wcześniej opisywany, czy piękny Artur Potocki, protoplasta krzeszowickiej linii tegoż rodu, oficer napoleoński, ożeniony później z księżną Zofią Branicką, która według wszelkich przypuszczeń była wnuczką carycy Katarzyny. Łączono ją również z wujem księciem Józefem, którego miłowała i podziwiała jak greckiego herosa, któremu w dzieciństwie była poślubiona i z którym zawsze ją łączono. Rozwód był nad wyraz głośny, i odbił się niemałym echem w całym polskim towarzystwie. Inaczej tę sprawę widziała ona sama, inaczej rodzina męża i sam mąż, a jeszcze inaczej całe towarzystwo, dla którego w pewnym okresie był to temat do rozmów na salonach. Bądź co bądź mimo kodeksu napoleońskiego udało się również uzyskać papieskie unieważnienie małżeństwa.

W ramach odprawy rozwodowej, mimo, iż Anna była spadkobierczynią dwóch rodzinnych fortun, zarówno po swoich rodzicach jak i po wuju księciu Poniatowskim, otrzymała Mokotów wraz z pałacem Potockich, jak również obszernym parkiem. Nie szczędząc środków, czasu i energii, wykorzystując nabyte umiejętności zaczęła szybko przebudowywać posiadłość. Do przebudowy doszło wraz z rokiem 1825, kiedy to według projektów Henryka Marconiego powstała neogotycka willa miejska. W stylu neogotyckim przebudowano gloriettę flamandzką nazywając ją domkiem mauretańskim, budowla otrzymała neogotyckie i orientalne ozdoby, założenie parkowe wzorowało się na francuskim Mon Cocteau, stąd też wzięła się nazwa- Mokotów. Anetka w pełni oddawała się swym plastycznym pasjom nawiązując do hobby swej kuzynki księżnej Izabelli Czartoryskiej. Cała ówczesna zabudowa została zdewastowana w czasie powstania listopadowego, Anetka sprzedała majątek w 1845 roku Franciszkowi Szustrowi za sumę 130 000 złotych. Obecny mokotowski pałac Szustra to dawny majątek Tyszkiewiczówny.

Zaraz po rozwodzie z Potockim, gdy jej były mąż rozpoczął nową drogę życiową przy nowej kobiecie, Anna uczyniła to samo. Po niezwykle głośnym, odbitym niezwykłym echem w towarzystwie rozwodzie, poślubiła rotmistrza napoleońskiego Stanisława Dunin-Wąsowicza. Jej drugi małżonek wstąpił do wojska Księstwa Warszawskiego w roku 1807. Wkrótce zostaje adiutantem generała Zajączka, by zbliżyć się do Wielkiej Gwiazdy napoleona i zostać jego oficerem służbowym, na tyle bliskim, iż jako jedyny Polak towarzyszył cesarzowi w zimowej podróży saniami ze Smorgoniów do Paryża. Ślub tych dwojga był cichy, ale jak już wspomniano wzbudził wiele plotek, kontrowersji i komentarzy w ówczesnym środowisku. Ślub ten niestety był dla Anetki pewną degradacją społeczną, jak i towarzyską, z ambitnej przedstawicielki jednego z największych polskich rodów stała się zaledwie panią pułkownikową, zachowując jedynie tytuł hrabiowski.

Generałowa Natalia z Bispingów Kicka, która swoją drogą nie przepadała za Anną napisała:

„ (…) poszła za Wąsowicza, człowieka wielkiej prawości charakteru. Karnie ją trzymał, nie pod względem zalotności, gdyż ją był wiek już złamał, lecz jej ostremu dowcipowi nie pozwalał nad nikim się pastwić”.

Po ślubie z Wąsowiczem nadal mieszka w Warszawie, nadal prowadzi tamtejszy salon towarzyski, gdzie spotyka się stołeczna elita, ale już o mniejszym znaczeniu niż niegdyś. Przeniosła się z mężem do jego posiadłości rodzinnej w podkrakowskim Zatorze, oddając się swym plastycznym architektonicznym pasjom.

W roku 1822 otrzymała w spadku pałac w Jabłonnej. Pałac ów należał do biskupa płockiego Michała Poniatowskiego, później do księcia Józefa, po śmierci którego przejęła go jego siostra Teresa Tyszkiewiczowa przekazując go Anetce. Wąsowiczowa przystąpiła od razu do jego przebudowy, chcąc urządzić tam ośrodek kultu swego wuja Księcia Józefa Poniatowskiego. Przebudowała pałacyk w stylu romantycznego neogotyku, postawiła wjazdową bramę na kształt łuku triumfalnego z napisem: Poniatowskiemu. Przeorganizowała zespół parkowy wcielając w rzeczywistość swoje nauki.

Była w ciągłym ruchu miedzy Jabłonną, a Zatorem, gdzie urodziła córeczkę. Ta zaś w wyniku ciężkiej choroby zmarła w wieku pięciu lat.

„ Ten obdarzony bezprzykładną urodą i inteligencją aniołek odchodząc odebrał na długo memu życiu wszelki urok. Odczuwałam rozdarcie zarazem fizyczne i moralne, które matka tylko umie zrozumieć”.

Anna zamilkła w swej literackiej twórczości, zrozpaczona po utracie ostatniego dziecka, nieco zdegradowana towarzysko usuwa się na bok na przeszło 10 lat. W tym też czasie przestaje pisać swoje pamiętniki, jej twórczość na tym polu zasadniczo zaniknie.

„ Nic odleglejszego od przeszłości! Nigdy nie pojmowałam, jak ludzie mogą lubować się w powracaniu do niej myślą; jeśli była szczęśliwa zabieg taki budzi żal, jeśli nie- odnawia cierpienie.”

Odsuwając od siebie rozpacz i cierpienie wyjechał do Włoch, podróż po Italii trwała niemalże dwa lata od 1826 do 1827 roku. Według wszelkich relacji ciągnęło ją mocno do osoby generała Chłopickiego, którego zaprosiła do tej wspólnej włoskiej podróży. Z tegoż wyjazdu pozostawiła relację pt. „Voyage en Italie”, wydaną dopiero w Paryżu w 1899 roku, więc 30 lat po jej śmierci. Pisała wówczas o Chłopickim:

„Dobry, uprzejmy, oddany, delikatny, urzekająco grzeczny(…) oto portret naszego czcigodnego przyjaciele, którego wspaniałe czynny wojenne przejdą do historii.”

Jeszcze przed podróżą Chłopicki był gwiazdą jej warszawskiego salonu, dość często go nawiedzał. Jego temperament, duma i inteligencja pociągała Annę. Po powrocie do kraju państwo Wąsowiczowie, jak i generał Chłopicki zamieszkali w Warszawie. Według relacji ówczesnych generał względami obdarzył w życiu jedyną kobietę, a była nią właśnie Anetka.

Kiedy przyszedł pamiętny dzień 29 listopada 1830 roku, kiedy to wybuchło Powstanie Listopadowe, Anna zgodnie z wszelkim prawdopodobieństwem, namówiła Chłopickiego po dyktaturę w wojnie z Rosją. Chłopicki ogłosił się dyktatorem w dniu 5 grudnia, w swych działaniach wraz z czynną walką chciał doprowadzić do rokowań z carem, za pośrednictwem mediatora jakim miałoby być państwo pruskie. Osobistym szefem sztabu Chłopickiego został małżonek Anny w randze pułkownika Stanisław Dunin- Wąsowicz. W maju 1831 roku został awansowany do stopnie generał brygady. Jednak powstanie upadło, Warszawa skapitulowała. Wąsowiczowie przenieśli się już na stałe do rodzinnego Zatora, Chłopicki zamieszkał w Krakowie, przy rynku głównym nr 38 zwanej Kencowską, gdzie umiera w 1854 roku.

Anna niemal od razu wciela w życie swe zamiłowanie do piękna, architektury i wyśmienitego towarzystwa. Zaczęła od Zatora. Ta pod krakowska mieścina należąca jeszcze w wieku XVIII do Dunin-Wąsowiczów, w skutek różnych koligacji dostała się w ręce Apolonii z Ustrzyckich Poniatowskiej, która przekazała ją swej córce Konstancji Poniatowskiej, ta zaś w testamencie po swej śmierci w 1830 roku ofiarowała miejscowość swej córce Annie, obecnie Dunin- Wąsowiczowej. Średniowieczny kościół pod wezwaniem śś. Wojciecha i Jerzego, pochodzący jeszcze z roku 1393, otrzymał dzięki Annie neogotycką szatę, którą tworzył zaprzyjaźniony z nią architekt Franciszek Maria Lanci, podobnie też przekształciła, stojący blisko kościoła, obronny zamek książęcy pochodzący z połowy XV wieku na swą rezydencję, otaczając go zespołem parkowo-ogrodowym.

Z Zatora było blisko do Krakowa, gdzie bardzo często przyjeżdżała, by w pewnym okresie życia się tu osiedlić. Brała czynny udział w renowacji krakowskiej katedry, niestety poniekąd ze szkodami dla samej świątyni. Uprowadziła bowiem do zatorskiego kościoła kilka krakowskich zabytków. I tak znalazły się tam: XVII wieczny tympanon biskupa Piotra tylickiego, renesansowy ołtarz, który wcześniej stał przy sarkofagu króla Łokietka. Być może te katedralne łupy były dla Anetka formą zapłaty za renowację gotyckiej kaplicy królowej Sońki, pod wezwaniem Trójcy Świętej. Kapituła katedralna w lutym 1835 roku oddelegowała kanonika Ludwika Łętowskiego do rozmów w sprawie odnowienia kaplicy, nadania jej nowego wystroju rzeźbiarskiego, a w dużej mierze odnowienia budowli, której strop groził zawaleniem. To właśnie Anetka wyłożyła fundusze na remont mauzoleum ostatniej żony Jagiełły. Pracami kierował, wspominany już, zaprzyjaźniony architekt Franciszek Maria Lanci. Od czasu remontu, aż do wielkiej restauracji katedry z przełomu XIX i XX wieku kaplicę nazywano Wąsowiczów, choć żaden z członków rodu nigdy w niej nie spoczął. W 1845 roku Józef Mączyński napisał:

„Kaplica ta, w guście starogotyckim, jest na nowo zasklepiona w odpowiednim stylu. Pod oknem kolorowym stoi pomnik współczesnej fundatorki tej kaplicy. W pomniku tym, umieszczona jest płaskorzeźba z marmuru białego, przedstawiającą ją w chwili najboleśniejszej dla kobiety, bo w chwili gdy śmierć odebrała jej córkę. Zdaje się być uśpioną, a dziecię jej ukazuje się we śnie w kształcie aniołka. To piękne dzieło sztuki wyrobione jest dłutem Tadoliniego, jednego ze sławniejszych artystów rzymskich, uczniów Canovy. Na wierzchu pomnika umieszczono posąg przedstawiający małą Julię wznoszącą modły za stroskanych rodziców.”

Pomnik opisywany przez Mączyńskiego zachował się do dziś mimo całkowitego przekształcenia kaplicy na przełomie wieków. Nagrobek ma charakter symboliczny i jest wzorowany na rzymskich. Całość wieńczy trójkątny przyczółek z herbem łabędź- herbem Wąsowiczów. W centrum leży wykonana w reliefie uśpiona kobieta, wzorowana na antycznej rzeźbie Ariadny. Ariadna, która śpi jest tu symbolem wiecznej szczęśliwości. Kochanka opuszczona przez Tezeusza, gdy wstała ze snu spojrzała w lico boga Dionizosa zaznała wiecznej szczęśliwości. Podobne konotacje i wymowę ma ów pomnik od strony chrześcijańskiej. Święty Paweł w „Pierwszym liście do Koryntian” pisał:

„Teraz widzimy, jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaje po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.”

Podobnie chrześcijanin obudziwszy się z wiecznego snu patrząc w boskie oblicze doznaje wiecznej szczęśliwości. Anetka zatem w swym niezwykłym pomyśle zamknęła w marmurze rozpacz matki, klasycystyczną kompozycję z treścią greckiej mitologii i chrześcijańskim przesłaniem.

Będąc nową fundatorką katedralnego mauzoleum Anetka zdobyła pozycję w Krakowie. Zakupiła należącą do Antoniego Kruczkowskiego, potem do Jana Raczyńskiego Kamienice pod Krukiem i sąsiadująca z nią kamienicę Kesnerowską. Jej decyzją oba budynki scalono jeden miejski pałac zwany Kamienicą pod Krukami. Mimo przebudowy zmieniono niewiele, budynek otrzymał formy klasycystyczne, wspólną fasadę z arkadami na parterze i balkonem na piętrze. Anna urządziła w pełni swoją krakowską rezydencję i prowadziła tam salon towarzyski. To właśnie w Krakowie otrzymała miano tyrana salonów. Juliusz Falkowski w swoich „Obrazach”- pamiętnikach spisanych po powstaniu listopadowym i rewolucji węgierskiej, w których brał udział, napisał o Anetce:

„głównym jej jednak orężem, którym wojowała, podbijając jednych pod swoją niewolę, zadając zjadliwe rany drugim, orężem, którym zdobyła sobie berło salonów i utrzymać go umiała w swoim ręku do późnej starości, był dowcip obosieczny, połączony ze wszystkimi ozdobami umysłu, jakimi natura i najstaranniejsze wychowanie obdarzyć mogą kobietę. Znała wszystkie arcydzieła literatury powszechnej, jeśli nie w oryginałach, to w przekładach bo z obcych języków posiadała dobrze tylko francuski; we wszystkich gałęziach sztuki była wyborną znawczynią, sama nieźle malowała, a lepszą jeszcze była architektką i ogrodniczką i gdy sama została panią ogromnego majątku, kreśliła własną ręką plany budowy i przebudowy swoich pałaców. We wszystkim miała smak wyśmienity, sąd jej o rzeczach nigdy nie był pożyczony, ale w niej wyrobiony i zawsze przenikliwy i trafny.”

Czyżby Falkowski był pod wielkim wpływem Anetki i nie przedstawił jej w sposób w pełni obiektywny? Ulegało bowiem jej urokowi wielu mężczyzn epoki. Pojawiały się też głosy bardziej krytyczne wobec bohaterki salonów. Podobno we własnym kręgu nie była lubiana przez wszystkich. Wspominana już generałowa Kicka, tak wspominała Anetkę:

„Mocno garbata, miernie ładna, ostrego dowcipu pani i nieokiełznanej zalotności, do lat trzydziestu nie mogła znaleźć dość odważnego mężczyzny, któren by ją pojął za żonę”.

            Oczytana, brylująca w towarzystwie, wyróżniała się inteligencją, choć o jej urodzie i zarazem swobodzie obyczajowej różnie mówili współcześni. Taka Anetka. Do salonu krakowskiego, oprócz dysput o naturze kulturalnej wprowadziła wzorem pani Marii Teresy Geoffrin- gry umysłowe. Sama pomysłodawczyni tego rodzaju zabaw była bliską znajomą króla Poniatowskiego, którego nawet wykupiła z więzienia, w którym przebywał za długi w latach swej młodości.

Aby prowadzić salon, o czym marzyła każda wysoko urodzona dama, co świadczyło o jej statusie, trzeba było mieć nazwisko, wpływy, pozycję, umiejętność zjednywania sobie ludzi, a często i talent do intryg. A czasami po prostu należało mieć nieuchwytne to „coś”. Anetka miała to wszystko. Pozycję jaką zapewniało jej pochodzenie i koligacje rodzinne, majątek, niezmierne wpływy wśród ludzi epoki od artystów począwszy, przez polityków, na Napoleonie i Carze skończywszy. Spotkania na salonach zwane z francuska jour fixe’ami, lub z polska po prostu fiksami z reguły odbywały się cotygodniowo. Gościa zapraszało się raz tylko, co oznaczało samoczynne odnowienie zaproszenie co tydzień. Dobre fiksy, a takie odbywały się w domu pod krukami to takie gdzie goście nie mieścili się w jednym pomieszczeniu, a zmuszeni byli rozchodzić się po domu. Właśnie w tym celu Anna przebudowując przy rynkową kamienicę urządziła na pierwszym piętrze reprezentacyjne piano nobile. Podczas takich spotkań w jednym pokoju grano w karty, w innym brzdąkano na fortepianie, dyskutowano lub, co wprowadziła Anetka bawiono się w gry intelektualne. Niekiedy z uwagi na ilość zaproszeń trzeba było po angielsku opuścić salon bu dotrzeć na inne spotkanie lub w ogóle zrezygnować. Z wizyt u Wąsowiczów się nie rezygnowało. Anetka była w swoim żywiole. Kiedy to Warszawa popowstaniowa nie pozwalała na takie towarzyskie wybryki, to niemalże wolna Rzeczpospolita Krakowska zezwalała na wiele, stała się ostoją życia towarzyskiego, ostoją polskości i enklawą na mapie zaborów. Jednak do czasu. Powstanie krakowskie, jakie wybuchło w lutym 1846 i o dwa lata późniejsza Wiosna Ludów, w sposób radykalny ograniczyły swobody.

Anetka, gdy już nie widziała dla siebie miejsca w pewnych środowiskach miała w zwyczaju przenosić się gdzie indziej. I tak w roku 1851, przepisała większość swego majątku na najukochańszego syna- Maurycego, w tym Zator czy kamienicę pod Krukami i wyjechała z mężem do Paryża. Tam od czasu upadku powstania w Królestwie Polskim działała polska emigracja skupiona przy Hotelu Lambert. Na jej czele stał książę Adam Jerzy Czartoryski. Anetka we wczesnej młodości zachwycona była matką księcia- Izabelą i jej mężem, jednak daleki kuzyn nie przypadł jej do gustu, nie podzielała jego sympatii politycznych i nie darzyła szacunkiem, zwłaszcza przeciwna była programowi hotelu by uczynić z księcia- króla polskiego po odrodzeniu się ojczyzny. W takiej atmosferze, nie zabiegając o względy polskich emigrantów, odsunęła się na bok. Po cichu oddawała się rysunkowi, uprawiając akwarelę, czy akwafortę. Anetka rysowała przeważnie widoki miejskie, projekty architektoniczne, rzadziej pejzaże oraz ilustracje książkowe. Żyjąc po cichu i w spokoju w Paryżu po trzynastu latach poza krajem zmarł jej małżonek w roku 1864 roku. Anna przeżyła go o trzy lata i opuściła ziemski padół w Paryżu w dniu 16 sierpnia 1867 roku przeżywszy 88 lat. Rok później jej ciało przewieziono do rodzinnego Zatora, gdzie spoczęła w tamtejszym kościele obok małżonka.

Pamiętniki Anetki zostały wydane 30 lat po jej śmierci, budząc wielkie emocje wśród czytelników. Jej wydawca, Kazimierz Stryjeński, widząc ją na chwile przed śmiercią napisał:

„ (…) uderzył mnie blask jej oczu, które zachowały coś z młodości.”